ekologia

Jesteś wege, a Twój kot?

6 czerwca 2017
kot Tekir

Przemysłowa produkcja mięsa jest nieekologiczna, nieetyczna i niezdrowa. Dlatego niektórzy weganie i wegetarianie zastanawiają się nad bezmięsną dietą także dla swoich pupili. Królik by na nią nie narzekał. Co innego kot…

 

Spotkałyśmy się we dwie: ja, co nie jem mięsa, i ona, która unika również ryby, jaj i nabiału. – Czekaj Julka, napiszę tylko do przyjaciółki, żeby nie zapomniała do mnie wpaść i pokroić mięso. To dla kota – dodała, widząc moje zaskoczenie. – Gdybym miała kroić sama, długo bym to odchorowywała. 

 

Temat żywienia domowego zwierzaka prędzej czy później pojawia się w rozmowie, bo spędza sen z powiek niejednemu weganinowi i wegetarianinowi.Masz zwierzaka? A czym go karmisz? – pytają siebie nawzajem osoby vege i vegan. Bo, po pierwsze, skoro sami nie jedzą mięsa (a często też cała rodzina jest na jarskiej diecie), to go nie kupują i nie mają w lodówce. A po drugie, nie kupują z jakichś konkretnych powodów: etycznych, zdrowotnych, ekologicznych. I nadal woleliby tego nie robić.

 

Ale nie z kotem te numery

 

Tyle że kot to urodzony mięsożerca. Wiecie dlaczego dzikie koty zostały dawno-dawno temu udomowione? Bo były potrzebne do obrony ludzkich domostw i spichlerzy przed gryzoniami, głównie myszami. Do tej pory bronią – ci, którzy zostawiają na zimę otwarte lufciki w piwnicach dobrze wiedzą, że nic tak nie odstrasza szczurów w starych kamienicach jak kocia obecność. Instynkt każe więc kotom polować, a fizjologia – trawić białko zwierzęce. Mają idealnie przystosowany do tego układ pokarmowy – o wiele krótszy od człowieka czy nawet psa. Co więcej, kot sam z siebie jest również pozbawiony enzymów, które odpowiadają za trawienie produktów roślinnych i przyswajanie z nich wartości odżywczych. O ile więc człowiek może rekompensować sobie braki białka zwierzęcego fasolą, soją czy tofu, o tyle kot bezwzględnie potrzebuje mięsa, ryby, jaj bądź przynajmniej nabiału.

 

dieta kota

 

Zachcianki i niezbędna tauryna

 

Nóż mi się otwiera w kieszeni, kiedy na forach czy grupach tematycznych trafiam na pytania, jak zmusić kota do zjedzenia posiłku składającego się z gotowanych warzyw. Zmusić! Jakby samo to, że zwierzę odmawia pożywienia nie jest wystarczającym argumentem do zaprzestania tego typu diety. Fakt, czasami kot ma jarskie zachcianki. Mój własny dachowiec dostaje spazmów od samego zapachu ogórków konserwowych. Nie gardzi też świeżymi. Gdy nikt nie widzi, potrafi zanurzyć się w koszu, „polując” na obierki ziemniaków. A podczas sezonu na maliny jest aktywnym uczestnikiem ich konsumpcji (kiedyś pół koszyczka wybrał łapą, zanim się zorientowaliśmy, że coś jest nie tak 🙂 ). Są to jednak okazjonalne smakołyki. Nie wyobrażam sobie, że Tekir na co dzień miałby jadać wyłącznie warzywa z malinami.

 

Choćby dlatego, że brakuje w nich tauryny, aminokwasu odpowiedzialnego za trawienie białka i utrzymanie w zdrowiu serca i wzroku kota. Zwierzak nie jest w stanie samodzielnie go wytworzyć, a dostarcza do organizmu wraz z pożywieniem (mięsem, rybą i owocami morza) lub suplementami. Jest gros wegańskich karm dla kota, które są wzbogacone w taurynę. Osobiście jednak nie jestem ich zwolenniczką. Dlaczego? Bo skoro sama unikam suplementów diety i wybieram sezonowe warzywa i owoce, bo są bogate w wartości odżywcze i zdrowe, to w imię czego miałabym suplementować kota?

 

To jaka karma dla kota jest najlepsza?

