ekologia

Pamiątki z podróży, które warto przywieźć

26 kwietnia 2016
pamiątki z podróży

Największy tłum jest przy straganach z pamiątkami. Grzebie wśród śnieżnych kul, miniaturowych koloseów i setek takich samych magnesów. A z dala od zgiełku czekają autentyczne pamiątki z podróży. 

 

Uwielbiam podróżować. Pierwszy raz wyjechałam gdzieś dalej jak miałam 10 lat. Przywiozłam sobie wtedy piękny kolorowy pamiętnik, u nas takich jeszcze nie było. Im byłam starsza, tym wyjeżdżałam częściej. Podróże stały się moim hobby, stylem życia, a potem i nieodłącznym elementem pracy. Z każdego wypadu starałam się przywieźć jakieś pamiątki. Czasami rzucałam się na te stragany wraz z tłumem, grzebałam w koszyczka „ONLY 1 EURO” i z uśmiechem na japie coś tam wynajdywałam. Ale umówmy się, najczęściej bubel. A bubel (często z dźwięcznym „Made in China” na spodzie) ma to do siebie, że zachwycasz się nim w sklepiku, jarasz się jeszcze w domu, przez jakiś czas nawet pieczołowicie ścierasz z niego kurze. A potem masz dość i upychasz kurzozbierajkę do szuflady, najgłębiej jak potrafisz.

 

Szkoda pieniędzy, bo zamiast dwóch bubli można kupić coś wartościowego.

 

Szkoda miejsca. Mamy małe mieszkanie, a każdy dodatkowy przedmiot powoduje natłok. Poza tym, po co mam trzymać rzeczy, które nic nie wnoszą do mojego życia? Że to pamiątka z podróży? Mogę przywieźć inne. Takie, które mają jakąś historię. Które coś dla mnie znaczą – patrząc na nie, uśmiechnę się pod nosem. Takie, które są praktyczne i do czegoś mi posłużą. Albo mają autentyczny klimat miejsca, z którego właśnie powróciłam. Takie pamiątki da się znaleźć. Tylko trzeba wiedzieć, czego szukać. I gdzie.

 

 

dywan z wełny

Pamiątka z Grecji: wyprodukowany lokalnie dywan łazienkowy

 

Lokalne wyroby

 

Owszem, mamy globalizację. To taki teatr: gdziekolwiek pojedziesz, masz te same przedstawienia, tylko główni aktorzy się zmieniają. W Berlinie dostaniesz kule śnieżne z pseudo kawałkami muru, w Rzymie – z miniaturką Koloseum, w Pradze – z tarczą zegara Orloj. Przy głównych placach prędzej zamówisz burgera z colą, niż cevapcici z ayranem. A jeśli już, to na pewno z frytkami. Wystarczy jednak, że skręcisz, wyjdziesz z tych zatłoczonych przez turystów głównych uliczek starego miasta, a przekonasz się, że są jeszcze miejsca, gdzie informacja na etykiecie nie odsyła do azjatyckiej fabryki.

Lokalne wyroby cenię najbardziej. Wiem, że dzięki temu moje pieniądze zostają w tym kraju, a nie migrują na drugą półkulę, finansując wykorzystującego ubogich robotników biznesmena. Bo produkty lokalne – to takie, z którymi się utożsamiają mieszkańcy danego kraju albo regionu. Nie są one produkowane masowo, a do ich wytworzenia wykorzystywane są dostępne w kraju lub regionie surowce.

Przykład? W pod austriackim Salzburgiem dostałam ocet jabłkowy z źdźbłami traw rosnących jedynie na zboczach Alp. Z podróży do Aten przywieźliśmy dywanik łazienkowy tkany ręcznie z owczej sierści. A z syryjskiego Aleppo – kapę, wykorzystywaną często jako obrus.

 

 

pamiątki z podróży

Pamiątki z Syrii: kolczyki i narzuta

 

Rękodzieło

 

Wyjazd na Bliski Wschód – to była pierwsza nasza z G. wspólna podróż. Dlatego mam ogromny sentyment do przywiezionych stamtąd pamiątek. I jeszcze dlatego, że części odwiedzanych przez nas miejsc już nigdy więcej nie zobaczymy, bo zostały zniszczone w czasie wojny. Nie ma już tego souqu – bazaru – na którym G. kupił mi urodzinowe kolczyki. Jubiler, tęższy pan w brudnym fartuchu, nasuwając lupę na czoło, prezentował swój wyrób. Miał ręce umorusane czymś błyszczącym na czarno. Dookoła niego leżały porozrzucane narzędzia. Ledwie się mieściliśmy we trójkę w małym zagraconym warsztacie złotniczym, do którego trafiliśmy tylko dlatego, że zgubiliśmy drogę. Przypominam sobie o nim za każdym razem, gdy zakładam kolczyki.

