książki & filmy

Alternatywny transport, czyli: między byciem eko a posiadaniem własnego auta

10 października 2017
alternatywny transport

„A czy to wypada, by ktoś, kto dba o środowisko, posiadał własny samochód?” – często słyszę, gdy komuś powiem, że mamy z G. auto. Na pewno nie wypada przesadzać, o czym przypomina kolejny odcinek serii „Punkt krytyczny”. Film o alternatywnym transporcie możesz obejrzeć poniżej. 

 

Jest godzina siedemnasta, Warszawa. Biurowce nagle pustoszeją, a w ich okolicach tworzy się korek. Ulica, choć szeroka, nie daje rady temu potokowi. Wszystko stoi. Z tyłu słychać trąbienie, chyba ktoś „przysnął” na zielonym. A przecież innym się śpieszy. Wyglądam z okna autobusu, patrzę w dół na auta. W większości z nich podróżuje sam kierowca. W nielicznych widać jeszcze berbecia w foteliku na tylnym siedzeniu. Myślę sobie, że gdyby tak oni wszyscy przesiedli się do komunikacji zbiorowej, to na światło czekałyby może ze dwa autobusy, a ja dawno byłabym w domu. I jeszcze jedna myśl chodzi mi po głowie, gdy pojazd wjeżdża na buspasa i zostawia z tyłu zakorkowane auta: za nic w świecie nie chciałabym teraz siedzieć w swoim samochodzie.

 

Mamy z G. auto. Stoi teraz zaparkowane pod oknami naszego mieszkania. Zwykle jest przysypane liśćmi albo udekorowane ptasimi odchodami – tak rzadko z niego korzystamy. Ale korzystamy, taka praca. Czasem musimy pojechać na drugi koniec Polski, do miejscowości, w wypadku których nawet GPS-nawigacja ma problem ze znalezieniem trasy. Czasem jeździmy do teściów, do których z Warszawy bezpośrednio prowadzi jeden bus dziennie. Czasem wyruszamy na weekend albo urlop – w miejsca tak głuche, że gdyby polegać wyłącznie na transporcie publicznym, nie zostałoby czasu na odpoczynek. Nie poruszamy się jednak autem po mieście i nie korzystamy z niego na co dzień.

 

Niech żyje transport publiczny!

 

G. codziennie się stawia w redakcji. Ja często pracuję z domu, ale od czasu do czasu zrzucam dresy i papucie i wyruszam na miasto – do pracowni, na wywiad, spotkania służbowe. Oboje biegniemy na przystanek autobusowo-tramwajowy, oddalony o 200 metrów od naszego domu, albo pobliską stację metra. Samochód jest bliżej, ale podróż nim bardziej czasochłonna (korki, wieczne korki!), uciążliwa (auto trzeba prowadzić, a w tramwaju można poczytać), droższa. No, i bardziej szkodliwa dla środowiska. Obliczył to Janusz z Green-projects.pl:

 

Przeciętne auto emituje około 150 g CO2/km (…). Za to przegubowy autobus wiozący 20 pasażerów wypuszcza do atmosfery jakieś 65 g CO2/km. Tramwaj w czasie jazdy nie emituje zanieczyszczeń, jednak pobiera prąd. Mając w pamięci, ile energii generujemy w Polsce z węgla oraz przyjmując 60 pasażerów na pokładzie, dochodzimy do wniosku, że tramwaj wydala z siebie siebie około 53 g CO2/km – trzy razy mniej niż auto! Na dodatek autobus czy tramwaj zajmuje 20 razy mniej przestrzeni na ulicy w przeliczeniu na przewożonego pasażera, ha!

 

Robi wrażenie, prawda? Jeszcze więcej argumentów na niekorzyść jeżdżenia własnym autem po mieście dostarcza „Alternatywny transport”, kolejny odcinek z serii „Punkt krytyczny” realizowanej w ramach projektu „Energia odNowa„. Możesz obejrzeć go w całości, klikając na wideo poniżej.

 

 

O własnych nogach

 

Nie muszę mówić, że przewagę nad jeżdżeniem po mieście swoim samochodem ma również rower i chodzenie na piechotę. Mam ten komfort, że mogę robić mniejsze zakupy co parę dni w pobliskim sklepie. Do transportu żywności do domu wystarczą więc mi: materiałowe torby i własne kończyny. Tam, gdzie jestem w stanie dotrzeć na piechotę, ruszam na piechotę.  To najstarszy i najbardziej eko sposób przemieszczania się 😉

 

Polecam Wam też pełnometrażowy film dokumentalny „Punkt krytyczny. Energia odNowa”. A ja tymczasem lecę do pracowni. Mam chwilę, więc na piechotę 😉 Chętnie poznam też Wasz stosunek do własnych czterech kółek. Dojeżdżacie samochodem do pracy? A może całkowicie zrezygnowaliście z auta?

