książki & filmy

„Życie zero waste” Kasi Wągrowskiej – podręcznik dla początkujących i nie tylko

19 września 2017
życie zero waste

Po książkę sięgnęłam z lekką obawą. Zakładałam się sama ze sobą, ile wątków w książce Kasi i w publikacji, którą przygotowuję ja, pokrywa się ze sobą. Bo przecież obie poruszamy podobny temat. Zakład ostatecznie przegrałam – każda z nas skupiła się na czymś innym. Zachęcam do lektury książki „Życie zero waste” – mam dla Was jeden egzemplarz!

 

Książkę zaczęłam czytać w podróży. Jechałam akurat z Warszawy do Rzeszowa, czasu miałam dość. Wydaje mi się, że od czasu do czasu śmiałam się pod nosem, bo czułam na sobie dezaprobujący wzrok siedzącego obok współpasażera. No, ale kto by się nie śmiał, czytając anegdoty „z życia zero waste wzięte”? Krótkie historie, w których Kasia opowiada, jak sobie radziła w różnych aspektach bezśmieciowej codzienności są moim totalnym faworytem! Ale książka, oczywiście, składa się nie tylko z nich. To przewodnik po zero waste w Polsce. Podręcznik dla tych, którzy rozpoczynają swoją przygodę z ograniczaniem odpadów. I przydatna lektura nawet dla bardziej zaawansowanych bezśmieciowców.

 

życie zero waste książka

 

„Życie zero waste” w paru zdaniach

 

Kasia podzieliła książkę na kilka rozdziałów, które pomogą opanować odpady w wielu aspektach codzienności i w każdym miejscu w domu. W kuchni – są tu zarówno zalecenia, jak uniknąć generowania śmieci podczas zakupów spożywczych, jak i porady co zrobić z resztkami jedzenia oraz wybrać najbardziej odpowiedni dla nas kompostownik. W łazience – jak dbać o siebie i malować się w duchu zero waste. W garderobie – na czym polega capsule wardrobe i co zrobić z niechcianą odzieżą. Podczas sprzątania w domu, w podróży, w pracy, a nawet na festiwalach. W każdym z tych rozdziałów i fragmentach Kasia dzieli się swoimi sposobami na bezśmieciowe życie, opisuje, co u niej się sprawdziło, a co nie bardzo (ale może się sprawdzić u czytelników). Jest też rozdział o wychowaniu dzieci w zgodzie z ideą zero waste, na pewno przydatny dla każdego obecnego i przyszłego rodzica.

„Życie zero waste” to solidna dawka wiedzy praktycznej, vademecum dla każdego, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z ograniczaniem odpadów, ale również dla tych, którzy bezodpadową ścieżką kroczą już od jakiegoś czasu. Oprócz przepisów na potrawy z resztek, domowej roboty kosmetyki i środki czystości, w książce są również warte zapamiętania adresy, tabelki (np. z przykładowym jadłospisem), listy (np. szkodliwych substancji w drogeryjnych kosmetykach). Fajnym pomysłem było również umieszczenie w książce wywiadów z osobami, które na co dzień praktykują zero waste. I nie piszę tego wcale dlatego, że wywiad ze mną także znalazł się w tej publikacji 🙂

 

Czy warto kupić książkę?

 

Kasia prowadzi blog Ograniczam się, ale to nie znaczy, że książka jest kompilacją tekstów blogowych. „Życie zero waste” w dużej mierze uporządkowuje wiedzę o bezśmieciowym stylu życia, poszerza to, co jest opublikowane na blogu i podaje dużo więcej rozwiązań niż publikacje na stronie. To jedna z tych książek, które warto mieć na półce i co jakiś czas do niej wracać – zaznaczać wybrane miejsca zakładkami, robić notatki na marginesach, podkreślać ważne fragmenty. Albo po przeczytaniu przekazać dalej, by szerzyć ideę zero waste.

