ekologia

Opłata za reklamówki: 5 faktów, które warto znać

7 listopada 2017
opłata za reklamówki

Opłata za reklamówki w sklepach – to już fakt. Prawo zostało przyjęte i zacznie obowiązywać od pierwszego dnia przyszłego roku. Jest kilka związanych z tę zmianą spraw, o których warto wiedzieć. Oto one.

 

To była długo wyczekiwana premiera. 1 stycznie 2018 roku blockbuster pod tytułem „Opłata za reklamówki” wchodzi do wszystkich sklepów i targowisk w Polsce. Nie powiem, bym była bezgranicznie zachwycona fabułą, aczkolwiek cieszę się, że reżyserzy podjęli pracę nad nią, mimo niezadowolenia znacznej części widzów. A zatem, usiądźcie wygodnie w fotelach, przygotujcie popcorn i lecimy ze spoilerami!

 

W zeszły poniedziałek prezydent podpisał nowelizację ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi. Zgodnie z nowym prawem, od przyszłego roku nie będzie już w sklepach bezpłatnych jednorazowych toreb. W ten sposób wdrażamy unijną dyrektywę, której celem jest ograniczenie zużycia plastikowych reklamówek. Co dokładnie się zmieni?

 

Fakt 1: opłata wzrośnie do złótówki

 

Choć Ministerstwo Środowiska w projekcie rozporządzenia proponowało, by opłata za jednorazowe torby wynosiła 20 groszy, sugerując, że ten wydatek zniechęci konsumentów do sięgania po plastikowe siatki, to ostatecznie w ustawie maksymalna stawka została zwiększona do 1 zł. Nie oznacza to wcale, że opłata za reklamówki podskoczy automatycznie wszędzie do złotówki. Ustawodawcom chodziło o to, by zostawić sobie bufor na wypadek, gdyby klientów sklepów nie odstraszyły niższe koszty plastikowych toreb i elastycznie móc na to reagować.

 

Fakt 2: opłata za reklamówki, ale tylko niektóre

 

Dziś przy sklepowych kasach klienci najczęściej zaopatrują się w jednorazowe reklamówki o grubości do 50 mikronów. I to właśnie one zostaną objęte zmianami. Cienkie zrywki, czyli przezroczyste torebki przy owocach, warzywach i „mokrych” produktach spożywczych pozostaną darmowe. Brak opłat w ich wypadku jest tłumaczony względami higienicznymi. Ale! Umieszczenie w ustawie zapisu o opłacie za reklamówki poniżej 50 mikronów może skutkować również tym, że sklepy zaczną oferować klientom grubsze reklamówki. Za darmo! Bo przecież one opłacie recyklingowej już podlegać nie będą.

 

Fakt 3: miała być edukacja, ale jej nie ma

 

Kiedy o reklamówkach rozmawiam z ludźmi niezwiązanymi z ruchami proekologicznymi, słyszę, że opłata jest kolejnym podatkiem – haraczem nałożonym na obywatela przez państwo. Nie mają pojęcia, dlaczego mieliby płacić za coś, co jest jednorazowe, coś, co jeszcze niedawno było dostępne w sklepach w każdej ilości i za darmo. Brakuje kampanii społecznych i edukacyjnych, które uświadomią ludzi, że „ochrona środowiska” to nie pusty frazes, które pokażą alternatywę dla reklamówek, zachęcą do korzystania z materiałowych toreb. W ustawie jest mowa o obowiązku przeprowadzenia kampanii edukacyjnych. Zmiany wejdą w życie za niecałe dwa miesiące – czy ktoś Was już uświadamiał? Bo mnie nie.

 

Fakt 4: pieniądze wpłyną do budżetu i nie wiadomo, gdzie wypłyną

 

Pieniądze z opłat za reklamówki prawdopodobnie trafią do budżetu państwa. Jak oblicza wiceminister środowiska Sławomir Mazurek, przy cenie 20 groszy za torbę roczne wpływy wyniosą 1,1 mld zł. Pytanie, na co te pieniądze zostaną wydane. Są pomysły, by finansowały walkę ze smogiem. Co się kryje pod tym hasłem i czy rzeczywiście taki będzie cel opłat, tego wciąż nie wiemy.

 

Fakt 5: w Europie się sprawdziło, a w Polsce?

 

Jak pokazuje doświadczenie innych krajów europejskich – Wielkiej Brytanii, Irlandii, Węgier, Łotwy, Bułgarii – wprowadzenie opłaty za reklamówki zmniejszyła zużycie jednorazowych toreb z tworzyw sztucznych. Konsumenci częściej chodzą na zakupy z własną materiałową torbą. Czy w Polsce będzie podobnie? Jak myślicie?

 

Jeśli uważasz ten wpis za przydatny, nie wahaj się podzielić nim ze znajomymi. Możesz udostępnić go na swoim profilu społecznościowym – przyciski znajdziesz poniżej. 