Takiego warsztatu nie znajdziesz przy głównym trakcie turystycznym, nie przeczytasz o nim w katalogu biura podróży, nie zostaniesz tam zaprowadzony przez bazarowego naganiacza. Trafisz tam przypadkiem. A gdy już najdziesz się w środku, nie wyjdziesz z pustymi rękami. Nie dlatego, że sprzedawca wepchnie Ci towar za pół ceny. Tylko dlatego, że jego towar będzie miał duszę!

 

 

sandały greckie

I tak potrzebowałam na lato sandałków. Podczas wyjazdu do Grecji kupiłam od lokalnego rzemieślnika.

 

Odzież

 

Za każdym razem, gdy na starówkach miast świata widzę ubrania z napisem I <3 Barcelona / Berlin / Paris / Athens, to coś mnie ściska w środku. Mam ochotę umieścić obok tabliczkę: gdy kupujesz ciuch z charakterystycznym czerwonym serduszkiem, gdzieś na świecie płacze panda. No, bo bądźmy szczerzy, założysz tę koszulkę po powrocie do domu? Może do mycia samochodu. A będziesz w niej paradować po Barcelonie / Berlinie / Paryżu / Atenach? No, nie żartuj!

Ubrania z podróży warto przywozić tylko wtedy, gdy są one wyjątkowe. Są projektowane przez lokalnych artystów, oryginalne, ręcznie szyte, z miejscowych tkanin, według tradycyjnych technologii i wzorów. Niech się zgadza przynajmniej jeden z tych warunków.

Takich rzeczy warto szukać w centrum miasta. Jeśli rozglądasz się za droższymi rękodziełami lokalnych projektantów, wstępuj do galerii artystycznych. Często, oprócz obrazów i rzeźb oferują one tradycyjną odzież i stylowe dodatki. Tańszych rękodzielników jest pełno na starówkach, tylko musisz szukać na mniej uczęszczanych uliczkach. Do takich warsztatów nie prowadzą kierunkowskazy, klientów nie witają nad nimi wielkie szyldy. W środku zobaczysz fachowca, który będzie właśnie: dziergać, rzeźbić, kleić lub szyć.

I nie, bawełniane torby opatrzone czerwonym serduszkiem – to też nie są najlepsze pamiątki z podróży.

 

 

monety z różnych krajów

Moja siostra zbiera monety z różnych krajów. Traktuje je jak pamiątki z podróży

 

 

Przedmiot do kolekcji

 

Moja siostra cioteczna kolekcjonuje monety. W czasie podróży do Stanów Zjednoczonych zebrała kilkanaście różnych wersji jednocentówki.

Moja babcia całą lodówkę ma oklejoną magnesami. Zbierać jej pomagają krewni i znajomi. Też się do tego dokładam, myszkując po straganach z bibelotami. Ale wiem, że dla niej taki magnes to nie jest bubel, tylko wartościowy egzemplarz do kolekcji. Jeśli więc ona się cieszy, to ja też.

Znam osoby, które zbierają pocztówki z wyjazdu.

Osoby, które podczas każdej podróży szukają słonia. Bo za każdym razem to inny słoń. Wyjątkowy, bo z wyjazdu do…

Mam znajomych, którzy podczas weekendowego wypadu potrafią zrobić z milion zdjęć. Mówią, że w ten sposób kolekcjonują wspomnienia. I cieszą się ze swojej kolekcji.

 

 

Mozartkugel

Pamiątka z Austrii: oryginalne praliny Mozartkugel

 

Jedzenie

 

To chyba mój faworyt, jeśli chodzi o pamiątki z podróży.

Słodkie rachatłukumy z Bałkanów zachęciły mnie do odtworzenia przepisu po powrocie do domu. Nawet wyszło. Gdybym jednak miała do wyboru własnoręcznie robiony przysmak a oryginalny z bałkańskich straganów, wybrałabym ten drugi. Tylko dlatego, by jeszcze raz udać się w podróż na południe.

Z Austrii przywiozłam kiedyś praliny Mozartkugel. I przy okazji odkryłam, że te popularne czekoladki w żółto-czerwonym pozłotku nie są oryginalne. Te tradycyjne mają srebrno-niebieską barwę.

Z Grecji nie mogłabym nie przywieźć retsiny, fety i oliwek.

Z Bliskiego Wschodu i Północnej Afryki – przypraw.

Z Włoch – suszonych pomidorów i kawy.

Z Węgier – czerwonej papryki, tokaju i czekoladek z suszonymi owocami.

Lokalne przysmaki się nie znudzą. Nie zdążą pokryć się kurzem. Nie wylądują na dnie szuflady. Wręcz przeciwnie. Kupione w zwykłym sklepie, tam gdzie zaopatrują się lokalni mieszkańcy, produkty przypomną Ci smak wakacji. A Twoim znajomym pozwolą zapoznać się z kulinarną mapą danego kraju i może zachęcą do jego odwiedzenia.

 

A jakie pamiątki z podróży przywozicie najczęściej Wy?

 

 Jeśli chcesz otrzymywać więcej inspiracji prosto do swojej skrzynki mailowej, zapraszam Cię do dołączenia do newslettera.