 

życie zero waste wągrowska

 

Ja swój egzemplarz tez chcę przekazać dalej. Przeczytałam książkę, „wzięłam” od niej wszystko co mi niezbędne i chcę, by skłoniła ona kolejnego czytelnika do zmiany codziennych nawyków. Mogę ją oddać jednej osobie – wraz z zakładką. Upcyklingową zakładkę wykonałam ja, a dedykację na niej umieściła Kasia – specjalnie dla Was! Wyślę ten komplet do osoby, która w komentarzu pod tym tekstem napisze, dlaczego zainteresowała się zero waste, jakie plusy (a może minusy?) przyniosło odśmiecanie swojego otoczenia. Ze wszystkich odpowiedzi wybiorę jedną, a nazwisko zwycięzcy ogłoszę w przyszłym tygodniu na facebooku Na nowo śmieci. 🙂

 

 

 

  • Patrycja Bruch

    Dzięki powolnemu odśmiecaniu czuję się coraz bardziej wolna – wielu rzeczy nie muszę już kupować, do wielu sklepów nie ma po co wchodzić. W domu mam więcej miejsca na ćwiczenia, w plecaku więcej miejsca na słoiki :p I nie muszę tak często chodzić na spacery z psem ze śmierdzącą foliową torbą pełną śmieci.

    • Super, miło się czyta takie relacje 🙂 W podziękowaniu za to, że podzieliłaś się swoją historią, chciałabym Ci przekazać upcyklingową zakładkę do książki – jest z dedykacją od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Wyślij mi, proszę, mailową swój adres do korespondencji. No chyba że jesteś z Warszawy i możemy się umówić na odbiór osobisty 🙂

  • Magdalena Włodarczyk

    Odśmiecanie to wcale nie jest taka prosta sprawa. Osobiście mam swoje poglądy w temacie – zapewne nie wszystkie będą książkowe- z chęcią je zweryfikuję, przemyślę, może czymś się zainspiruję. Minimalizm dal początek wielu kolejnym nurtom, które pomału kiełkują, aby z czasem zyskac na popularności i sile – wszyscy dobrze wiemy, ile odpadów produkujemy i że prędzej czy później nie będzie można od tego tematu uciec ( w skali globalnej ktoś będzie musiał się tym w końcu zająć). Zawsze byłam proekologiczna, wiec z chęcią zapoznam się z treścią książki:) A jeśli zostanę wybrana do przeczytania, po napisaniu recenzji przekażę ją dalej – po co ma zalegać mi na półce, skoro może posłużyć kolejnej osobie:)

    • Chciałabym Ci przekazać zakładkę z dedykacją od Kasi, autorki „Życia zero waste” 🙂 Zakładka upcyklingowa, wykonana przeze mnie. Wyślij mi, proszę, na maila wiadomość ze swoim adresem do korespondencji. Chyba że jesteś z Warszawy i możemy się umówić na odbiór osobisty. 🙂

  • Gosia Janecka

    Moja przygoda z zero waste zaczęła się podczas podróży po Azji Południowo-Wschodniej (chociaż wtedy jeszcze nie słyszałam o ruchu zero waste). Kraje w tym regionie świata są przepiękne, ale wręcz niedowierzałam jak bardzo są zaśmiecone. Przeszkadzało mi to do tego stopnia, że postanowiłam coś z tym zrobić – na jednej z przepięknych tajskich wysp znalazłam grupę „trash heros”, która organizuje co tygodniowe spotkania, gdzie w ramach wolontariatu odwiedzane są wyspy w okolicy i sprzątane są śmieci, które na ląd wyrzuca ocean. Bezinteresowna pomoc i dbałość o środowisko do mnie przemówiła, z „trash heros” spędziłam jeden dzień, zebraliśmy ok. 50 ogromnych worków śmieci. Poczułam, że chcę coś zmienić. A wiadomo – jeśli chce się zmienić świat, najlepiej zacząć od siebie. Tak trafiłam na blogi i grupy na facebook’u o minimaliźmie, ograniczaniu się i o zero waste. Małymi krokami wprowadzam wiedzę teoretyczną w życie – na zakupy chodzę ze swoimi torbami, piję kranówkę, znalazłam kompostownik w ogrodzie społecznościowym niedaleko mieszkania i tam wyrzucam resztki jedzenia. Odżywiam się zdrowiej i bardziej świadomie. Ograniczyłam kupowanie nowych ubrań, wręcz zrobiłam czystki w szafie i oddałam sporo ubrań tym, którzy ich potrzebują. Ja ich miałam za dużo. Powoli pozbywam się innych przedmiotów z domu. Nie wyrzucam – oddaję. Książki, które już przeczytałam, trafiły do szpitala dla pacjentów. Wiem, że jeszcze wiele przede mną, ale czuję, że jestem na dobrej drodze do zmiany.

