ekologia

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

21 marca 2017
jednorazowe

Co z tego – skarżyła się znajoma – że dzieci mają w przedszkolu pogadankę o ekologii, skoro placówki same się nie stosują do swoich pięknych haseł? Jednorazowe ręczniki i szczoteczki do zębów, posiłki na plastikowych talerzach, przekąski w foliowych torebkach podobno są standardem. 

 

Przedszkole takie jak każde. Na ścianie wisi plakat „Chrońmy przyrodę” – dzieci same go robiły. Przyklejały drzewka, kwiatki i zwierzątka, podczas gdy pani opowiadała, dlaczego warto dbać o środowisko. A gdy skończyła, nadeszła akurat pora obiadu. Maluchy zerwały się z miejsca i pobiegły do stołówki. Czekały tam już ciepłe posiłki. Smaczne, jak u mamy, tyle że podane na jednorazowych plastikowych talerzach…

 

Po obiedzie Jasie, Małgosie, Zosie i Franki zwykle idą umyć ząbki. Higiena jest bardzo ważna. A żeby higiena była bardziej higieniczna, dzieciaki mają do dyspozycji jednorazowe szczoteczki do zębów i jednorazowe ręczniki do buzi. Darmowe produkty od sponsora akcji i producenta pasty do zębów w jednym.

 

Ale to jeszcze nie koniec. Gdy nadchodzi moment podwieczorku, na sale wjeżdżają pokrojone w talarki marchewki. Albo jabłka. Lub gruszki. Owocowe lub warzywne przekąski są pakowane w jednorazowe torebki z folii.

 

Jak to się ma do ekologii? A no, nijak.

 

Po prostu dorośli wymyślili sobie taki świat

 

Jeszcze kilka lat temu na stronie warszawskiego sanepidu widniała odpowiedź na zapytanie w sprawie warunków koniecznych do prowadzenia przedszkola. Można było w niej przeczytać, że placówki muszą zapewnić odpowiednią ilość naczyń stołowych, a jednorazówki były traktowane jako opcja tymczasowa, przejściowa.

 

naczynia jednorazowego użytku nie są wskazane dla małych dzieci, głównie ze względów bezpieczeństwa, jak również estetycznych.

 

Ale już w 2015 roku w nowych wytycznych w zakresie żywienia dla placówek oświatowych, wzmianka o jednorazowych alternatywach pojawia się już kilkukrotnie. Wymagania sanitarno-higieniczne dotyczą:

  • higieny naczyń stołowych (czyli przedszkole musi posiadać osobne pomieszczenie dla przygotowywania jedzenia i osobne do mycia brudnych naczyń. Nie wszystkie małe placówki są w stanie wygospodarować dwa, więc decydują się na catering, a naczynia biorą jednorazowe).
  • postępowania z odpadami (i tu słowa znajomej: – Za każdym razem jak odbieram dziecko, mijam kontenery na śmieci. Te jednorazowe talerze aż się z nich wylewają. I tak jest codziennie!).
  • użycia odpowiednich materiałów do kontaktu z żywnością (i tu własnie się pojawiają te jednorazowe naczynia).

 

Co ciekawe, wytyczne są w ramach kampanii „Wiem co jem”. Szkoda, że nikt nie pomyślał o akcji „Wiem NA CZYM jem”, bo plastik nie jest przyjazny ani dla natury, ani dla zdrowia dzieci.

 

Próbowałam porozmawiać z innymi rodzicami, by wystosować petycję albo zmusić dyrektorkę przedszkola do zmiany – dodała jeszcze znajoma na koniec. – Ale oni wcale nie widzieli problemu. Jednorazowość była dla nich synonimem sterylności. Alternatywą byłyby własne naczynia, które dziecko musiałoby zabierać do domu. Podobnie z ręcznikami. Dla rodziców to większy problem, bo trzeba zmywać i prać. 

 

No tak. Problem.

 

A jak to jest rozwiązane w przedszkolach, do których chodzą Wasze dzieci? Czy mieliście podobne problemy z jednorazówkami? Jak sobie z tym poradziliście?

 

 

  • O rzeczywiście zmyć dodatkowe 3 talerze dziennie i ręcznik raz w tygodniu. Galopujący pracoholizm.

  • Ja myślę, że to nie o niewygodę chodzi, ale o wygodę właśnie. Wygodnie jest brać foliówki w sklepie, a potem je wyrzucić. Wygodnie jest nie musieć myć kubka. Wygodnie jest zamiast szmatki, którą muszę uprać (no bo przecież nikt nie ma pralki w domu), użyć ręcznika papierowego do wytarcia rozlanej herbaty. Ludzie bardzo się zachłysnęli mnogością jednorazowych wygód, których wcześniej po prostu nie było. I teraz trudno wrócić do wielokrotnego używania przedmiotów, bo nagle robi się to niewygodne, a poza tym przecież to taaakie nienowoczesne.

    • Pewnie, zwłaszcza w Polsce, gdzie wielokrotne użycie kojarzy się z czasami PRL-u, a jednorazówki i folia – z nowoczesnością :/

      • Wielorazowość PRL-U to jedna z niewielu pozytywów tamtego okresu

        • No, i trwałość tych rzeczy.

          • A przy okazji sprawdziłam styropianowe pudełko, w które zapakowano obiad znajomego. I było na nim oznaczenie plastiku PS – czyli unikać kontaktu z żywnością, ale także kieliszek i widelec, który informuje o przeznaczeniu opakowania do kontaktu z żywnością. Czy ktoś może to wytłumaczyć?

