ekologia

Jak śmiecić mniej w wakacje? Ekoblogerzy odpowiadają

18 lipca 2017
jak śmiecić mniej w wakacje

Śmiecenie to nie tylko wyrzucanie papierka po cukierku. To również jazda samochodem, kupowanie nowych ubrań, picie wody butelkowanej. Jak śmiecić mniej w wakacje? Co zrobić, by uniknąć odpadów w trakcie urlopu? Zadałam te pytania osobom, które prowadzą blogi ekologiczne. A one zgodziły się podzielić swoimi doświadczeniami. 

 

Lato kojarzy się bardzo ekologicznie. Ot, idzie się do lasu, smakuje dziką wiśnię prosto z krzaku, a potem biega się boso po polanie 😀 Sielanka, arkadia, urlop idealny. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Jedna trzecia wyjeżdżających na wakacje Polaków wypoczywa za granicą, dokąd dociera samochodami lub samolotami. Zużywa więc paliwa kopalne i wytwarza spaliny. Na wyjazd zabiera nowe ubrania: kostium kąpielowy, klapki, koszulki, spodenki. Do walizki pakuje też mnóstwo kosmetyków: kremy do opalania, przeciwko opalaniu, po opalaniu. A z urlopu wraca z pełną torbą pamiątek „made in China”.

 

Wakacje w mieście? Też mogą być pełne śmieci. Bo dziecko prosi o lody, które są zapakowane w folię. A zmrożona puszka napoju szybko gasi pragnienie w upały, więc kusi. Dlatego zapytałam ekoblogerki i jednego ekoblogera o to, jak śmiecić mniej w wakacje. To możliwe i nawet nie jest trudne!

 

 

Monika z Liseko.pl

 

liseko blog

Nie znoszę śmieci latem. W ogóle, śmieci są do chrzanu, obłędnie obrzydliwe i wkurzające. SERIO. Nie znoszę śmieci latem. Ten smród z koszy… Te papierowe kubki i metalowe puszki na plaży. Pety w Parkach Narodowych. Niedojedzone resztki zapiekanek i chipsów. O dżizas. O Matko Ziemio.

 

Dlatego decydujemy się już drugi rok z rzędu na totalny hardkor – nie dość,  że nasze dziecko używa pieluch wielorazowych (tak, takich do prania; nie, nie gotuję ich w garnku na piecu), to jeszcze my, szaleni, zabieramy je ze sobą nawet na wakacje… I nie uważam tego za jakąś wielką trudność!

 

 

 

Agnieszka z Hodowla Słów

hodowla słów

 

Kostiumy kąpielowe mamy z odzieży używanej. Kiedyś miałam z tym problem higieniczny, jednak pracując w branży odzieżowej wiem, że każdą bieliznę powinno się dobrze uprać, nie ważne czy z sieciówki czy z drugiej ręki. Obie mogły mieć fatalną drogę, plus dziś ubrania posiadają naprawdę wiele toksyn, dlatego nie napędzam przemysłu i kupuje używane, to samo z butami.

 

Jak wychodzi słońce wiadomo, przydałby się filtr. Używałyśmy do tej pory starych, sprzed lat, przecież one na tak długo starczają. Jak się skończyły, kupiłyśmy olejek z malin w szklanej buteleczce, do tego masło shea na wagę jako nawilżacz.

 

 

Asia z Organiczni

 

organiczni blog

Nasze wakacyjne rozrywki są raczej bezśmieciowe. Rower, spacery po lesie, wyprawy w góry, zabawy nad potokiem lub na plaży. Na wyjeździe staramy się przenosić nasze nawyki z domu. Używamy swoich naczyń wielorazowych, pijemy w miarę możliwości kranówkę (w niektórych miejscach przegotowaną), jeździmy na rowerach, zakupy robimy do swoich worków. Zabieramy ze sobą czytniki e-booków.

 

Na wyjazdach gotujemy raczej sami, dzięki czemu mamy kontrolę nad ilością żywności, jaką przerabiamy, więc nie marnujemy jedzenia. Często odpadki typu obierki udaje się przekazać dla zwierząt gospodarskich.