    • Wow, niesamowita historia z Trash Hero, jestem pod wielkim wrażeniem! Ciesze się też, że udało Ci się zmniejszyć „produkcję” śmieci. W podziękowaniu za podzielenie się swoją historią, chciałabym przekazać Ci upcyklingową zakładkę – ma ona dedykację od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Wyślij mi, proszę, mailowo swój adres do korespondencji (chyba że jesteś z Warszawy i możemy się umówić na odbiór osobisty) 🙂

  • Agata Słaboszewska

    z biegiem lat świadomość rośnie. siebie, świata otaczającego. do tego dzieci i myślenie o ich przyszłości, świecie w jakim im przyjdzie żyć i co mogę zrobić, żeby był to dobry świat. ponieważ idea jest coraz bardziej nagłaśniana, coraz częściej napotykałam w mediach informacje na jej temat. i tak krok po kroku przesiąkałam. trafiłam na Roba Greenfielda, który z kolei jakoś trafił do mnie, a na ostateczną dobitkę obejrzałam film chłopaków w kajakach z butelek pet płynących rzeką citaru – to było moje otrzeźwienie. i tak powoli uczę się odmawiać pakowania wszystkiego w foliówki (a początki nie są łatwe, głównie ze względu na szybkość z jaką trzeba reagować 🙂 odruch sprzedających nie raz nie dwa wprawił mnie w osłupienie, sekunda i mini opakowanie witaminy w aptece ląduje w torbie foliowej), myśleć o zakupach nie tylko w kontekście co ale i w co jest toto opakowane, segregować odpady bio (pojawił się u nas ostatnio kontener :)), a także nie kupować czegokolwiek odruchowo. podsumowując walczę, bo dotarło do mnie, że trzeba. a coraz większy porządek w mieszkaniu jest efektem ubocznym, który dodatkowo mnie motywuje i cieszy. pozdrawiam, Agata

    • O tak, w reakcji na foliówkę bardzo często potrzebna jest prędkość. Bo jak człowiek się zagapi, to dostanie zakupy zapakowane do reklamówki 🙂 Ale cieszę się, że Ci się udaje 🙂 W podziękowaniu za podzielenie się swoją historią chciałabym przekazać Ci upcyklingową zakładkę – dedykacja na niej pochodzi od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Wyślij mi proszę wiadomość mailową z adresem do korespondencji. Chyba że jesteś z Warszawy i możemy się umówić na odbiór osobisty 🙂

  • Julia

    Idea zero waste towarzyszy mi od dawna i kieruję się nią z wielu powodów. Działanie na rzecz dobra środowiska daje mi bardzo dużo satysfakcji, a droga pod prąd komsumpcjonizmu jest całkiem ekscytująca. Okazuje się także, że minimalizm, kupowanie i posiadanie mniejszej ilości rzeczy uwalnia mój umysł od szeregu odtwórczych czynności. Mało kto lubi wynosić śmierdzący worek ze śmieciami i wydawać co chwilę krocie na rzeczy, które z powodzeniem da się zastąpić wielorazowymi alternatywami. Regularne kupowanie podpasek, wody mineralnej, nowych ubrań to niemałe obciążenie budżetu, ale też czasowe. Inna sprawa, że muszę teraz więcej planować, bo bez tego trudno jest zrobić zakupy do własnych opakowań czy nie marnować jedzenia, ale z czasem coraz lepiej wchodzi mi to w krew i staje się niemalże odruchem bezwarunkowym. Jest to dla mnie wyzwanie z kategorii przyjemnych. Dostrzegam niestety minusy, nie ma tak dobrze. Nie umiem już przestawić się z myślenia w ten sposób. Przekonywanie bliskich do odśmiecania nie należy do najprzyjemniejszych i najłatwiejszych czynności, ale za to kiedy ktoś zdecyduje się na jakiś mały krok, mam dużo radości. Niemniej coraz częściej czerpię mniejszą przyjemność z prezentów, jakie dostaję od bliskich czy znajomych. Nie cieszy nowe ubranie podarowane przez mamę, nie cieszy zbędny gadżet z zagranicy… Obserwowanie otoczenia (zaśmieconego, ludzi wychodzących ze sklepu z foliówkami, rzeczy w dobrym stanie na śmietniku) za każdym razem wywołuje we mnie irytację i bezradność, a przez myśl przechodzi „no i na co ja się staram, skoro inni…”. Otuchy dodaje powiększająca się społeczność grupy fejsbukowej Zero Waste i pojawianie sklepów z żywnością na wagę oraz etyczna moda. Książkę chętnie przygarnę, mając nadzieję na wyłuskanie nowych pomysłów na bezśmieciowe życie 🙂

