ekologia

Ekologiczne zakupy są drogie? Kilka moich sposobów na oszczędzanie pieniędzy i środowiska

8 sierpnia 2017
ekologiczne zakupy są drogie

Tylko bogatych stać na takie kaprysy, jak ochrona środowiska. Człowiek biedny nie może sobie pozwolić na takie wydatki – często słyszę opinie, że ekologiczne zakupy są drogie i aby dbać o środowisko, trzeba mieć gruby portfel. Hm, poważnie? Zobaczcie, ile udaje się zaoszczędzić dzięki uważnym zakupom.

 

Bycie eko jest ostatnio modne. Sieciówki przygotowują kolekcje eko ubrań. W sklepach roi się od produktów certyfikowanych i takich, które bio i eko tylko udają. Widziałam już „eko” krzesła ogrodowe z plastiku. I „wegańską” herbatę, której sprzedawcy nie byli w stanie wytłumaczyć, na czym polega „niewegańskość” produktów konkurencji. Eko jest modne, a więc i drogie. Tyle że dla mnie proekologiczna postawa nie polega na jedzeniu wegeburgera w najdroższej knajpie w mieście. Nie jest nią również wyrzucanie wszystkich znalezionych w domu plastikowych pojemników i zastępowanie ich metalowymi lub szklanymi, najlepiej z ekocertyfikatami i atestami. To nie jest też usprawiedliwianie zakupu piętnastej bluzki tego lata słowami: Przecież jest z ekologicznej bawełny! 

 

Żyć ekologicznie – oznacza dla mnie ograniczanie zbędnych zakupów. I rozważne kupowanie rzeczy niezbędnych. Zwracanie uwagi na jakość, rodzaj i wielkość opakowania, cenę. Kalkulowanie: nawet jeśli jednorazowy wydatek na przyjazny dla środowiska produkt będzie wyższy, to ostatecznym rozrachunku i tak zaoszczędzę, bo produktu starczy na dłużej. 

 

 Nawet robiąc na co dzień zakupy w supermarkecie, można wybierać mądrze: dbać o stan swojego portfela i pamiętać o ochronie środowiska. Przykłady? Proszę bardzo.

 

ryż w dużym opakowaniu

 

Zboża i kasze w dużych opakowaniach

 

A zatem, pierwsza alejka. Z ryżem i różnymi kaszami – większość w kartonowych pudełkach o wadze 400 g. W środku cztery foliowe torebki, po 100 g kaszy lub ryżu w każdej. Wygodne rozwiązanie: jedna torebka to jedna-dwie porcje, w sam raz na obiad. Wygodne i pozornie tanie. Niecałe 2 zł kosztuje opakowanie najtańszego białego ryżu. Kiedy oczy wędrują po półce i natykają się na najniższą ofertę, ręce wyciągają się automatycznie. Refleksja przychodzi później. Oto 400 g kosztuje 1,99 zł, czyli za kilogram tego ryżu musimy zapłacić 4,98 zł. Półkę niżej jest kilogramowe opakowanie ryżu. Kosztuje 2,89 zł. Jest korzystniej? Jest. I przy okazji jest też mniej śmieci: kilogramowe opakowanie jest wykonane ze zwykłego papieru, kartonowe natomiast, oprócz tektury, zawiera cztery foliowe torebki.

 

Woda z dzbanka i kombucha

 

Kiedy jeszcze kupowaliśmy z G. wodę butelkowaną, latem – w okresie upałów – wypijaliśmy mniej więcej półtora litra na osobę dziennie. Biorąc pod uwagę, że jedna butelka kosztowała średnio około 2 zł, miesięcznie wydawaliśmy na samą wodę ponad 100 zł. Potem kupiliśmy dzbanek z filtrem. Nie był tani, bo zapłaciliśmy za niego 80 zł, ale koszty zwróciły się już po miesiącu. Jedyny związany z wodą wydatek, jaki wciąż ponosimy raz na miesiąc-dwa, to filtr. Kosztuje 10 zł, czyli dziesięciokrotnie mniej niż zgrzewki. I śmieci mniej: 60 plastikowych butelek kontra jeden filtr miesięcznie.