 

 

 

Janusz z Green Projects

green projects blog

 

Jak z rodzicami chodziliśmy co roku po górach – jako takie podstawówkowe kajtki – to zawsze śmieci zabieraliśmy ze sobą. I albo znosiliśmy je na dół, bo przy przystanku PKS lub w wiosce zawsze był kosz, albo zostawialiśmy w schroniskowym śmietniku.

 

Teraz też zabieram śmieci ze sobą, a potem wyrzucam do kosza, bo niby jak inaczej! Jeśli z rodziną chcemy zrobić sobie piknik, albo wiemy, że w czasie wycieczki nie będziemy mieli gdzie zjeść obiadu, to zabieramy jedzenie do termosu. Do kompletu mam też zestaw metalowych sztućców, które zawsze noszę w plecaku.

 

 

 

Agnieszka z Ekologika

 

ekologika blog

Kubek termiczny – całoroczny „must have”, ale to właśnie latem, kiedy zapotrzebowanie na wodę gwałtownie wzrasta, najbardziej pomaga redukować ilość odpadów. Dodatkowy plus – grube ścianki pozwalają cieszyć się zimną wodą przez długie godziny 🙂 W końcu nie ma niczego bardziej obrzydliwego niż na wpół zagotowana woda z cuchnącej rozgrzanym plastikiem butelki, co nie?

 

A co ląduje w kubku? Woda z kranu, a nawet z miejskich poidełek albo… piwo 😉 Lato to czas festiwali i imprez plenerowych, ale nie ma najmniejszego powodu, by w tym temacie iść na ustępstwa. I tu kubek termiczny sprawdzi się wybornie.

 

 

 

Kasia z Ograniczam się

ograniczamsię blog

 

Latem częściej spotykam się ze znajomymi. Wówczas sprawdzam, czy miejsce, do którego idziemy, serwuje jedzenie i napoje w naczyniach wielorazowych, a jeśli nie – zabieram swoje. Tak robię, gdy idę do tych ogródków piwnych, w których piwo sprzedaje się do jednorazowych kubków. Zdarza mi się korzystać ze stalowych słomek, sprawdzają się szczególnie na piknikach.

 

Moje dzieci również korzystają ze stalowych bidonów ze słomką, nie jedzą lodów z folijki – tylko w wafelku, sprzedawane na kulki. 

 

 

Dorota z EkoEksperymenty

 

ekoeksperymenty blog

Znacznie rzadziej korzystam z komunikacji zbiorowej, mniej biletów i spalin. Ogólnie ze spalinowego transportu korzystam bardzo rzadko. Ale w lecie nie ma obaw, że poślizgnę się na lodzie lub przemarznę po zmoknięciu na deszczu, więc jeszcze więcej chodzę i jeżdżę na rowerze. 

 

Uprawiam ogródek. W wakacje grządki zaopatrują nas w jedzenie w około 80%. Kupuję właściwie tylko olej, cukier, sól, mąki, kasze i chleb, czasem słodycze. Odpadają więc śmieci i zanieczyszczenia związane z opakowaniami i transportem. Ze zbiorów robimy przetwory, mrożonki i susze ziołowe. Wszystko to ląduje w słoikach, po przetworach z zeszłego roku.

 

 

 

 

 A jakie Ty masz sposoby na nieśmiecenie latem? 

 

 

Chcesz wiedzieć więcej? Zapisz się na newsletter i otrzymuj treści ekstra, dostępne wyłącznie dla subskrybentów! Na powitanie dostaniesz ebook „Trzy proste DIY upcyklingowe”.

 



 

 

 

  • Angelika Paulina Cira

    co do filtrów SPF nie byłabym taka pewna, czy za cenę jednej plastikowej butelki warto narażać zdrowie. Po pierwsze filtry w kremach się starzeją i te sprzed roku już nie spełniają swojego zadania. Co roku trzeba kupić niestety nowy. Po drugie nic tak jak dobry krem (no, poza ubraniem) nie ochroni mojej skóry. Nawet najlepsze olejki. Ja mam bardzo jasną skórę, wrażliwą z piegami i muszę używać SPF 50 inaczej poparzenie gotowe w kilka godzin.