 

Wpis powstał przy współpracy z WWF Polska.

 

 

 

  • Używam samochodu w podobny sposób. Tak rzadko, że mechanik widząc silnik i inne falki mojego auta powiedział, żebym jednak, chociaż w weekend przetarł go ze 30 km rozpędzając się przynajmniej do setki. Bo w Warszawie bardzo rzadko nim jeżdżę, zwłaszcza, że tu taki transport zwykle się nie opłaca – jest i droższy, i wolniejszy. W centrum Warszawy w tym roku byłem samochodem może trzy, cztery razy. I nie rozumiem dlaczego ludzie tak często decydują się na podróż samochodem.

    • O tak, i krążą jak sępy, szukając wolnego miejsca przy chodniku, żeby zaparkować 😀

  • Anna

    U nas podobnie, mamy samochód, ale korzystamy rzadko – mąż pracuje w domu, a ja jeżdżę komunikacją miejską. Samochodem jeździmy głównie w dalsze trasy oraz wtedy, gdy wybieramy się gdzieś całą rodziną z dziećmi – zdarza mi się i z nimi jeździć komunikacją (to wspaniała atrakcja!) czy pociągiem, ale autem jednak wygodniej.

    Koleżanki namawiały mnie ostatnio, bym jeździła do pracy samochodem i w ogóle nie rozumiały moich argumentów, że komunikacją jest niewiele wolniej (a w porze korków pewnie i szybciej), a na pewno taniej i bardziej ekologicznie. Szczególnie ostatni argument był dla nich zupełnie abstrakcyjny. To naprawdę smutne… Ostatnio stojąc przy przejściu dla pieszych, zaglądałam do przejeżdżających aut – minęło mnie ich pewnie ze 20-30 i we wszystkich (!) był tylko kierowca.

    • Myślę, że w takich wypadkach dobrym argumentem jest nie ekologia, tylko ekonomia. Możesz powiedzieć koleżankom, że podróż komunikacją publiczną jest tańsza od samochodu 🙂

      • Anna

        O tym też mówiłam, ale obie zgodnie uznały, że jeżdżenie autem rozleniwia i jak ktoś się już raz przesiądzie do samochodu, to nie wróci do komunikacji miejskiej, niezależnie od kosztów. Może dobrze w takim razie, że do dziś nie zdecydowałam się na zrobienie prawa jazdy 😉

        • Ciężki przypadek :/ A argument braku miejsc parkingowych?

          • Anna

            Wydaje mi się, że obie mają zapewnione przez pracodawcę miejsca parkingowe.

          • Hmmm, a są rodzicami? Czasem skuteczny jest argument „A jaką przyszłość zostawisz swoim dzieciom?” 😉

          • KarMagKat

            Jak są rodzicami to może nie chcą marnować czasu na tułanie się komunikacją publiczna po mieście, ale spędzić czas z rodziną? Raz na jakiś czas warto dziecku pokazać jak się jeździ autobusem, ale na co dzień zdecydowanie szybkość przemieszczania się jest priorytetem. Wiele osób kupiło mieszkania/domy na przedmieściach gdzie nie ma żłobków czy przedszkoli, wszędzie daleko i auto pomaga w codzienne egzystencji. I możemy sobie to krytykować, ale nie zmieni to faktu, że ci ludzie wzięli kredyty na 30-35lat i ich sytuacja za bardzo się przez ten czas nie zmieni.

  • ma.kesz

    Ja jeżdżę samochodem od 5 lat, codziennie. Wcześniej tylko komunikacja miejska. Nie latam też samolotami, na wakacje pociągiem. Niestety komunikacja miejska na co dzień tak mi obrzydła, że wybrałam po latach samochód i nie mam wyrzutów sumienia. Myślę o rowerze, ale nie wiem czy się zdecyduję:)

    • Rower to fajna rzecz. Minusem jest tylko długi sezon jesienno-zimowy :/

      • Od zawsze dojeżdżam do pracy autobusem (jakieś 25 min. drogi plus dojście po parę minut na i z przystanku). Od dwóch lat – dlaczego dopiero od dwóch?! – od wiosny do jesieni jeżdżę do pracy rowerem. Jest szybciej, można po drodze zajrzeć do sklepu czy piekarni. Jedyny minus, to konieczność przebrania się i odświeżenia po przyjeździe do pracy. Teraz jestem na etapie powrotów z pracy z koleżanką jadącą samochodem w tym samym kierunku. Muszę ustalić z nią stawkę i zasady. Wówczas ja będę szybciej w domu, a koleżanka dojedzie taniej, bo zyska parę groszy do paliwa 🙂

