ekologia

Greenwashing, czyli nie daj się nabić w zieloną butelkę

27 lutego 2018
greenwanshing ekościema

Eko jest modne – firma, która troszczy się o środowisko, zyskuje uznanie klientów. Tyle że troska ta bardzo często jest udawana. A pod pozornie proekologicznym działaniem kryje się greenwashing. Po naszemu: ekościema.

 

Jesteś w hotelu. Wchodzisz do łazienki w swoim pokoju i widzisz napis: Czy wyobrażasz sobie, ile ręczników pierze się każdego dnia w hotelach na całym świecie i jak duże ilości środków piorących zanieczyszczają przez to nasze rzeki i morza? Prosimy zdecyduj. Ręczniki pozostawione w wannie lub kabinie oznaczają: „proszę wymienić”. Ręczniki pozostawione na wieszaku oznaczają: „użyję po raz kolejny”

Myślisz: „Świetnie! Firma dba o środowisko i promuje dobre praktyki!”.

Cieszysz się. Ale jednocześnie dajesz się złapać na greenwashing.

 

Co to jest greenwashing?

 

W skrócie, to nadużywanie terminu „eko” dla sprzedaży towaru, usług albo tworzenia pozytywnego pijaru jakiejś firmy. Przy czym, towar ten czy usługa niekoniecznie będą przyjazne dla środowiska, a sama firma może udawać „zieloną” na Zachodzie i jednocześnie przyczyniać się do wycinki lasów tropikalnych albo zatruwania rzek w Azji. Przekaz greenwashingowy wprowadza klienta w błąd. Czasem tylko delikatnie mydli oczy, a czasem otwarcie kłamie.

 

Najbardziej znanym przykładem greenwashingu jest ten z ręcznikami hotelowymi – od niego zaczęła się definicja pojęcia ekościemy (pisała o tym Asia Baranowska z Organiczni.eu). Co jest złego w tym, że hotel namawia do rzadszego prania ręczników? Nic, to postawa godna pochwały. Tyle że kryje się za tym chęć zaoszczędzenia na detergentach i wodzie, a nie troska o środowisko, jak wynikałoby to z komunikatu. 

 

Inny hotelowy przykład greenwashingu. Na umywalce stoi zestaw kosmetyków dla gości. W małych plastikowych buteleczkach jednorazowych mamy szampon, żel pod prysznic i mydło. Tylko ostatnie ma związek z ochroną środowiska, bo wegańskie. To jednak wystarczyło, by cały zestaw opatrzyć napisami „Eco” i „Green” na jedną trzecią opakowania.

 

 

Od razu przypomina mi się reklama jednego ze sprzedawców energii elektrycznej w Polsce, który promował się komunikatem: „Potęga wiatru. Siła wody. Czysta energia. Czysty biznes.”. A tymczasem tylko 5 procent energii firma otrzymywała ze źródeł odnawialnych. Niby nie kłamstwo, ale jednak…

 

Ale są też przypadki kłamstwa

 

„Jedyna taka wegańska herbata na rynku” – nieźle, myślę sobie, już nawet jest zamiennik herbaty. Zaraz… „Na czym polega wegańskość Państwa produktu” – piszę do autorów reklamy. Dostaję odpowiedź, że nie zawiera składników odzwierzęcych. „A jakież to składniki odzwierzęce zawiera zwykła herbata?”. Nie odpowiedzieli.

 

Autentyk. Reklamę znalazłam hulającą na Facebooku.

 

Albo jeszcze jedna. Też z Facebooka.

 

„Meble ogrodowe z ekologicznego rattanu”. Wysyłam pytanie, o co chodzi z tym materiałem. Bo co to jest rattan, to ja wiem, ale czym jest eko rattan? Zwłaszcza, że krzesła na zdjęciach nie wyglądały na wiklinowe. „To polyrattan, odporny na uszkodzenia i promieniowania UV” – otrzymuję odpowiedź. To na czym polega „eko”, skoro tworzywo jest sztuczne i będzie zanieczyszczać środowisko przez setki lat? „Nie musimy wycinać palm rattanowych” – czytam.

A co się stało z rodzimą wikliną? Jest zbyt droga?

 

Dlaczego w ogóle o tym piszę?

 

Bo boli mnie, kiedy ludzie, którym rzeczywiście zależy na środowisku, dają się nabić w zieloną butelkę. Ostatnio w internecie krążyło zdjęcie z komunikatem od e-komisu. Cytuję:

 

Nasza firma świadomie zrezygnowała z kopert bąbelkowych oraz grubych tekturowych opakowań, z powodu zawartej w nich dużej ilości plastiku oraz grubej warstwy, której rozłożenie trwa nawet do kilkuset lat. Przesyłamy zamówienia w łatwo degradowalnym opakowaniu oraz zabezpieczającej brzegi cienkiej taśmy, których utylizacja w ziemi powinna trwać do roku czasu.

 

Ogłoszenie wywołało powszechny entuzjazm, ale gdyby się tak przez chwilę zastanowić…

 

Tekturowe opakowania, co rozkładają się przez kilkaset lat? Nie znam. Znam takie, które można przekazać do recyklingu i odzyskać. 

Znam też takie, którym można dać drugie życie, co roku inny e-sklep, BetterLand, organizuje akcję zbierania niepotrzebnych kartonów, by wysyłać w nich przesyłki do klientów.

Co to za „degradowalne opakowania”? Czy aby nie ten hit naszych czasów, do recyklingu którego nie ma warunków

O co chodzi z tę utylizacją w ziemi? Klient ma zakopać opakowanie w ogródku?

I najważniejsze: czy aby na pewno ta zamiana jest spowodowana względami ekologicznymi?

 

 

Jak pisze moja droga Asia Jaskółka, czyli Matka Tylko Jedna: myśl, patrz co kupujesz, analizuj, myśl, czytaj etykiety i nie bądź eko frajerem!

 

A jeśli jednak nabito Cię w butelkę, to pamiętaj, by po wydostaniu się z niej, wyrzucić opakowanie do kontenera na szkło 😉

 

 

Jakie jeszcze przykłady greenwashingu znasz? Zachęcam Cię do podzielenia się z innymi czytelnikami swoimi spostrzeżeniami i uwagami. Możesz też kontaktować się bezpośrednio ze mną: mailowo albo poprzez newslettera.