          • A no, czyli można pakować produkty suche, chłodne i nietłuste. Czyli takie orzeszki, na przykład, a nie gorące danie obiadowe :/

          • Oooo, a to każda knajpa takich używa do pakowania obiadu. No ciekawe. Masz może link uściślający wykorzystanie tych pojemników? Bo ja znalazłam tylko ogólniki.

  • Sayane

    O.o U nas w przedszkolu kuchnia własna i naczynia własne (kuchnia przedszkolna była dla nas jednym z ważniejszych kryteriów wyboru placówki). Pralka w przedszkolu pierze ręczniki, koce, zagubione ciuszki, ścierki kuchenne etc. Na podwórku kontenery do sortowania śmieci (nawet gdy gdzieś wychodzimy córka dziwi się, gdy nie ma tej opcji). Na spacerach panie niosą worki i dzieci zbierają śmieci z łąk i rzeki. Na placu zabaw duży ogródek permakulturowy, na którym kompostują resztki.
    Powyższy artykuł to lekki szok dla mnie O.o

    • Miło czytać takie rzeczy, przywracają wiarę w ludzi 😉 Czy to jest jakieś ekologiczne przedszkole?

      • Sayane

        Nie, waldorfskie, ale tam w ideę wychowania jest wpisane życie zgodne z rytmem przyrody, pokazywanie skąd co się bierze i ogólnie uczenie dzieci przez praktykę (inaczej pewnie do tej pory bym córce noża czy igły nie dała).

        • A no właśnie! Czyli nie jest to pierwsze z brzegu przedszkole 😉

  • Marta

    Jeśli argumentem rodziców jest sterylność, to może warto zaznaczyć, że jednorazowe naczynia wcale nie są sterylne i przy produkcji nie są w żaden sposób myte, odkażane czy sterylizowane.
    Można też znaleźć naczynia jednorazowe kompostowalne, ale przy używaniu takich naczyń codziennie nie wyobrażam sobie jak wielki kompostownik trzeba by było stworzyć.
    Co do mycia zębów i ręczników, przychodzi mi tylko do głowy walka podjazdowa w postaci, znalezienia dziecku najfajnieszej szczoteczki, której każdego dziecko będzie zazdrościć i nauczenie swojego dziecka, że to jest bardziej higieniczne, sprawia więcej przyjemności – bo to jego, lepiej się trzyma i jest ekologiczne.
    Co do ręczników papierowych, jeśli są to ręczniki najtańszego typu wystarczy powiedzieć dziecku, żeby powąchało taki ręcznik, bo prawdopodobnie nie będzie pachnieć ładnie i dać z domu taki, co nie śmierdzi. Jeśli używają takich hiper super druper ręczników jednorazowych, co to są i mięciusie i pachnące, to pozostaje tylko zakup ręcznika dla dziecka z postacią z kreskówki na topie. Wszystko to o ile przedszkole nie stanie okoniem.

    • No właśnie, gorzej, że to od przedszkoli często wychodzą jednorazowe inicjatywy :/

  • W naszej zerówce na szczęście talerze i szczoteczki nie są jednorazowe. Ale warzywa w woreczkach są. I ostatnio dodatkowo drożdżówki pakowane próżniowo w folię….

    • 🙁 Pewnie są przywożone przez firmę cateringową 🙁 A czemu szkoła nie może sama kupować tych warzyw i kroić w kuchni?
      Drożdżówki w folię? My chyba naprawdę zapominamy, że istniał świat przed polietylenem.

  • Ruda

    W przedszkolu mojego dziecka nie mam takich problemów, tzn. szczoteczki są wielorazowe, a śniadanka dzieci przynoszą własne (to jest małe przedszkole na wsi, gdzie przedszkole jest czynne tylko 5 godzin, dlatego nie ma potrzeby, aby dziecko jadło obiad, tylko drugie śniadanie). Ale za to widzę w nim inną niekonsekwencję: dzieci biorą udział w akcji starej jak świat, czyli SKO, czyli wpłacają co miesiąc 10 zł, a szkoła dostaje piłki etc. Kiedy przedszkolanka poinformowała mnie, że jest comiesięczna zbiórka na SKO, to pytam, jaki jest cel? Ona powiedziała, że dzięki temu szkoła dostanie w/w piłki i inne pomoce. Ale ja się dopytywałam: ale jaki jest cel dla dzieci? Kompletnie nie rozumiała pytania. Więc dopytuję się, że skoro dzieci nie mają z tego żadnego finansowego bonusu, to czy przynajmniej przy okazji omawia się kwestie oszczędzania. Pani na to, że nie, bo one są za małe i nie zrozumieją (notabene znam ludzi, którzy mają 60 lat i do dziś nie rozumieją tego). To nie jest prawda. Dziecko nie jest za małe na uczenie się o podstawach domowej ekonomii (że pieniądze nie biorą się ze ściany, że nie można mieć wszystkiego, że oszczędność np. prądu i wody się opłaca). Tak samo z ekologią – jeśli dziecko widzi, że mama bierze słoiki do sklepu i własną torbę, to będzie to dla niego/niej naturalne. Dzieci są pojętne i są świetnymi obserwatorami.

    • Absolutnie się pod tym podpisuję. Podobno w pierwszych kilku latach życia poznajemy i przyswajamy więcej informacji i wiedzy niż przez resztę życia.