    • Ja mam mnóstwo pieprzyków, więc i tak unikam słońca, filtry są mi zbędne, bo w czasach upałów raczej nie narażam skóry, zostaję w cieniu:) Bez sensu jest dla mnie kupowanie kremu z filtrem, który użyję od święta. Mieszkam nad morzem, jednak w lecie praktycznie nad nim nie przebywam, bo to miejsce dla turystów. Olejek jak dla mnie jest bardziej opłacalny.

    • True, żadne olejki nie ochronią skóry w stopniu w jakim robią to kremy z filtrem. Ale ekhem – kremy z filtrem są trujące. Sorry, ale tak jest. Nawet FDA, które ma bardzo średnią renomę mówi, że te kremy przyczyniają się – uwaga – do raka skóry. One naprawdę nie chronią nas przed rakiem. Co więcej blokują produkcję witaminy D i rozregulowują system hormonalny. A ile z nich syfu spływa do mórz, oceanów, rzek… Korzystać ze słońca z umiarem. Ja się uczę i zachęcam innych. Kiedyś też korzystałam z tych kremów i żałuję.

  • Nie kupuję jednorazowych naczyń i sztućców, zabieram ze sobą z domu. Zrezygnowałam z wody mineralnej w butelkach typu pet, zainwestowałam w butelkę wielorazową z wkładem na owoce.

  • Heheh, jeśli te butelki po coli są zwrotne i nie lądują w koszu, to masz mój głos 😀

  • W moim domu rodzinnym panowała tradycja kupowania nowych ciuchów na każdą wycieczkę czy wakacje, czego w sumie nigdy nie rozumiałam, bo co złego jest w noszeniu na wyjeździe absolutnie dobrych, choć „starych” ubrań? Przerwałam więc tę tradycję i nawet poszłam o krok dalej – nie kupuję ubrań prawie wcale,
    Poza tym jeśli jakimś cudem wpadnie mi w ręce plastikowa butelka po napoju, używam jej, napełniając wodą z kranu i nosząc ze sobą tak długo, jak tylko się da.
    Mocno ograniczyłam też jedzenie lodów, tych w opakowaniach. Od dzieciństwa normą było dla mnie jedzenie nawet kilku lodów dziennie podczas lata, ale przystopowałam, przez co mniej śmieci ląduje w koszu za moją sprawą.
    I ostatnia rzecz: kwestia transportu. Jeśli tylko mogę, to zamieniam samochód na rower, a na dalsze wycieczki wybieram się zazwyczaj pociągiem (mój samochód i tak się na takie nie nadaje).

    • Chapeau bas za ubrania! To nonsens, naprawdę, by co roku kupować nową odzież na wakacje.
      A co do lodów, to polecam takie domowej roboty – można je samodzielnie ukręcić z owoców i śmietanki 😉

  • W tamtym roku doświadczyłam tego, że slow travel, czy bardziej po polsku: dobrze zaplanowany wyjazd, jest znacznie bardziej eko niż spontaniczny. Paru rzeczy nie sprawdziliśmy lub ustalaliśmy, rezerwowaliśmy w ostatniej chwili. I tak okazało się np. że w pokoju hotelowym nie było czajnika i podstawowych naczyń i skończyło się na kupowaniu ich (a mając rozeznaną sytuację mogliśmy je wziąć z domu).
    Co mi się udaje, to pożyczanie rzeczy używanych tylko na wyjazdach: plażowego kapelusza, koca czy parasola – można się tego typu rzeczami wymieniać w szerszym gronie rodziny czy znajomych.

    • Zauważyłam to samo, będąc w zeszłym roku na wakacjach: im lepiej się przemyśli wyjazd, tym lepiej się do niego przygotuje, mniej wyda na zbędne zakupy, mniej kupi niepotrzebnych rzeczy. A pomysł z pożyczaniem od znajomych – znakomity!