ekologia

Czy biodegradowalna znaczy – ekologiczna?

29 sierpnia 2016
oksybiodegradowalne i biodegradowalne

Z pewnością ją znasz. Jest opatrzona hasłami „bio”, „eko”, „z miłości do środowiska”. Reklamówka biodegradowalna stała się synonimem dbałości o ekologię. Ale czy słusznie?

 

Statystyczny Polak zużywa rocznie około 300 foliowych reklamówek. Na potęgę pakowane są do nich marchewki w warzywniaku i odzież w popularnych sklepach ubraniowych. Wyrzucane śmieci i zawijane drugie śniadania do szkół. Część z tych reklamówek stanowią torby biodegradowalne, promowane przez producentów i sklepy jako te które są ekologiczne, przyjazne dla natury, bo szybciej i z mniejszą szkodą dla otoczenia ulegają rozkładowi. Nikt jednak głośno nie mówi o tym, że aby ten proces zaszedł, muszą być spełnione określone warunki… Ale wszystko po kolei.

 

Czym jest torba biodegradowalna?

 

 

Są dwa rodzaje takich toreb: oksy-biodegradowalne i biodegradowalne. Pierwsze są wykonywane z polimerów syntetycznych wzbogaconych o dodatki przyspieszające degradację (ta zachodzi w terminie od dwóch miesięcy do pięciu lat). Drugie są wytwarzane z biopolimerów – zmodyfikowanej skrobi kukurydzianej, pszenicznej lub ziemniaczanej (tu do rozkładu potrzeba 180 dni). Torby „przyjazne środowisku” są oznakowane specjalnymi symbolami. W wypadku reklamówek oksy-biodegradowalnych jest to zielona kropla, a w wypadku biodegradowalnych – sadzonka.

 

Jak się rozkłada (oksy-) biodegradowalna reklamówka?

 

 

Producenci reklamówek oksy-biodegradowalnych (takie są oferowane m.in. w sieci sklepów Tesco i Lewiatan) zapewniają, że torby mogą się rozkładać na wysypisku śmieci, nawet jeśli folię przykryje warstwa gruntu. Z biodegradowalnymi (dostępnymi m.in. w Carrefour) tak łatwo już nie jest. Aby się takie torby rozłożyły w sposób rzeczywiście przyjazny dla środowiska, cały proces musi zachodzić w odpowiednich kompostowniach. Czytaj: zakłady utylizacji odpadów musiałyby prowadzić zbiórkę takich toreb, wystawiając pojemniki na śmieci organiczne. A takich kontenerów na naszych osiedlach wciąż brak! Reklamówki biodegradowalne lądują więc w zwykłym koszu na odpady zmieszane i trafiają na wysypisko. A tam, zamiast rozkładać się – rozsypują. Stoi za tym skrobia, której użyto do produkcji foliówki: sprawia ona, że materiał rozpada się na drobny pył. Ten – roznoszony przez wiatr – trafia do gleby i wody. Często stając się pożywieniem ryb.

 

Czy jest takie „eko”?

 

Już sam ten fakt zaprzecza hasłom o przyjazności dla środowiska. Jest jednak coś jeszcze. Do pozyskania polimerów z roślin potrzebna jest energia, źródłem której są paliwa kopalniane. Zapotrzebowanie na tę energię jest spore, niemal dwukrotnie większe niż przy produkcji zwykłej foliówki. Ponadto, w procesie biologicznego rozpadu polimeru biodegradowalnego emitowany jest dwutlenek węgla i metan. Tu się kłania efekt cieplarniany. I po trzecie, o ile torba oksy-biodegradowalna może być poddana recyklingowi (co prawda, kosztem pogorszenia się jakości następnego produktu), o tyle biodegradowalne przetwarzane być nie mogą.

 

Kasa, kasa

 

Skoro reklamówki (oksy-) biodegradowalne nie są zbyt przyjazne dla środowiska, to czemu są tak natrętnie promowane jako eko? Bo wszystko co jest opatrzone metką „eko” i „bio” ostatnio bardzo dobrze się sprzedaje. Więc i na reklamówkach można zrobić interes. W wielu sklepach wielkopowierzchniowych „eko” torby są odpłatne, kosztują około kilkudziesięciu groszy. Tymczasem przy hurtowych zakupach cena takiej jednej reklamówki – to 1 grosz.

Chociaż to, że reklamówki przy kasach są odpłatne jest akurat na plus. Dzięki temu nasze społeczeństwo, które liczy każdy grosz, dwa razy pomyśli zanim wpakuje do koszyka całą wiązkę jednorazowych toreb. I może zacznie częściej zabierać ze sobą na zakupy wielorazowe torby. Według mnie to rozwiązanie byłoby najbardziej ekologiczne.

 

 

Jeśli uważasz, że wpis był przydatny, udostępnij go znajomym, niech też dowiedzą się więcej o popularnych „eko” reklamówkach. Zerknij też na wpis o tym, jak samodzielnie zrobić torbę na zakupy ze starej bawełnianej koszuli

 

 

 

 

  • Nie miałam o tym pojęcia:( Wychodzi na to, że żadne foliówki (prócz tych, których możemy użyć dziesiątki razy) nie są i nie mogą być ekologiczne. W sumie w większości sytuacji dadzą się zastąpić, ale co np. z workami do kubła na śmieci. To megapraktyczne rozwiązanie, ale domyślam się, że nieprzyjazne środowisku. Może ktoś ma pomysł, czym je zastąpić?