Kupowaliśmy też słodkie napoje – w puszkach albo PET-ach. Teraz mamy kombuchę. Domowe perpetuum mobile, produkujące non stop słodki napój. Jedynym odpadem „produkcyjnym” są fusy herbaciane. Nie jest tak źle 🙂

 

ekologiczny żwirek

 

Żwirek dla kota – tylko drewniany

 

Mamy kota, a więc jego potrzeby również muszą być zaspokojone. Kiedyś kupowaliśmy mu żwirek betonitowy (chyba wciąż jest najbardziej popularnym rodzajem żwirku wśród kociarzy). Był najtańszy ze wszystkich stojących na półce i wygodny: można usunąć skawalone grudki bez konieczności wymiany całej zawartości kuwety. Problem polegał jednak na tym, że przy tego rodzaju żwirku nieczystości nie wolno wyrzucać do toalety, bo może powstać zator. A i wyrzucenie go do kosza nie jest dobrym pomysłem z puntu widzenia ochrony środowiska – trafi na składowisko i będzie tam zalegał. Dlatego przerzuciliśmy kota na żwirek drewniany. Są to sprasowane wiórki sosnowe i świerkowe – naturalny produkt bez dodatków środków chemicznych. W sklepach można go dostać w dużym papierowym opakowaniu (nie w folii, jak większość żwirków). Kot różnicy żadnej nie poczuł, a my oszczędzamy: najtańszy żwirek drewniany w hipermarkecie obok mnie kosztuje 17,99 zł za 7 litrów, zbrylający – 16,99 za 5 litrów (7 litrów kosztowałoby 23,80 zł). Opakowania betonitowego żwirku starczało nam zwykle na dwa tygodnie, drewnianego – na co najmniej miesiąc. 

 

Czy farba do włosów może być eko?

 

Od niepamiętnych czasów farbuję włosy (tak, tak, ta rudość nie jest genetyczna). Kiedyś chną, potem przez wiele lat farbą do włosów, teraz znów wracam do chny. Czym jest chna? To barwnik pochodzenia roślinnego, który jest pozyskiwany z liści lawsonii bezbronnej. Roślinę nazywa się jeszcze krzewem hennowym, a barwnik – henną. Jest to jedna z najstarszych farb znanych ludzkości. Dawniej używało się jej do barwienia skór i tekstyliów, dziś wykorzystuje się głównie w celach kosmetycznych: do farbowania włosów i zdobienia ciała. Paleta chny jest dość bogata, bo w zależności od stężenia barwnika, można uzyskać kolory od miedzianego, przez brązowy aż do czarnego. A sama chna jest o wiele tańsza od tradycyjnej farby do włosów – kosztuje przeciętnie 5-10 zł (kontra 25-35 zł za farbę). Często chnę można też kupić w papierowych torebeczkach (w opakowaniu farby zaś znajduje się kilka dodatkowych śmieci: jednorazowe rękawiczki, balsam przed farbowaniem, balsam po farbowaniu, flakon z amoniakiem i tubka z barwnikiem).

 

torba na zakupy diy

 

Własna torba na zakupy

 

Do zalet własnej torby na zakupy chyba nie muszę nikogo przekonywać. Mając własną siatkę, nie tylko unikamy foliowych reklamówek (ochrona środowiska!), ale również opłat (ekonomia!). Reklamówka w sklepie obok mnie kosztuje teraz 40 groszy. Zakładając, że zakupy są robione co dwa dni i pakowane do jednej reklamówki, to miesięczne wydatki na ten cel wynoszą 6 zł. Niedużo. Ale po co w ogóle wydawać, skoro można tych kosztów uniknąć? Jeśli chcesz uszyć torbę na zakupy z niepotrzebnej garderoby (instrukcję znajdziesz pod tym linkiem), to jeszcze lepiej – o jeden odpad będzie mniej 😀

 

Podsumowując: dzięki tym kilku banalnym patentom prawie 200 zł co miesiąc zostaje w moim portfelu, a w koszu na śmieci ląduje mniej folii i chemikaliów. Niech no ktoś spróbuje powiedzieć, że ekologia jest droga 😉 A Wy macie jakieś sposoby na zakupy ekonomiczne i ekologiczne w jednym? 

 

 

  • Największy szok bijący z Twojego tekstu to rude włosy, które są jednak farbowane (nie przyjmuję tego do wiadomości;)

    A na poważnie, to oprócz Twoich skutecznych patentów, można też robić mniejsze zakupy, żeby nam się nic nie zmarnowało. Lepiej się przejść 2x w tygodniu (będzie zdrowiej) niż wyrzucić zepsute produkty do kosza.

    • No powaga, też jestem w szoku 😀

    • Buahaha 😀 No i niech tak zostanie, że nibym ruda od urodzenia 😀
      Ja nawet praktykuje wycieczki po zakupy żywnościowe co dwa-trzy dni. W ten sposób nic na pewno nie ma szansy na zepsucie się.

