fbpx
upcykling żywności

Leki, suplementy i naturalny środek na ból gardła

naturalny lek na ból gardła

W sezonie jesienno-zimowym o przeziębienie nie jest trudno. Zanim jednak sięgniesz po “wzmacniajace organizm” suplementy diety, dowiedz się, czym one są… a potem zastosuj naturalne środki lecznicze, które znajdziesz w swoim domu. 

 

Włączasz radio do porannej kawy i co słyszysz? Co druga reklama promuje suplementy diety. Na brak apetytu i na zbędne kilogramy, na potencję i prostatę, bolesne miesiączki i hemoroidy, na chore serce i “ciężką” wątrobę, na rozwolnienie i zaparcia. Tak w kółko przez całą dobę. Jesienią i zimą dochodzą do tego specyfiki sezonowe: witaminy od A do Z na wzmocnienie, syropy na przeziębienie, pastylki na katar, tabletki na ból gardła. Na wszystko co boli albo ewentualnie może zaboleć. Ale czy rzeczywiście reklamowane środki są skuteczne?

 

Czego dowodzą badania

 

Amerykański lekarz, szef oddziału chorób zakaźnych w filadelfijskim Szpitalu Dziecięcym i autor głośnych publikacji na temat obowiązkowych szczepień, dr Paul A. Offit postanowił przyjrzeć się rodzimemu rynkowi suplementów diety. Okazało się, że z ponad 50 tysięcy sprzedawanych specyfików zaledwie kilka miało potwierdzony naukowo pozytywny wpływ na zdrowie czlowieka. Wśród nich: kwasy tłuszczowe omega-3 (niwelujące ryzyko zawałów serca), kwas foliowy przyjmowany w ciąży (zmniejsza ryzyko defektów rdzenia kręgowego u noworodków) oraz wapno i witamina D stosowane przez starsze kobiety (przeciwko osteoporozie).

Słowa amerykańskiego doktora potwierdzają też polscy specjaliści. Prof. Paweł Januszewicz, dyrektor ds. naukowych Narodowego Instytutu Leków, w rozmowie z Natemat.pl mówi, że badania dotyczące dostępnych w aptece suplementów diety i dowodzące ich skuteczności w większości wypadków albo są niekompletne, albo są oparte na błędnej metodologii, albo są sprzeczne z wcześniejszymi analizami.

Przypomina mi to słynną “reklamę leku”:

 

 

Nie lek, a produkt spożywczy

 

Bo czym są tak naprawdę suplementy diety? Słuchając reklam, można odnieść wrażenie, że środki te mają dzialanie wspomagajace, w domyśle – lecznicze. Z lekami suplementy jednak nie mają za wiele wspólnego.

W październiku tego roku 12 instytucji państwowych (m.in. Główny Inspektorat Farmaceutyczny, Sanepid, Ministerstwo Zdrowia, Instytut Żywności i Żywienia, UOKiK, Narodowy Instytut Leków) opracowało i wydało poradnik konsumentów na temat wlaściwości suplementów diety. Autorzy piszą w nim, że środki te nie leczą ani nie zapobiegają chorobom, bo według prawa są środkami spożywczymi, czyli żywnością. A skoro tak, ich producenci (w przeciwieństwie do producentów leków) nie muszą przedstawiać inspekcji farmaceutycznej dokumentów potwierdzających jakość, skuteczność i bezpieczeństwo suplementu diety.

 

Wytwarzanie produktów leczniczych jest stale nadzorowane przez inspekcję farmaceutyczną, a ich wytwórcy są poddawani regularnym kontrolom i muszą spełniać szereg rygorystycznych wymogów w celu zapewnienia bezpieczeństwa stosowania leków. W przypadku suplementów diety konieczne jest jedynie poinformowanie Głównego Inspektora Sanitarnego o wprowadzeniu lub zamiarze wprowadzenia danego suplementu do obrotu, przedkładając wzór etykiety. W powiadomieniu tym należy podać m.in. dokładny skład produktu, tj. jakie składniki, w jakiej formie i w jakiej ilości w nim występują. Nie jest natomiast wymagana dokumentacja potwierdzająca jakość oraz deklarowane efekty działania.

 

I nikt tego nie pilnuje?

 

Co roku 3 mld zł Polacy wydają na suplementy diety. A tych jest na naszym rynku ponad 10 tysięcy i cyfra ta wciąż rośnie. Sprzedawane w aptece specyfiki kontrolują organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Jednak w trakcie niezapowiedzianych kontroli inspektorzy sprawdzają warunki przechowywania i sprzedaży suplementów, a nie ich jakość. Nie ma też aż tylu ludzi w organach, żeby mogli sprawdzić wszystkie sprzedawane produkty. W związku z czym, jak piszą autorzy poradnika dla konsumentów:

 

Za jakość oraz bezpieczeństwo stosowania konkretnego produktu odpowiada przede wszystkim jego producent lub importer.