 

 

  • Mnie uświadomiła o ustawie pani kasjerka z drogerii z czerwonym logo 🙂 Przedstawiła pozytywne strony opłat za reklamówki, czyli bycie odpowiedzialnym społecznie i zmotywowanym do noszenia materiałowej siatki. Fajnie, że wśród nas są tacy ludzie <3

    • Wow, chwała tej pani! To dobrze, że są takie osoby, którym się chce uświadamiać i motywować innych. 🙂

  • Zacisze Lenki

    Nie słyszałam o ustawie. Od dłuższego czasu po zakupy chodzę z własną torbą i staram się ograniczyć ilość foli i plastiku.

  • Ciekaw jestem jak to wyjdzie w praniu… Czy faktycznie sklepy pójdą drogą wprowadzenia opłat za foliówki, czy może przerzucą się na te grubsze niż 50 mikrometrów, których już ustawa nie obejmuje, a jeden z polskich potentatów foliówkowych chwalił się, że właśnie tak będzie.

    Brak pewności na co pójdą środki z opłaty recyklingowej jest zdumiewający (poza tym, że do budżetu). Ale może część Polaków w ramach antyrządowego protestu z tego powodu zrezygnuje z foliówek 😉

    • Ej, a to jest pomysł! Akcja: „zrób na złość rządowi, zrezygnuj z foliówki!” 😀

  • forever m@mmy

    Szkoda, ze producenci nie sa zobowiazani do ograniczania ilosci folii i plastiku. Udzial konsumenta w procesie smiecenia i marnotrawstwa to nie jest nawet polowa.
    Ponadto – wzgledy ‚higieniczne’ wystepuja wtedy gdy ktos pakuje mieso ze sklepowej lodowki do ‚cienkiej zrywki’. Sanepid powinien o tym wspomniec: nie pakowac tego typu produktow do toreb wielokrotnego uzytku. Pakowanie w ‚zrywke’ kilograma brukselki czy sliwek to wymog raz: praktyczny – trudno wyobrazic sobie, ze ktos bedzie przekladal luzem towar do wazenia, dwa: zabezpieczajacy towar. W przeszlosci sprzedawca byl zobowiazany prawnie do zapakowania towaru zabezppieczajac przed ewentualnym uszkodzeniem. Np. jablka wyskakujace z dziurawej zrywki niekoniecznie chcemy zabrac do domu. Przykre, ze dzis konsument nie dosc, ze sam musi wykonac prace, musi jeszcze za to zaplacic. Ale tak wlasnie jest: liczy sie korporacja nie konsument
    „The charge is an example of what we call a „Pigovian tax”, one meant to reduce costs to third parties, or what economists refer to as “negative externalities”.
    Plastic bags are an example of a product that inflicts social costs on people other than their users. The aim of the tax is to increase the cost to the shopper, so that those third-party costs can be reduced.” http://www.telegraph.co.uk/finance/economics/11912052/Plastic-bag-charge-the-unintended-consequences-of-the-5p-deterrent.html
    Prawda jest taka, ze to producent/sprzedawca powinien zadbac o ZWROT reklamowek, ktore sa w pelni PRZETWARZALNE, a prawie nikt tego nie robi, bo jest… niewygodne dla korporacji. Reklamowki za malo waza, by byl ktos zainteresowany recyclingiem. Ale to tylko jedna strona medalu: po co wydawac na rycycling? Nie lepiej zarobic na dodatkowej sprzedazy? Chocby i folii? Poco sklep rozwala zbiorcze opakowania tekturowe i foliowe? Sa klienci, ktorzy robia wieksze zakupy i czesto wzieliby paczke. Ba, ale torby przeciez juz sprzedac nie mozna, wplywy zmaleja.
    Sa ciagle sieci, ktore nie kasuja klienta za reklamowke. Potrafia ‚polknac’ koszt, ale siec, ktora PRZYJMUJE swoje reklamowki uzywane znam tylko jedna.
    Przyklasnijmy wiec radosnie, jak nic nie wiedzace dzieci, ‚dobrej’ zmianie.
    Dla kogo dobrej? Dla korporacji typu lidl.
    Rozwiazanie jest. Wystarczy wrocic do formy sprzedazy, jaka byla kiedys, gdy ekspendientka wazyla 3 marchewki, 2 pietruszki, 5 jablek i wkladala wszystko do torby klienta.
    Ach! Nie wypada! To by znaczylo, ze korpo musialaby zatrudniac ekspedientki, a przeciez chodzi o to, by jej prace za darmo wykonal klient.

    • Ale przecież wcale nie musisz dawać zarabiać korporacji. Wystarczy, że nie będziesz kupować reklamówek, a zakupy zaczniesz pakować do swoich toreb. I tak, śliwki też możesz w torbie wielorazowej – są specjalne materiałowe woreczki na zakupy, one są wielokrotnego użytku. No i w dyskontach nie ma obowiązku kupować. Można pójść na targ i kupić od rolnika. Również do swoich własnych toreb.