ekologia

Oszczędnie i ekologicznie. O planowaniu posiłków opowiada Alicja Zalewska-Choma

5 lutego 2019

Gdy pierwszy raz trafiłam na bloga Alicji, nie mogłam uwierzyć, że jej – wówczas trzyosobowa – rodzina wydaje tak mało na jedzenie (możecie sami zobaczyć liczby: Oszczędnicka co miesiąc publikuje raporty finansowe). Z ekonomią wiązały się przemyślane zakupy i niemarnowanie żywności. Dlatego przy okazji startującego właśnie wyzwania zapytałam Alicję, jak wygląda planowanie posiłków w jej domu i od czego radzi zacząć ustalanie jadłospisów.

 

 

Alicja Zalewska-Choma — autorka bloga oszczednicka.pl, na którym pokazuje, jak mądrze zarządzać budżetem domowym, oszczędzać i jednocześnie korzystać z życia. Uwielbia podróże (ma na swoim koncie podróż dookoła świata), jogę i dobre jedzenie (od jakiegoś czasu wegańskie). Żona Oszczędnickiego i mama dwóch Łobuziaków.

 

 

 

J.: Masz czasem tak, że robisz się głodna, więc otwierasz lodówkę i zaczynasz kombinować: mam groszek, passatę pomidorową, ziemniaki – co by tu upichcić? Czy przeciwnie, zawsze wiesz, co danego dnia zjesz Ty i Twoja rodzina? Opowiedz, od czego się zaczęło Twoje planowanie posiłków.

 

A.: Odpowiem na to złożone pytanie od końca. Zaczęło się od dzieci. Dopóki byliśmy tylko we dwoje, nigdy nie planowaliśmy posiłków. Mieliśmy znacznie więcej czasu, a także niewyobrażalną teraz elastyczność. Jednak kiedy nasz starszy synek przestał jeść tylko mleko, musieliśmy zmienić nasze podejście, ustalić mniej więcej godziny posiłków i zwracać uwagę na ich odpowiednie zbilansowanie.

Ignacy zapoczątkował też w naszym życiu inną zmianę – drogę do diety roślinnej. Miał mocną wysypkę na nabiał, więc musiałam zrezygnować z tej kategorii produktów i szukać alternatyw.

Teraz, kiedy gotujemy już dla czwórki, bywają tygodnie, że wszystko mamy zaplanowane. Ale rzadko jest tak, że planujemy na 7 dni do przodu. A nawet jeśli, to często się to zmienia. Zazwyczaj jadłospis obejmuje najbliższe 3-4 dni.

Jednak pierwszy scenariusz z pytania też jest całkiem realistyczny. I muszę bez udawanej skromności przyznać, że jestem całkiem niezła w wymyślaniu nowych potraw i łączeniu czasem nieoczywistych rzeczy. Mąż się śmieje, że jestem w stanie wyczarować coś do jedzenia, nawet jeśli w lodówce jest tylko światło, a w szafkach jakieś zupełne resztki.

No i bardzo rzadko zaczynam gotowanie od tego, że jestem głodna. Raczej mamy stałe pory posiłków, a jeśli zdarzy się nam zagapić, chłopcy skutecznie o nich przypominają.

 

Weźmy przykładową czteroosobową rodzinę. Jedno dziecko ma alergię, drugie jest niejadkiem, jeden rodzic wege, drugi do każdego posiłku musi mieć mięso. Czy da się pogodzić preferencje wszystkich domowników i to jeszcze z wyprzedzeniem? Jak przykładowo wygląda wasz rodzinny jadłospis na tydzień?

 

Niezła kombinacja. W przytoczonym przez Ciebie przykładzie może być trudno. Zresztą temat niejadków to osobna kwestia. Trzeba pamiętać o jednym, że zdrowe dziecko samo się nie zagłodzi i nie warto zapychać go niewartościowym jedzeniem, tylko „żeby coś zjadło”.

U nas to jest sinusoida, są dni, kiedy chłopcy zjadają wszystko, co tylko dostaną i to z dwoma dokładkami. A kilka dni później nie chcą tknąć tych samych rzeczy.

Nie jestem dietetykiem, więc ciężko mi stwierdzić, czy da się pogodzić te wszystkie wymagania, zachowując jednocześnie odpowiednie proporcje, dostarczając wszystkim organizmom odpowiednią ilość kalorii, witamin etc. Ale proponowałabym skupić się na punktach wspólnych, a nie na różnicach. Na pewno są takie potrawy, produkty, które lubią wszyscy – i to właśnie na nich trzeba budować jadłospis. Warto też mieć w zanadrzu spis awaryjnych posiłków (i produkty na nie), które w razie czego poratują głodne brzuchy.

My planujemy zazwyczaj tylko obiady. Śniadania to najczęściej owsianki w przeróżnych konfiguracjach, z tym, co akurat jest pod ręką. A na kolacje jemy zupy – szczególnie w okresie jesienno-zimowym lub wariacje na temat resztek z obiadu.

O naszych jadłospisach i ich kosztach pisałam na blogu.

 

sałatka wegetariańska

 

Jak zacząć? Bierzmy kartkę, długopis, siadamy w krześle i… co dalej? Co musimy wziąć pod uwagę?

