ekologia

Jak przekonać innych do bycia zero waste

29 stycznia 2019
jak przekonać innych do bycia zero waste

Po pierwsze, sprzedawcy: człowiek ich prosi, by nadali przesyłkę bez śmieci, a oni i tak pakują do środka tonę folii. Po drugie, inni klienci: kto to widział, by każdą marchewkę wkładać do osobnej zrywki! Jeszcze ten mąż… Czy on naprawdę musi kupować szampon w plastikowej butelce? Sami na każdym kroku ograniczamy ilość odpadów, pozostało tylko przekonać innych do bycia zero waste. Jak?

 

Najpierw usłyszałam. Coś o żółwiach duszących się torebkami i wielorybach połykających  plastiki. Dopiero potem zobaczyłam. Przy kasie stały dwie kobiety – klientki. Jedna właśnie płaciła za spakowane do reklamówki zakupy. Druga dopiero wykładała produkty na taśmę, udzielając w międzyczasie lekcji ekologii. Nie znały się, a mimo to na oczach (i uszach) całego sklepu jedna ochrzaniała drugą za użycie folii. – O co poszło? – zapytałam dziewczynę na kasie. – Nie wiem, jakaś świruska – odpowiedziała i podejrzliwie zerknęła na moją siatkę.

Smutno mi się zrobiło. Bo „świruską” została nazwana osoba, która podobnie jak ja ogranicza użycie plastiku.

 

Pamiętam początki ruchu zero waste w Polsce. Grupę zapaleńców, którzy z impetem chcieli zmieniać rzeczywistość. Pamiętam ten entuzjazm: zaraz wywrócimy świat do góry nogami, uczynimy go lepszym, czystszym! Zachłysnęliśmy się wielorazowymi alternatywami dla jednorazówek. Ja się zachłysnęłam! Szyłam woreczki na zakupy i bawełniane płatki kosmetyczne, wszędzie ze sobą zabierałam wielorazową siatkę i kubek termiczny. Gdy już uporządkowałam swoje rzeczy, zabrałam się za wspólne: przestałam kupować worki na śmieci i wykładałam kosze gazetami, zastąpiłam drogeryjne środki czystości octem, sodą i kwaskiem cytrynowym. Po osiągnięciu tego etapu, wkroczyłam na teren G. i zaczęłam mu udzielać reprymend za niedostateczną eko postawę. A wtedy usłyszałam coś, co otrzeźwiło mnie z zapału neofity. – Chcesz zmienić własne życie, w porządku, ale nie możesz na siłę wymuszać zmiany w MOIM –  powiedział. 

 

Odpowiadamy za siebie, albo nie czyń innemu…

 

Niby prosty i oczywisty komunikat: wolność jednego człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego. A taki trudny do zastosowania na co dzień. Przypomniałam sobie reakcje ludzi, gdy przestałam jeść mięso. „Biedactwo”, „Weź kawałek, nikomu nie powiem”, „Kotleta nie zjesz? A tak się starałam”, „Na pewno brakuje Ci witamin”. Dziękuję, proszę zostawić mój talerz w spokoju. Takie uwagi irytują i na pewno nie skłonią mnie do zmiany diety, jeśli SAMA  tego nie będę chciała. Wyobraziłam sobie, że podobne emocje w mięsożernych wywołują docinki bliskich o zmianie diety na wege czy wegan. A u obcych ludzi – ochrzanianie za użycie foliówek w sklepie czy taśmy klejącej w przesyłce. I nawet jeśli w naszym przekonaniu postępujemy słusznie, przecież dbamy o środowisko i dobro zwierząt, niechciane rady są bezskuteczne. A wojownicze ataki powodują skutek odwrotny od zamierzonego. 

 

Nie odpowiadamy za innych, tylko za siebie

 

Dorośli ludzie sami mogą decydować o sobie. Jeśli chcą pakować zakupy do reklamówek, mają prawo to robić, nawet jeśli Tobie czy mnie się to nie podoba. Jeśli sprzedawca owija mały towar kilometrami folii, też nie narusza żadnej ustawy. Jeśli rodzice, z którymi mieszkamy, nie segregują odpadów, czy przekonają ich do tego nasze groźby? Nie zmienimy nikogo na siłę. Ale możemy wziąć odpowiedzialność za własne wybory i decyzje. Dawać przykład innym i w ten sposób pokazywać im alternatywę. 