    • „Nie cieszy nowe ubranie podarowane przez mamę, nie cieszy zbędny gadżet z zagranicy…” Witaj w klubie, mam dokładnie tak samo 🙂 Nie cieszy tym bardziej, jak pomyślę, ile syfu musiało powstać przy produkcji tego przedmiotu :/ Ale cieszę się też, że jest coraz więcej osób, które myślą podobnie 🙂 Dzięki, Jula, za podzielenie się swoją historią. chciałabym przekazać Ci zakładkę upcyklingową – jest wykonana przeze mnie, a dedykacja pochodzi od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Wyślij mi, proszę, mailową swój adres do korespondencji. Chyba, że jesteś z Warszawy i możemy się umówić na odbiór osobisty 🙂

  • Odpowiadając na Twoje pytanie: Zupełnym przypadkiem.
    Scrollując facebooka, trafiłam na komunikat Kasi (na jakiejś grupie chyba, nie pamiętam) – „napisz, w jaki sposób Ty się ograniczasz” (lub coś w tym guście). Napisałam, a ona opublikowała na swoim blogu mój list do niej.

    Byłam wtedy na etapie poznawania i fascynacji minimalizmem – zainspirowana szwedzką blogerką i vlogerką Jenny Mustard oraz jedna z moich klientek wielbiącą „smakowania życia w pełni”. Zero Waste – choć napisałam u Kasi, że nie podoba mi się używanie angielskich nazw w polskiej przestrzeni internetowej ;-p – idealnie wpisywało się w to, czego szukałam. Było naturalnym etapem postępującego od jakiegoś czasu procesu polepszania jakości życia i walki z bylejakością, którą zaczęłam od zmiany stylu ubraniowego i poprawieniu sposobu żywienia, następnie przeszłam przez porady z dziedziny savoir vivre aż zaczęłam odcinać tzw. „tłuszcz od mięsa” wraz z książką „Magia sprzątania” czyli redukować zbędne rzeczy, by uporządkować przestrzeń.

    Po publikacji mojego maila u Kasi zaczęłam przeglądać artykuły Kasi, później trafiłam jakoś do Ciebie. Dzięki Zero Waste redukuję rzeczy jeszcze zanim fizycznie pojawią się w domu i będą musiały zostać wyrzucone. Genialne! Tak docieramy do dnia dzisiejszego…

    • Wielkie dzięki, Aniu, za ten komentarz! 🙂 W nagrodę za to, że podzieliłaś się swoją historią, chciałabym Ci przekazać upcyklingową zakładkę. Jest wykonana przeze mnie, a umieszczona na niej dedykacja pochodzi od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Wyślij mi, proszę, na maila swój adres do korespondencji 🙂

