ekologia

Nie bądź GÓWNiarzem! Sprzątaj po psie

16 stycznia 2018
sprzątaj po psie

Wracałam do domu, było późno i ciemno. Skracałam sobie drogę, przeskoczyłam przez kałużę i naglę poczułam coś miękkiego pod stopą. Po smudze na chodniku zorientowałam się, że nie byłam pierwsza…

 

Tyle już było kampanii społecznych na ten temat. Tyle programów w telewizji, artykułów w prasie, wypowiedzi epidemiologów, straszenia mandatami za zanieczyszczanie publicznej przestrzeni. Wszystko na nic. Zimą tylko warstwa śniegu ratuje oczy przed widokiem psich kup. O ile zima jest śnieżna, a nie jak w tym roku. Butów niestety nie ratuje nawet to.

 

I pół biedy, jeśli pies lata po własnym prywatnym podwórku właściciela. Gorzej, gdy brudzi chodniki, z których korzystają także inni mieszkańcy. Każda gmina ma regulamin utrzymania czystości i porządku na swoim terenie. I każdy z prześledzonych przeze mnie regulaminów zawiera zapis, że właściciele zwierząt domowych zobowiązani są do usunięcia z terenów publicznych odchodów swoich pupili. Nawet psy by to zrozumiały, gdyby potrafiły czytać. Czemu więc do ich właścicieli nie dociera prosta informacja?

 

 

Psie odchody – to nie kompost

 

Choć wielu wydaje się, że jest inaczej. Na niejednym forum zdarzyło mi się już przeczytać: po co sprzątać po psie, skoro odchody rozłożą się i będą nawozem dla trawnika? Tyle że psie kupy to żaden nawóz. Zawierają one drobnoustroje, które mogą stać się przyczyną chorób pasożytniczych i zakaźnych. I szybko się rozprzestrzeniać: wdepnie się w taki „nawóz” na dworze, przytarga ze sobą do domu na podeszwie, dotknie buta przy zdejmowaniu i proszę bardzo – zaraza gotowa.

Ale jeśli ktoś chce traktować odchody pupila jako nawóz, to nie ma problemu, niech wypróbuje na własnych kwiatkach balkonowych. Byleby pozbierał te kupy z chodnika. 

 

Do czego zbierać psie odchody?

 

Nie, no żartuję. A teraz na serio. Do czego zbierać psie odchody?

  • w wielu urzędach gmin są dostępne nieodpłatne torby. Pójdź i weź zapas. Jeśli nie leżą na widoku, poproś o nie.
  • zrób sobie zapas własny torebek. Możesz do tego wykorzystać makulaturę – gazetki reklamowe, czasopisma, ulotki. Jak wykonać torebkę, pokazywałam TUTAJ.
  • jako „łopatka” posłuży Ci tulejka po papierze toaletowym albo kawałek sztywnego kartonu – opakowania po kaszach, ryżu albo przesyłce pocztowej.
  • ostatecznie możesz też kupić torebki i specjalną łopatkę. Są nawet urządzenia na kijku, dzięki którym nie musisz się schylać.

 

P.S.: wahałam się, czy nie zilustrować tego tekstu bardzo realistycznym zdjęciem z miejsca zdarzenia. Więc tak, sprzątaj po psie, bo następnym razem nic mnie nie powstrzyma przed publikacją nie tylko zabrudzonych kwietników, ale i rozmazanych na chodniku smug. Oczy zabolą, serio! 🙂

 

  • Moja Droga, sama brodzę w g…ach idąc po „własne” ;). I to jest chyba najgorsza część zbierania, ale edukacyjna. Zakup pojemnika wraz woreczkami to koszt 4,99zł ( Pepco ). Mnie wystarczają na około 2 miesiące. W dużych miastach kosze na śmieci są co krok, ale zdarzało mi się paradować z kupą przez pół miasteczka i nie tłumaczę nikogo, ale rozumiem, że dla paniusi może to być niedogodność ;). Choć chyba nie o paniusie, a brak kultury chodzi. I tu rozwiązaniem jest kotek – w domku trzeba zbierać :).

    • O tak, jak się kotu nie posprząta, to skutecznie przypomni o konieczności uczynienia tegoż… wywalając balaski z kuwety 😀

  • Może źle to o mnie świadczy, ale właśnie konieczność sprzątania po psie powoduje, że nie adoptowałam żadnego. Bo nie sprzątać sobie nie wyobrażam, ale chodzenie z woreczkiem (nawet na własnym podwórku, gdy rodzice mieli psa, jego wybieg był sprzątany codziennie), gdy zimno, mokro również mnie nie bawi, więc po prostu nie decyduję się na taki krok. Może kiedyś do tego dorosnę! Ale pewnie przy niedługiej przeprowadzce do własnego mieszkania zdecydujemy się na kota, z takim sprzątaniem bardziej mi po drodze 🙂

    • Moim zdaniem bardzo dobrze to o Tobie świadczy, bo na tym własnie polega dojrzałe podejście do kwestii posiadania zwierząt.

    • Go Lisiecka

      Przyznam, że i dla mnie to jest jeden z istotnych argumentów nieposiadania psiego przyjaciela. W ramach zagłuszenia wyrzutów sumienia regularnie wspieram zwierzaki ze schronisk, więc można powiedzieć, że każda ze stron ma z tego jakąś korzyść, choć zdaję sobie sprawę z tego, że nic psiakowi nie zastąpi własnego domku 🙁

      • Nie miej, proszę, wyrzutów sumienia z tego powodu. Zwierzaki domowe potrzebują opieki. Jeśli ktoś czuje, że nie jest w stanie jej w tej chwili zapewnić, to najlepsze co może zrobić, to właśnie odłożenie decyzji o sprowadzeniu zwierzaka do domu. I wsparcie zwierzaków, które domów nie mają. Tak więc, dziewczyno, jesteś dzielna! 😉

  • Kilka lat temu na mojej ulicy w Poznaniu powieszono informację o tym, że wygrała plebiscyt na najbardziej „zakupioną” ulicę w mieście. Nie wiem do dzisiaj, czy to był żart czy serio ktoś zorganizował taki konkurs, ale wcale nie zdziwiłaby mnie ta wygrana. Najgorsze, że psie odchody są szczególnie niebezpieczne dla dzieci, które generalnie są „bliżej” podłoża i łatwo tutaj o zakażenie groźnymi pasożytami. Mam jednak wrażenie, że to trochę taka kwestia jak ze ślepo wpatrzonymi w swoje dzieci matkami – niektórzy będą sprzątać, a dla innych to co Puszek zrobi będzie święte i koniec kropka…

    • A tak z ciekawości: czy po tej wygranej coś się zmieniło? Mieszkańcom zrobiło się głupio i zaczęli sprzątać?

  • A wiecie, co jest najbardziej frustrujące? Kiedy sprząta się po swoim psie i kiedy robi się krok po kupę swojego ukochanego pupilka, wdeptuje się w gówno innego pieszczocha. Ture story…