        • Wspólne podróże – to świetny pomysł! 🙂

  • Ja jeżdżę autem wtedy, gdy ciężko dojechać mi do danego miejsca innym środkiem transportu. Na przykład w poniedziałek jechałam do Cieszyna, żeby we wtorek wrócić o rozsądnej porze. I przyznam, że naprawdę żałuję, że nie było rozsądnej opcji PKP, bo tak się wymęczyłam i najadłam strachu jak nigdy. Dawno nie widziałam tak pełnej trasy tirów jak krajowa jedynka. A jadąc w deszczu i mroku miałam duszę na ramieniu. Kolejna podróż na pewno pociągiem. I zazdroszczę Warszawie metra. To jest jednak świetna opcja na przemieszczanie się w dużym mieście.

    • Niestety, w wielu miejscach brakuje PKP. Podobnie ciężko jest dojechać pociągiem w Bieszczady, bo połączenia skasowano parę lat temu. A przy okazji podskoczyły ceny na bilety. Zaraz się okaże, że podróżowanie pociągiem będzie pewnego rodzaju luksusem 😀

  • Ja jeżdże tylko tramwajem, ewentualnie taksówką, zbieram na swojego ukochanego garbusa, ale tutaj też nie mam zamiaru szaleć po mieście, bo jeżdżę tylko na uczelnie, ew. miasto, które jest oddalone od mieszkania o 20 minut piechotą – także nie opłaca się. Samochód na wycieczki tylko 🙂

  • KarMagKat

    Jeżdżę autem codziennie pomiędzy praca a domem. Jeżdżę sama, bo w biurze pracujemy w 6 osób, każdy z innego miasta, przyjeżdżamy/wyjeżdżamy o różnych porach. Dojazd w jedną stronę rano to 25min, powrót ok. 30-35min. Odległość do pokonania to 21,5km, głównie pomiedzy miastami a nie przze centra miast. Mogłabym skorzystać z transportu publicznego, ale wygląda to wtedy tak:
    – autobusem: dojście na przystanek 15min, jazda 40min, dojście do pracy ok. 3min
    – pociągiem: dojście na stację 20-25 min, dojazd 25min, dojście do pracy ok. 5-10min
    Jaki mam wybór: jechać krócej i wygodnie spod domu pod samą pracę bez korków, bez śmierdzieli i patolstwa, komfortowo niezależnie od pogody (ubiór i buty), pozałatwiać po drodze zakupy i inne codzienne sprawunki, być niezależna czasowo, ALBO: być zdana na sztywny rozkład jazdy (2 połączenia na godzinę) i łaskę (że akurat bus/pociąg nie wypadnie, akurat nie będzie zmiany trasy i akurat nie zrobią sobie przerwy), moknąć i marznąć na przystanku (i przegrzewając się w busie/pociągu) a w lecie opływać potem pod wiatą, itd, itp.
    Przemyślałam wiele za i przeciw, auto jest o wiele lepszym pomysłem w moim przypadku (mimo że bilet kom. pub. byłby tańszy – tu zaoszczędzam mój cenny wolny czas). Miejsce parkingowe mam pod samym nosem i w końcu po latach tułania się kom. publiczną nie muszę się szykować na wszystkie możliwe awaryjne sytuacje pogodowe. Wcześniej nawet nie wiedziałam jaka to różnica, w końcu mogę nosić ładne buty a nie tylko takie, które nie przemokną i nie odmrożą mi stóp, to samo z płaszczem czy kurtką. Wiem, że to pewnie brzmi bardzo pańciowato, ale mam dosyć ciągłego rezygnowania ze swojego komfortu dla większych idei. Całe życie muszę sobie coś odmawiać, raz więcej raz mniej, ale jestem na tym etapie że chociaż ten przejazd do roboty chcę mieć przyjemny.

  • meringue

    Wszystko pięknie, jak się mieszka w środku miasta. Jak do przystanku masz 20 minut piechotą (albo 2 godziny, jeśli się mieszka na prawdziwym zadupiu), a autobus jeździ raz na godzinę, to niestety, bez samochodu jest bardzo ciężko. W Polsce niestety zbiorkom niezbyt działa. Ponadto: nie, to wcale nie jest tańsze. Nawet w Warszawie, w której bilety są najtańsze lub jedne z tańszych, bo miasto płaci 90% ich wartości. To jest chwalebne oczywiście – ale nadal taniej wychodzi samochodem. Zwłaszcza, jeśli ktoś chciałby korzystać z P&R, które są przynajmniej w Warszawie po prostu śmieszne – żeby móc parkować za darmo, trzeba przy wyjeździe okazać bilet przynajmniej dobowy. Kto to wymyślił? Nie wiem, jak to ma działać, bo na pewno nie zachęca do korzystania z tego rozwiązania.