  • croaltic

    Dla mnie zero waste to bardzo świeża przygoda. Nie za bardzo jeszcze wiem, co z czym się „je”. Zainteresowanie wyniknęło głównie z wewnętrznej potrzeby minimalizmu, przemęczenia konsumpcją, ogólnym zasyfieniem wszystkiego. Myślę, że powoli dorastam do prostego życia, bez konieczności posiłkowania się zbędnymi przedmiotami, które obiecują poczucie szczęścia, a tak naprawdę powoli, acz konsekwentnie, zaczynają nam przysłaniać, czym życie tak naprawdę jest, czym powinno być. Najważniejsze rzeczy w życiu podobno są za darmo. Ja myślę, że do tego są bezodpadowe. Po tej wewnętrznej potrzebie potem pojawił się też inny impuls: życie zero waste jest też fajne, ponieważ mogę pomóc środowisku, mogę nie truć innych organizmów swoimi toksycznymi odpadami. Jak piszę: to początek mojej drogi i mam nadzieję, że na początku się nie skończy. Na pewno książka by mi pomogła w wytrwałości (od jakiegoś czasu przed komputerem jestem jedynie „w locie” – w przerwie w pracy i uważam to również za dobrą praktykę „zero waste”. Ograniczam przecież zużycie prądu, c’nie? 🙂

    • Hej! Bardzo Ci dziękuję za odpowiedź 🙂 Super, że zaczynasz swoją przygodę z zero waste. Chciałabym Ci życzyć wytrwałości i – aby zmobilizować do zmian – przekazać na Twoje ręce książkę Kasi 🙂 Znajdziesz w niej sporo rozwiązań, które na pewno okażą się pomocne. Wyślij mi, proszę, swój adres na maila (nanowosmieci(at)gmail.com), chyba że jesteś z Warszawy – w takim wypadku możemy się umówić na odbiór osobisty 🙂

      • croaltic

        <3

  • Kasia

    Moja przygoda zaczęła się sama nie wiem kiedy – chyba od tego, że – chociaż nie wiadomo, jak bardzo bym tego nie chciała – często się przeprowadzam i siłą rzeczy dążę do tego, by mieć jak najmniej rzeczy i przeprowadzić całą operację możliwie sprawnie. Zaczęło się więc od ubrań, ale nie było to szczególnie bolesne doświadczenie – po prostu kiedyś zorientowałam się, że idealnie jest wtedy, kiedy otwieram szafę i widzę, co się w niej znajduje; a przy okazji – kiedy kupowałam sobie nową rzecz od razu czułam potrzebę pozbycia się jakieś starej. To był stopniowy proces, ale już raczej zakończony 🙂 Ma oczywiście swoje plusy, ale ma też minusy – kiedy już naprawdę muszę zrobić zakupy, nic mi nie pasuje – wszystko wydaje mi się marnej jakości, zupełnie niewspółmiernej do ceny. A nie doszłam jeszcze do takiego etapu życia, żeby było mnie stać na szycie albo kupowanie w drogich butikach; nie doszłam też do etapu, w którym sama zaczęłabym szyć – moje manualne zdolności są mocno ograniczone i nie zaryzykuję kupowania maszyny, żeby sprawdzić, czy sobie z nią poradzę.

    Z tej samej przeprowadzkowej przyczyny staram się mieć jak najmniej naczyń, butów, książek – chociaż z książkami jest tak, że po prostu czuję wyrzuty sumienia, że mam je, ale nie czytam.

    Cały czas jednak nie słyszałam o ruchu zero waste, chociaż z domu wyniosłam różne sposoby na oszczędzanie (co ciekawe, o wielu nawet nie zdawałam sobie sprawy, że to jakieś supersprytne – uświadomił mi to dopiero mój chłopak, zadziwiony i zachwycony, że do śmieci można używać torebek ze sklepu, czajnik odkamienić octem, a z ugotowanych w bulionie warzyw zrobić sałatkę jarzynową), do wielu doszłam sama – od dawna na zakupy chodziłam z własną torbą, jarzyny – o ile to możliwe – ważyłam bez jednorazówek, a wodę piłam z kranu – bo zwyczajnie często szkoda mi było pieniędzy na butelkowaną wodę. Nie znoszę też wynosić śmieci – to jedna z przyczyn, dlaczego staram się mieć ich jak najmniej 😀

    O ruchu ZW usłyszałam kilka miesięcy temu, dołączyłam do facebookowej grupy i wtedy utwierdziłam się w przekonaniu, że warto nosić swoje woreczki na warzywa i owoce (ciągle ze sobą walczę – w supermarketach nie mam problemu, ale na targu jest mi okropnie głupio tłumaczyć straganiarce, że mam swoje opakowanie; zwłaszcza, że zawsze jest dużo ludzi, one są rozkojarzone i czuję się jak okropny intruz). No ale staram się ze sobą walczyć i myślę sobie, że skoro do tak wielu rzeczy doszłam sama, to i do tego dojdę.