  • Ja cały czas wszystkim powtarzam, że zdrowe czy też „eko” zakupy wcale nie są droższe. Dla mnie to przede wszystkim kwestia rezygnacji z tych wszystkich niezdrowych przekąsek, których już dawno nie jadłam i konsekwentnie unikam. Moje dzieci zamiast czekoladek, ciastek i innych chipsów jedzą owoce – świeże albo suszone. A regularne zakupy w kooperatywie spożywczej pozwalają mi zaplanować jadłospis na cały tydzień (bo są raz w tygodniu), co zmniejsza marnowanie jedzenia i zwiększa moje poczucie komfortu, że jemy zdrowo. Co do farbowania :)) – zrezygnowałam i już daaawno nie farbuję włosów (choć wygląda to być może jak zmyślnie wykonane ombre 😉

    • Poważnie, masz taki naturalny kolor? Wow! Ja swojego naturalnego nie cierpię, no i ruda jestem już od kilkunastu lat, większość moich znajomych mnie nigdy nie widziała w innym kolorze 😀

  • Zainteresowałaś mnie kocim drewnianym żwirkiem, spróbujemy 🙂 Resztę sposobów znamy, rzeczywiście działają.

    • Super, bardzo się cieszę, że zainspirowałam 🙂 Drewniany żwirek rządzi! 🙂

  • Żwirek kupuję taki za 6zł w markecie. Kupowałam żelowy za 20 zł, ale mój kot się wtedy buntował. Poza tym musimy kupować wodę butelkowaną, bo mamy bardzo twardą wodę. Kupujemy natomiast baniaki 5litrowe. Zastanawiam się o podłączeniu filtra w okolice wodomierza, ale jeszcze muszę na to Męża namówić.
    Też kupuję produkty sypie w większych papierowych torebkach i przesypuję je do słoików po miodzie.
    Ja na szczęście mam swój warzywnik od ładnych paru lat. I wiem już co opłaca mi się uprawiać. Część zakupów robię na targowisku, który jest otwarty w środy i soboty. Kupuję tam też jajka, po 0,50zł za sztukę, gdzie w sklepie jest dwa razy drożej.
    Zakupy w markecie takie duże robimy raz w miesiącu, wraz z przemyślaną listą. Potem tylko dokupujemy. Pod koniec miesiąca, gdy już się robi w portfelu krucho, wykorzystuję nadmiar ze spiżarni i zamrażalnika:)
    Co do farbowania włosów to niestety chodzę do fryzjera raz na 2 miesiące. Nie mam talentu w tej kwestii. Moja fryzjerka stosuje farbę bez amoniaku.

    • Kot wie, co dobre 😀
      A lista zakupów jest rzeczywiście najlepszym przyjacielem – i portfela, i środowiska 😀

  • Maria Antosiak

    Polecam koci żwirek drewniany – 5l z Biedry za chyba 8,99. To najlepszy żwirek, jaki mieliśmy i używamy od dawna, stosunek cena/jakość rewelacyjny 🙂 Porównywalny z Cat’s Best, tylko znacznie tańszy. Opakowanie oczywiście papierowe.
    Co do henny, to tez jestem jej wielką fanką, tylko kupuję odcienie złocisto-blond. I daje pięknie radę na siwe i na odrosty.

    • No paczaj, a nie spotkałam tego żwirku w Biedrze. Musze zwrócić uwagę następnym razem 🙂

  • Ja szczęśliwie rudość mam genetycznie i jakoś dobrze mi z nią 😉
    Dodałabym, że ogólnie wszystkie duże opakowania się opłacają – czy to waciki jeśli nadal ktoś używa, choć to nie eko, czy olej, który ja kupuję jeśli mogę od producenta, a potem przelewam do mniejszego opakowania do codziennego użytku, które się ostało. Podobnie z jajkami. W sklepie wytłaczankę ciągle się kupuje, nie mówiąc o hodowli kur, lokalnie – wytłaczanki są wielokrotnego użytku, kurki często dość zadowolone 😉

  • Ruda

    Bardzo lubię to hasło: ekologia jest dla mnie za droga. Taki slogan, którym można wszystko wytłumaczyć (podobnie jak: nie mam pieniędzy, żeby oszczędzać). Niektórzy mówią, że poza sezonem warzywa są za drogie. Pewnie tak: papryka, bakłażan itp. Ale ziemniaki, marchew, cebula czy burak zawsze są tanie i można z nich zrobić smaczne obiady, które w dodatku będą świetnie wyglądać.

    • Coś jest w tym stwierdzeniu o połówce cebuli, faktycznie, czasem starcza jednej na dwa dania 😀 A co do warzyw, to najważniejsze – pilnować sezonowości. W sezonie, czyli w okresie, kiedy dane warzywo czy owoc dojrzewa, jest ono najtańsze. A i rozwiązanie jest najbardziej eko. Moim ulubionym przykładem są truskawki. Owszem, można kupić je w środku zimy w supermarkecie, ale wtedy one są o wiele droższe i mają dużo gorszy smak niż latem, a i są sprowadzane z Południa (tu się kłania ekologia)..