 

Po pierwsze, warto najpierw zastanowić się, co lubimy, biorąc pod uwagę sezonowość danych produktów. I nie chodzi tu tylko o aspekt finansowy, ale przede wszystkim o to, że sezonowe i odpowiednie dla naszej strefy klimatycznej warzywa i owoce są znacznie zdrowsze i mają więcej witamin. Jeśli ktoś uwielbia szparagi to świetnie, ale lepiej nie planować posiłków z tym składnikiem w lutym…

Warto mieć taką listę zawsze pod ręką, chociaż od czasu do czasu fajnie też spróbować jakiegoś nowego dania.

Potem należy zrobić przegląd szafek, lodówki i zamrażalki. Najlepiej wybierać przepisy pod to, co mamy w domu i produkty, które ewentualnie trzeba dokupić. Polecam też od czasu do czasu podjąć wyzwanie niekupowania i spróbować wymyślić kreatywne potrawy z tego, co mieszczą nasze zapasy.

Oczywiście może się też zdarzyć, że coś sobie zaplanujemy, a potem będziemy mieć problem z zakupem produktów. Dlatego nie należy bardzo sztywno trzymać się planu, tylko pozwolić sobie na pewną elastyczność. Plan ma być dla nas pomocą, a nie wyzwaniem.

Planując posiłki, trzeba też pamiętać o przewidzeniu czasu na ich przygotowanie. Jeśli wiemy, że np. we wtorek wrócimy późno do domu, to raczej nie przewidujmy na ten dzień pracochłonnych i czasochłonnych dań.

No i wcale nie trzeba od razu planować na cały miesiąc czy tydzień. Wystarczy zacząć od kilku dni i jeśli system się sprawdzi i będziemy czuć taką potrzebę rozszerzać listę na kolejne dni.

 

A jeśli po dzisiejszym posiłku zostaną nam jakieś resztki, które moglibyśmy wykorzystać do dania następnego dnia, ale przecież zaplanowaliśmy coś innego – co wtedy?

 

Ale przecież nie wykuwamy tych planów w kamieniu. Planowanie ma być dla nas pomocą, a nie egzaminem z dokładności i skrupulatności. Jeśli sytuacja się zmienia, trzeba się do niej dopasować. Możemy wykorzystać te resztki w kreatywny sposób na kolacje czy kolejny dzień lub zamrozić. A cały plan przesunąć lub zmodyfikować.

 

przekąska wege

 

No dobra, zaplanowaliśmy tydzień posiłków. Jakoś nam nawet to idzie, trzymamy się planu. Aż tu nagle… znajomi wpadają z niespodziewaną wizytą i musimy coś na szybko przygotować z „jutrzejszych” zapasów. Albo odwrotnie: teściowie przekazują torbę z wałówą, choć mamy jeszcze pół lodówki zapasów. Co robić? Jak się przygotować na takie ewentualności?

 

Jeżeli chodzi o ten pierwszy przypadek, warto mieć spis dań awaryjnych, na które (prawie) zawsze mamy składniki w domu. Nic się też nie stanie, jeżeli skorzystamy z „jutrzejszych” zapasów. Tak jak już wcześniej wspominałam, planowanie ma nam pomagać, a nie ograniczać.

A z dodatkowych zapasów trzeba się tylko cieszyć i przeorganizować wcześniejszą rozpiskę pilnując, żeby nic się nie zmarnowało ;).

 

Planowanie posiłków, oprócz korzyści ekologicznych – bo mniej produktów marnujemy – ma też zalety ekonomiczne. Znam Cię jako osobę, która skrupulatnie podlicza wszystkie wydatki. Podzieliłabyś się, jak planowanie posiłków przekłada się w wypadku Twojej rodziny na finanse? Widać różnice w porównaniu z kompulsywnymi zakupami?

 

W naszym przypadku nie, bo koszty w tej kategorii wzrosły, ale to dlatego, że chłopcy jedzą z każdym dniem coraz więcej. Ale wiem od moich Czytelniczek, że czasami są to bardzo duże oszczędności, w niektórych przypadkach nawet 30-40% wcześniejszych kwot.

 

Właśnie startuje Twoje „Oszczędnickie wyzwanie – planowanie jadłospisów”. Opowiedz o nim coś więcej.

 

Wyzwanie zaczęło się 4 lutego i w przeciwieństwie do prawie wszystkich darmowych wyzwań potrwa znacznie dłużej niż 3 dni, bo aż 3 tygodnie.

Oczywiście suchą teorię na temat planowania można wyłożyć w trakcie jednego dnia, ale… w planowaniu posiłków, tak samo, jak w finansach najważniejsza jest praktyka! A poza tym lubię rozkładać różne procesy na czynniki pierwsze i pokazywać, jak coś uporządkować, ogarnąć krok po kroku.

Jestem przekonana, że mnóstwo osób doskonale wie, co powinny zrobić i jak się powinny zabrać za planowanie posiłków, czy też racjonalne gotowanie, ale z jakiegoś powodu tego nie robi. Mam nadzieję, że udział w wyzwaniu to zmieni!

 

Zapraszam Was serdecznie do wyzwania, które zorganizowała Alicja. Odbywa się ono w grupie na Facebooku Oszczędnickie wyzwanie – planowanie jadłospisów.

A Wy planujecie posiłki? W jaki sposób organizujecie zakupy? Udaje Wam się uniknąć marnowania żywności?

 

Zachęcam Was też do zapisania się na mojego newslettera. Wysyłam za jego pośrednictwem dodatkowe sposoby na niemarnowanie i przerabianie – również żywności 🙂