 

Gdy postanowiłam unikać plastiku w łazience, zastąpiłam SWOJE kosmetyki mydłami i środkami do pielęgnacji domowej roboty. G. jeszcze przez jakiś czas kupował ulubiony żel pod prysznic, ale w pewnym momencie przestał. Sam przerzucił się na moje mydełka.

Gdy stwierdziłam, że już nie chcę pić wody butelkowanej, kupiłam dzbanek filtrujący wodę z kranu. Z myślą o sobie. Po jakimś czasu zniknęły z domu plastikowe PET-y. Dziś nawet dzbanka nie używamy – służy do podlewania kwiatków.

Gdy umieściłam w domu dodatkowe kosze do segregacji odpadów, przez jakiś jeszcze czas zerkałam na zawartość kubłów i przerzucałam z jednego do drugiego. Oboje z G. lubimy karcianki, więc któregoś razu zagraliśmy w gry edukacyjne. Nadal zdarza się pomylić, trudno – poprawiam koronę i nurkuję do kosza. Wolę spokój rodzinny od ustalania, kto ma ekologiczną rację.

Gdy mam coś do kupienia, idę do sklepów stacjonarnych. Mam kontrolę nad tym, co wkładam do koszyka. „Głosuję portfelem” i wspieram producentów, którzy pakują towar w szklane słoiki i puszki.

Rzadko zamawiam coś przez internet w obawie o stosy niepotrzebnej folii. Jeśli już, są to gabaryty, których nie dam rady przenieść sama ze sklepu stacjonarnego. Albo rzeczy rzadkie, nie do dostania w okolicy. Proszę sprzedawców o umiar w plastiku, ale nie bulwersuję się, jeśli nie potraktują mojej prośby poważnie. Po prostu następnym razem omijam ten sklep z daleka i nie zostawiam w nim swoich pieniędzy. Nie zamawiam też niczego na Aliexpress

Gdy ktoś w sklepie albo na bazarze zagai mnie o woreczki na warzywa, proponuję, że podaruję jeden. Nie narzucam się, nie robię wyrzutów.

 

Lepiej być doradcą niż natrętem

 

– Jula, czy Ty wiesz, że ja też zaczęłam robić zakupy w lumpeksach!

– Jula, ja teraz też chodzę na zakupy z własną siatką!

– Jula, zobaczyłam Twoje płatki kosmetyczne i dla siebie takie uszyłam!

– Jula, rozesłałam Twój tekst ludziom w biurze i teraz my też segregujemy!

Często znajomi chwalą mi się, jak dużo udało im się osiągnąć na polu eko. Choć niczego od nich nie oczekuję i do niczego nie zmuszam.  Doradzam, gdy o to proszą. Tłumaczę, gdy o coś pytają. Pokazuję, gdy chcą coś zobaczyć. Ale nie narzucam.

 

Gdy przyjaciele remontowali mieszkanie, poprosili o pomoc w wyborze rozmiarów, ilości i lokalizacji pojemników na odpady. To było bardzo miłe. Wprowadzili segregację dużo później niż wspólnota mieszkaniowa przewidywała, ale we właściwym czasie dla siebie i z pełnym przekonaniem, że chcą to robić. 

 

Czasem tylko, gdy coś wyjątkowo mi przeszkadza, pozwalam sobie na wygłoszenie uwagi. Robię to z perspektywy komunikatu „ja”. Nie: „WY jesteście beznadziejni, bo używacie plastiku w swoich sklepach/kawiarniach/przesyłkach”. Tylko: „JA chętnie polecałabym Wasze usługi czy miejsce znajomym eko wariatom, gdybyście rozważyli ograniczenie plastiku”. Nauczyłam się tego po paru latach neofickich błędów 😉 To działa! I nie wywołuje agresji.

 

A jakie Ty masz patenty na zarażanie bliskich i znajomych ekologicznym stylem życia. Chętnie dowiem się, co robisz, by przekonać ich do bycia zero waste!

 

P.S.: jeśli masz ochotę na dodatkowe materiały, przepisy i nowości, zapraszam Cię do swojego newslettera. Unikam śmieci nie tylko w życiu, ale i w wirtualnej skrzynce, dlatego staram się wysyłać tylko wartościowe informacje.