 

Nie powiem Ci tego. Każdy kot jest inny, ma swoje dolegliwości i problemy zdrowotne, a ja nie jestem weterynarzem, by wyrokować o diagnozie. Tym bardziej robić to na odległość. Mogę jedynie zdradzić, na co ja sama zwracam uwagę, kupując jedzenie dla swojego kota.

 

Po pierwsze, uznaję, że nikt nie zna lepiej jego potrzeb niż on sam. Dlatego w dużej mierze kieruję się jego gustem. Tekir nie przepada za podrobami, więc wcale ich nie dostaje, mimo że według weterynarzy drobiowe żołądki i serca kotom bardzo służą. Obok piersi kurczaka też mógłby przechodzić obojętnie, dlatego surowy drób je rzadziej niż rzadko. Lubi natomiast rybę – za tuńczyka mógłby oddać duszę kociemu diabłu 😀 Często więc goszczą one w jego misce. Uwielbia też mokrą karmę – jest w stanie otworzyć lodówkę, jeśli zauważy, że część saszetki jest schowana na później. Ale z racji problemów z zębami dostaje też suchą, która ściera kamień i ratuje niemłodego już kota przed usunięciem resztki uzębienia.

 

Tyle że nie jest to pierwsza lepsza karma z supermarketu. Według badań opublikowanych w The Journal of Experimental Biology, dieta kota powinna się składać z: białka (52 procent), tłuszczu (36 procent) i węglowodanów (maksymalnie 12 procent). Dlatego przed włożeniem karmy do koszyka uważnie studiuję jej skład (bo skoro robię tak ze swoją żywnością, to czemu miałabym być obojętna na to, co je mój kot?). Ma ona zawierać jak najwięcej mięsa lub ryby, trochę warzyw i minimum bądź wcale zbóż, które nie należą do naturalnych pokarmów kota, a są zapychaczem w karmach kiepskiej jakości.

 

Gdybym miała wymienić nazwy karm, które najczęściej goszczą w misce Tekira, to byłyby to w kolejności: Applaws (80 procent składników pochodzenia zwierzęcego, 20 procent warzyw), Acana (60 procent ryby lub mięsa, 40 procent warzyw i owoców), Orijen (90 procent składników pochodzenia zwierzęcego – producent chwali się, że drób jest z wolnego wybiegu, jaja z chowu ściółkowego, a ryby sa poławiane w naturalnym środowisku; 10 procent warzyw i owoców). Nie są to tanie karmy, ale mają dobry skład i smakują Tekirowi. A to jest najważniejsze.

 

fajerwerki w sylwestra

 

Parę słów o mięsie

 

Doskonale rozumiem obiekcje wobec mięsa. Sama przestałam go jeść po tym jak naczytałam się o masowej hodowli zwierząt i wpływie tego sposobu hodowli na ludzki organizm.

O antybiotykach, które się podaje kurczakom ściśniętym w halach, by uniknąć rozprzestrzeniania się chorób (i zminimalizować przez to straty w gospodarstwie).

O zawartych w paszach hormonach, które przyspieszają wzrost masy brojlerów.

O nieetycznych warunkach, w jakich są hodowane i transportowane zwierzęta (kiedyś na drodze zobaczyłam tira, który przewoził indyki; urwała mu się linka przetrzymująca plandekę i na asfalt pospadały z górnych półek ptaki, były przerażone, miały złamania).

Ale też o zanieczyszczeniach środowiska, jakie idą w parze z przemysłową hodowlą zwierząt.

Ale jednak chylę czoła przez weganami i wegetarianami, którzy w imię własnych zasad i przekonań nie odmawiają swoim domowym zwierzętom ich naturalnego pożywienia. Znajdują rozwiązania: kupują drób od etycznych producentów, proszą (jak moja wspomniana na początku koleżanka) znajomych o pokrojenie mięsa, gdy sami nie są w stanie tego robić, wybierają karmę o dużej zawartości produktów zwierzęcych, a nie suplementów, zwracając przy tym uwagę, by składniki karm również zostały pozyskane w sposób najbardziej zrównoważony.

 

A w jaki sposób Wy karmicie swoje koty i co myślicie o wegańskiej diecie dla nich?

 

Tekir przesyła pozdrowienia!

 

Patronem tego wpisu jest Naszezoo.pl