    • Tak, worki na śmieci to największa zmora. Niedługo mam zamiar zrobić o tym wpis 🙂

  • W Wysokich Obcasach Extra, tegoroczny numer wrześniowy jest wywiad z prezes Pepsi Co. Indra Nooyi, która stwierdziła, że współczesny klient jak tylko widzi, że coś jest bio, eko, bez gmo, bez glutenu to choćby miało tonę soli, cukru i tłuszczu to rzuci się na to jak wygłodniałą harpia. Mówiła o tym w stosunku do żywności, ale zasada jest w zasadzie ta sama.
    Ja nie wiedziałam, że reklamówki biodegradowalne powinny być oznaczone, myślałam, ze obecnie każda przezroczysta foliówka jest biodegradowalna, a tu niespodzianka.

    • Dokładnie. Na opakowaniu można napisać cokolwiek się chce, a ludzie kupią. Jakiś czas temu była afera z jajami Farmio. Producent sugerował, że pochodzą one od kur z wolnego wybiegu, a jaja były najpodlejszymi „trójkami”. Teraz sklepy promują też biobawełnę jako super-puper-eko. Co do samej biobawełny – zgoda, ale szkoda, że nie mówią jakich barwników używają do tych tkanin.

  • Kaśka Barc

    Ważna kwestia dotycząca oksy-biodegradowalnych reklamówek. To, że reklamówka rozłoży się, nie oznacza że zupełnie znika z powierzchni ziemi.
    Niestety łańcuchy polimerowe z których jest zrobiona pozostają w glebie, przenikają do wód gruntowych, są wchłaniane przez zwierzęta a w ten sposób przedostają się do naszego łańcucha pokarmowego.

    W dalszym ciągu jest to plastik, tyle że znika z naszego pola widzenia.

    • Dokładnie tak, dzięki za uzupełnienie 🙂

  • Masz rację, chodzi o globalne ocieplenie 🙂

  • Rok temu przeprowadziłam się do mniejszej miejscowości, więc od roku robię tutaj zakupy na targu, w lumpeksach i innych sklepach. I za każdym razem, kiedy odmawiam reklamówki i pakuję zakupy do zabranej ze sobą torby, widzę zdziwione miny. Jest owszem kilku sprzedawców, którzy pamiętają, że przynoszę swoje torby i nie pakują mi pęczka koperku czy jednej papryki w plastik, ale nadal to tylko garstka. Rozmawiałam dzisiaj rano z jednym panem o tym ile takich reklamówek zużywa się dziennie na całym targu. To są ogromne ilości… Najsmutniejsze jest to, że nie wszyscy chcą nosić ze sobą wielorazówki.
    Jako pozytywny aspekt dodam, że w miejscowości, z której pochodzę jest sklep ze starociami, który zrezygnował z jednorazówek i wymusił na klientach noszenie swoich toreb i obyło się bez marudzenia klientów. Wszystko da się zrobić. 🙂

    P.S. Odkryłam dzisiaj Twojego bloga i się zaczytałam. Dziękuję za to co robisz, potrzebne są takie miejsca w sieci.

    • Bo człowiek to bardzo wygodne stworzenie – jak mu dają (i to jeszcze za darmo), to bierze. Może jakby na targu wprowadzili opłaty za każdą reklamówkę, to ludzie by nie brali ich dla jednej papryki, czy jednej cebuli 🙂 Dzięki wielkie za komplement 🙂

      • Może już niedługo (od lipca 2017) w Polsce będą wprowadzone opłaty za torby foliowe. Wg projektu nowelizacji ustawy o gospodarce odpadami będzie to maksymalnie 1 zł za każdą torebkę (oby później w rozporządzeniu nie zmniejszyli tego do 10 gr, bo będzie lipa). A do tego będzie monitoring sprzedanych foliówek. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce, ale w tym przypadku byłaby to „dobra zmiana” 🙂

  • Od ponad roku prowadzę małą batalię i staram się nie używać toreb foliowych. Cały czas mam mnóstwo reklamówek z czasów, kiedy jeszcze ich używałam, więc kiedy zapakowanie czegoś w folię wydaje się naprawdę konieczne, korzystam z własnych zbiorów. Zawsze chodzę z plecakiem, więc mam gdzie schować większe zakupy, zwykle mam też przy sobie foliówkę, gdybym musiała kupić garść śliwek lub coś innego, co trzeba wrzucić do woreczka.

    Jestem bardzo wdzięczna paniom w zaprzyjaźnionym jarzyniaku, które szanują mój wybór i na mój widok odkładają foliową torbę. Znalazłam też miejsce niedaleko mieszkania, gdzie fasole, kasze itp. można kupić na wagę i gdzie właściciele nie patrzą na mnie dziwnie, gdy przychodzę z własnymi słoikami po te produkty.

    Zostają tylko te nieszczęsne worki na śmieci, na które nie potrafię znaleźć alternatywy. Pamiętam, że w domu mojej babci na wsi były worki jutowe na zboże. Ciekawe, jak to się rozkłada…

    • Taaa, worki na śmieci to największy ból, bo są wyłącznie foliowe. Ja jakoś niedługo postaram się ogarnąć ten temat i wymyślić coś sensownego jako alternatywę. Co do worków jutowych, to wydaje mi się, że to nie jest dobre rozwiązania. To jednak tekstylia, które nie powinny się znaleźć na wysypisku.