    • O tak, przeprowadzka to doskonały sposób, by przejrzeć swoje rzeczy i zastanowić się, czy naprawdę wszystkie są potrzebne. A potem zacząć mieszkać od nowa z minimalnym bagażem przedmiotów 😀 Dzięki Ci, Kasiu, za podzielenie się swoją historią. W nagrodę chciałabym Ci przekazać upcyklingową zakładkę do książki. Wykonałam zakładkę ja, a umieszczona na niej dedykacja pochodzi od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Prześlij mi proszę mailowo swój adres do korespondencji. Chyba że jesteś z Warszawy i możemy się umówić na odbiór osobisty 🙂

  • U mnie zero waste zaczęło się od minimalizmu, fascynacja minimalizmem była odpowiedzią na depresję, a ona wzięła się chyba z nadmiaru. Myśli, bodźców, negatywności, przedmiotów i zaśmieconym nimi otoczeniem.

    + dzięki zero waste znalazłam spokój ducha
    + bardziej dbam o zdrowie bliskich osób, zwierząt i swoje
    + odnalazłam nową pasję z życiu!
    + walczę o zdrowszy świat dla moich i Waszych dzieci

    – nie jest łatwo, zwłaszcza na początku
    – nie zawsze spotyka się to ze zrozumieniem
    – wymagana jest bardzo silna wola i wytrzymałość.

    Ale co jest najważniejsze? Że wypisane minusy to nie są nie do przezwyciężenia! Traktuje je raczej jako wyzwania, a nie problemy!

    Magda Zdybicka – minimal m.

  • Badhbh Catha

    Dlaczego zainteresowałam się zero waste? Szczerze mówiąc ja nawet nie wiedziałam, że się to tak nazywa i że to w ogóle jakaś „ideologia”. Ja prosta dziewczyna z prowincji jestem. Wszelkie sklepy były daleko od gospodarstwa moich rodziców, a tym co się ciężką pracą wyprodukowało należało rozsądnie gospodarować, a śmiecić trzeba było tylko do wora, a organiczne na „pryzmę” (no bo „zły to ptak, co własne gniazdo kala”).

    No i tak mi się odruchowo porobiło, że skórki i ogryzki jabłek są na ocet (mnóstwo innych roślin też jest na ocet, ba, te co je można ze stanu dzikiego pozyskać również). Skorupki jajek (wiejskie, od Rodziców znaczy) kruszę i podaje jako źródło wapnia moim zwierzakom. Jedzenia się nie wyrzuca, jedzenie się przerabia (można sfermentować, ugotować, zamrozić, domowe kosmetyki to też świetna sprawa, albowiem „nie wyrzuca się pieniędzy w błoto”).

    Staram się wybierać opakowania wielorazowe – słoiki i butelki służą mi zarówno do pakowania w nich kiszonek oraz octów, jak i „dizajnerskie” lunchboxy.

    Ciuchy (jeśli ich komuś nie oddam) kończą żywot jako szmaty podłogowe. Ciuchy też chętnie przyjmuję.

    Okna w czasie mycia wycieram do sucha gazetkami reklamowymi (chociaż preferuję porównywanie ofert sklepów w internecie).

    W ogóle najlepiej to mi się sprząta przy pomocy octu, sody oczyszczonej i cytryny.

    A do prania zamiast płynu do płukania to wlewam mocno sfermentowany „kefir wodny”.

    Podłoża kokosowego po zwierzakach nie wywalam, bo potem mieszam z ziemią i uprawiam w nich zioła i warzywa na parapecie i półkach. No i czasem prowadzi to do różnych odkryć – mój życiowy partner nienawidzi rzodkiewki, niemniej pesto z liści rzodkiewki bardzo mu smakowało, dzięki mnie już wie, że tylko rzodkiewkowy korzeń mu nie w smak. 😀

    No i ponoć ten „zero waste” to jest jakaś moda, a ja po prostu myślałam, że ja zwyczajnie po chłopsku skąpa jestem. 😉