 

No i konsument, który ten produkt zażyje. I ile jednak w aptekach można mieć pewność co do legalności sprzedawanych środków (wykaz zgłoszonych suplementów i ich status można sprawdzić na stronie GIS), o tyle zakup byle środka przez internet to jak gra w rosyjską ruletkę.

Po wejściu Polski do Unii stało się możliwe dostarczanie drogą wysyłkową farmaceutyków dostępnych bez recepty. Nie wszystkie dostępne w sieci środki są legalne, a wiele z nich zawiera niebezpieczne substancje. Tak oto w 2013 r. Służba Celna w Szczecinie zatrzymała 20 tysięcy paczek z nielegalnymi farmaceutykami: głównie produkty na potencję, menopauzę i odchudzanie. Po zbadaniu próbek okazało się, że tabletki zawierały zakazaną w Europie sibutraminę (środek hamujący łaknienie), a także cukier-puder i cement.

Kto kontroluje pseudo leki sprzedawane w internecie? Główny Inspektorat Farmaceutyczny nadzoruje obrót legalnymi produktami leczniczymi. Sprzedaż nielegalnych kwalifikowana jest jako przestępstwo i zajmują się nią organy ścigania.

 

 

Zatruwają środowisko

 

Jest jednak coś co łączy wszystkie farmaceutyki: legalne, nielegalne, lecznicze czy nie. O tym się często nie mówi, ale to się dzieje – zatruwanie środowiska. Zaczęto na to zwracać uwagę dopiero dwie dekady temu. Przedtem się uważało, że leki są domeną lekarzy i koncernów farmaceutycznych, a środowisko – ekologów, chemików i biologów. Dopiero od lat 90. wykrywa się i bada obecne w środowisku leki.

Wydalane przez organizm albo wyrzucane jako odpady na śmietnik trafiają do ścieków, gleby, wód powierzchniowych, a w końcu i gruntowych. A tam oddziaływują na organizmy. Zbyt duże stężenie substancji o działaniu hormonalnym (zwłaszcza kobiece estrogeny) wpływa na ryby i płazy, i może doprowadzić do zaburzeń w populacji danego gatunku, na przykład, powodując że będą się wylegiwały głównie albo same samice. Z kolei trafiające do środowiska olbrzymie ilości antybiotyków sprawiają, że bakterie staja się lekoodporne.

Oddziaływują też – zataczając koło – na czlowieka. Kilka lat temu w Nowym Jorku trzeba było zamknąć większość plaż, bo wyrzucone na wysypisko szpitalne odpady pod wpływem wiatru i deszczu dostaly się do oceanu. A fale wyrzuciły te śmieci na brzeg. Tamte usunięto, ale nowych wciąż przybywa, nawet jeśli nie widać ich gołym okiem. Zalegają w ziemi, płyną razem z rzekami. Toksyczne, bo nietoksycznych leków ludzie nie nauczyli się jeszcze robić.

 

Naturalny środek na ból gardła

 

Weź to pod uwagę, kiedy następnym razem usłyszych reklamę promującą suplementy diety. Jeśli chcesz wzmocnić organizm w sezonie jesienno-zimowych przeziębień, postaw na odpowiednią dietę. A jeśli mimo wszystko dopadnie Cię przeziębienie, to najlepszym lekiem będzie cytryna, miód i czosnek 🙂 Polecam też naturalny środek na ból gardła, który zrobisz szybko z podręcznych produktów.

Naturalny własnoręcznie robiony produkt ma jeszcze tę zaletę, że doskonale wiesz, co wpakujesz do środka. A potrzebować będziesz niewiele: miodu, cytryny i imbiru w proszku. A z naczyń: rondla i foremki na lód.

 

 

Miód ma działanie bakteriobójcze, z mikroorganizmami radzi sobie lepiej niż antybiotyki. Łagodzi stany zapalne i przyspiesza gojenie się ran.

Cytryna wzmacnia odporność organizmu, łagodzi przebieg infekcji i podobnie jak miód, wykazuje silne właściwości bakteriobójcze.

Imbir ma działanie przeciwzapalne, pobudza wydzielanie śliny i śluzu, odkaża, rozgrzewa, działa jak aspiryna.

 

Weź: słoik miodu (250 ml), jedną dojrzałą cytrynę i pół opakowania imbiru w proszku (ja wsypałam całość, ale wtedy pastylki bardzo „gryzą” w język).

Wlej miód do rondla i wstaw na średni ogień.

Wyciśnij sok z cytryny i dolej do rondla z miodem, dobrze zamieszaj.

Wsyp do środka imbir.

Zmniejsz ogień i cały czas mieszaj, aż miód nie zmieni barwy na ciemniejszą w procesie karmelizacji.

Nie doprowadzaj do wrzenia. Wyłącz ogień, zanim miód zacznie kipieć.

Odczekaj chwilę i rozlej zawartość rondla do foremki na lód.

Postaw w chłodniejszym miejscu aż foremka się wystudzi, a następnie włóż ją do zamrażalnika.

 

W zamrażarce możesz trzymać foremkę przez całą zimę. Przy pierwszych objawach drapania w gardle wystarczy wycisnąć pastylkę z foremki.

 🙂