    Jakie są plusy: ekonomicznie (wydatki na „życie” są niezbyt wysokie), ekologiczne (produkujemy mniej śmieci), emocjonalne (mnie to bycie „zero waste” sprawia po prostu frajdę) i związane z rozwojem osobistym („zero waste” skłania do podejmowania kolejnych życiowych wyzwań – planuję nauczyć się szyć na maszynie i majsterkować – zwłaszcza stolarki i w ogóle renowacji mebli). A jakie są minusy? Mój życiowy partner bardzo mnie wspiera („Miałem ochotę na sok, popatrz jaki dobry kształt butelki, przyda
    nam się.”), ale domyślam się, że na tle „zero waste” mogą być konflikty w rodzinie. Jeszcze nie mamy dzieci, gdy się pojawią może być trudniej – dzieci chętnie ze sobą rywalizują na „stan posiadania” tj. ubrania, zabawki i mogą być niechętne „reżimowi zero waste”.
    Niektórzy znajomi już dziś postrzegają mnie jako ekscentryczkę (mój niemąż to oczywiście „ofiara” tych moich zapędów racjonalizatorskich). Ale jako że trzeba „flirtować” znajomych to flirt wyznawania podobnych wartości w tym wartości „proekologicznych” uważam za odpowiedni (więc w sumie nie wiem czy to minus;)).

  • Ewa Wesołowska

    O ruchu zerwo waste dowiedziałam się w marcu, czyli w idealnym momencie na tzw. wiosenne porządki. Porządki w otoczeniu i głowie. Na którymś blogu trafiłam na rozmowę z Anią z zeroheroes.pl. Wciągnął mnie jej profil na instagramie i właściwie można powiedzieć, że to dzięki niej staram się być zero waste. Uświadomiłam sobie, jak wiele można zmienić robiąc tak niewiele! Prosty przykład: od kiedy mam psa mierziło mnie, że każdego gryzaka w sklepie zoologicznym pakują do osobnej foliówki. Teraz, po zaprzyjaźnieniu się z zero waste i pierwszej odmienionej wizycie w sklepie po ciastka dla mojego czworonoga okazało się, że własne woreczki są tam mile widziane 🙂 Tak samo w piekarni: już dawno nie wróciłam stamtąd z jakąkolwiek foliówką. Wystarczy uśmiech i miłe słowo, a świat staje się bardziej otwarty na nowe idee. Wiem, że nigdy moje odpady nie zmieszczą się w słoiku jak u Bei, ale staram się. ZW nie jest celem tylko drogą. Drogą, dzięki której poznałam wielu miłych ludzi i stałam się bardziej otwarta. I mimo, że jest to droga, na której potknęłam się już nie raz, to widoki jakie malują się na jej horyzoncie są warte tych wszystkich upadków.

    • Dzięki, Ewo, za ten komentarz 🙂 Bardzo się cieszę, że udaje Ci się ograniczać odpady i nie zrażać się komentarzami innych. W podziękowaniu za to, że podzieliłaś się swoją historią, chciałabym Ci przekazać upcyklingową zakładkę z dedykacją od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Wyślij mi, proszę, na maila swój adres do korespondencji (chyba że jesteś z Warszawy, to możemy się umówić na odbiór osobisty) 🙂

      • Ewa Wesołowska

        O, dziękuję. Nie jestem z Warszawy, nie produkujmy śmieci, uniknijmy transportu. Zakładam, że wysyłka odbyłaby się jak najbardziej zw, ale proszę przekaż komuś innemu „moją” zakładkę na najbliższych warsztatach. Niech ktoś inny się ucieszy 🙂

        • <3 Lowju! To jak będziesz kiedyś w Warszawie, zapraszam na zw herbatę 😉

  • Hej Aga, dzięki za podzielenie się swoją historią. Trzymam kciuki, by i w przyszłości udawało Ci się realizować zero waste’owe postanowienia 🙂 W podziękowaniu chciałabym Ci przekazać upcyklingową zakładkę do książki – jest z dedykacją od Kasi, autorki „Życia zero waste”. Wyślij mi proszę mailowo swój adres do korespondencji (możemy też umówić się na odbiór osobisty, jeśli jesteś z Warszawy). 🙂