fbpx

mniej śmieci w kuchni

Wyświetlanie jednego wyniku

  • Reply nanowosmieci at

    Dzięki 🙂

  • Reply Gniewomir at

    Kilka miesięcy temu oglądaliśmy dokument o tej tragedii w Dhace (jeśli mnie pamięć nie myli do obejrzenia za free na VOD) i byliśmy przerażeni skalą strat, a przede wszystkim jak ‘koszulkowy biznes’ tam funkcjonuje. Szok!
    Książkę też muszę przeczytać, bo widzę, że autor zahacza o kilka istotnych kwestii, które w filmie albo nie zostały poruszone, albo wspomniano o nich tylko w kilku słowach.
    Dziękuję!

    • Reply nanowosmieci at

      Czy to nie był film “Zabójczo tanie ciuchy” (o ile nie przekręciłam tytułu)? Też oglądałam, miażdżący dokument!

      • Reply Gniewomir at

        Dokładnie nie pamiętam, ale wydaje mi się, że to był film “Ofiary przemysłu modowego”.

        • Reply nanowosmieci at

          Chyba muszę zebrać wszystkie te dokumenty do kupy i zrobić na ten temat wpis. Polecam też “Zabójczo tanie ciuchy”, to bardzo prawdziwy film.

  • Reply anna at

    nazwisko autora to Rabij, nie Pabij. Bede wdzieczna za korekte. Pozdrawiam.a.

    • Reply nanowosmieci at

      Jasne. “Chochlik” był niezamierzony 😉

  • Reply Agusiaczek at

    Super pomysł! Ja do tej pory kombinowałam z t-yarn czyli włóczką ze starych t-shirtów, ale sposób z rajstopami wydaje mi się szybszy, musze go wypróbować koniecznie 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki 🙂 Nylon jest faktycznie bardzo wdzięcznym zamiennikiem włóczki t-shirtowej. F

  • Reply EkoEksperymenty at

    Super pomysł!
    Ja tnę rajstopy na kółka i mam gumki do włosów!

    • Reply nanowosmieci at

      A to dobre! Bo ciągle gubię te gumki 🙂

  • Reply Blondynka at

    Zachwycił mnie twój post! Od lat gromadze stare rajtki bo nie potrafie ich wyrzucić… Teraz już wiem co będe robić wieczorkami!Tylko musze sobie jescze przypomnieć jak się robiło na drutach bo dawno nie robiłam.
    Pozdrawiam Blondynka

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję za miłe słowa, bardzo się cieszę, że wpis się przydał 🙂

  • Reply Blondynka at

    Niesamowite zdjęcia aż się nie mieści w głowie… Na jak długo tam zostaliście?

    • Reply nanowosmieci at

      Byliśmy przez kilka dni. I rzeczywiście, zanim tam dotarliśmy, nie sądziliśmy, ze to będzie aż taki – wołający o pomstę do nieba – widok.

  • Reply Blondynka at

    Jestem zafascynowana twoim blogiem i pomysłami!

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję ogromnie, Blondynko! 😉

  • Reply mamanaturalnie at

    Fajne 🙂 Szkoda tylko, że jestem też zwolennikiem minimalizmu w domu i staram się za dużo przedmiotów nie gromadzić 🙂 Ale słoików absolutnie nie wyrzucam 🙂 Letnią porą zapełniam je przetworami 🙂 Zbieram za to stare nakrętki na słoiki.. Nie mam pomysłu co z nimi zrobić jak na razie… Myślałam o czymś dla mojego synka. Tylko co? Może byś miała jakiś pomysł 😀

    • Reply nanowosmieci at

      Najlepsze, że też jestem minimalistką 🙂 Większość przetworzonych rzeczy daje znajomym i przyjaciołom. Wszyscy są zadowoleni: ja, bo produkuję mniej śmieci i oni, bo dostają bez okazji upominki 🙂 A w jakim wieku jest synek? Może podkładkę pod kubek albo np. kubek do soków warzywnych, gdzie “kubkiem” byłby jakiś ładny słoik, a przez dziurkę w nakrętce wkładałoby się do środka słomkę. Sam słoik i nakrętkę można byłoby jakoś ozdobić, żeby tym chętniej mu się piło 🙂

  • Reply mamanaturalnie at

    muszę pokazać to mojej mamie, ona jest mistrzynią szydełka i drutów 🙂 odnoście Twojego wpisu tak sobie pomyślałam, że jestem ciekawa jak Polacy by zareagowali gdyby musieli chodzić do restauracji ze swoimi sztućcami 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Myślę, że nie byliby zachwyceni, a większość odebrałaby to jak kiepski żart 🙂 No chyba że byłby w Polsce problem z dostępem do wody, wtedy ludzie by się przekonali, myślę.

  • Reply Kokodynia at

    Super pomysł 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂

  • Reply Kamila at

    Mam jedno pytanie: uszyjesz mi taki? Koc mam.

    • Reply nanowosmieci at

      Hahaha 😀 padłam 😀

  • Reply mamanaturalnie at

    motywujesz mnie do tego aby podszkolić się w szyciu 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Bardzo się cieszę – grunt to dobra motywacja 🙂 I na pewno jeszcze nie raz wrzucę pomysły na jakieś domowe szycie 🙂

  • Reply Kasia | Droga do minimalizmu at

    Genialne! Zawsze jak widzę takie świetne projekty żałuję, że nie umiem szyć. Muszę w końcu wybrać się na jakiś kurs. (Uwielbiam wykorzystywać “śmieci” do innych celów niż ich pierwotne, więc będę tu częściej zaglądać).

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję, Kasiu, bardzo mi miło 🙂 Zwłaszcza, że bardzo lubię czytać Twojego bloga 😉

  • Reply Lara at

    Rewelacja!!!! I wykrój i szycie

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki 🙂

  • Reply Anna at

    pod wrażeniem! I temat super, bardzo mi to bliskie i inspirujące, dziękuję!

    • Reply nanowosmieci at

      Bardzo się cieszę 🙂

  • Reply mamanaturalnie at

    Okropne rzeczy tutaj opisujesz.. Ludzie zaczynają dostrzegać problem śmieci gdy wysypisko powstaje za ich płotem. Chyba dopiero kolejne pokolenia zrozumieją, że śmieci to problem każdego z nas.

    • Reply nanowosmieci at

      Dokładnie. Nie potrafimy zarządzać śmieciami. Taki przykład z własnego podwórka. Mamy trzy kontenery: na odpady zmieszane, surowce wtórne i trzeci właściwie nie wiadomo na co, bo niby jest czarny (więc na odpady zmieszane), ale wisi na nim nalepka “surowce” (???). Z tego trzeciego nikt nie korzysta, chyba że w dwóch pozostałych nie ma już miejsca. Do tego drugiego mieszkańcy wrzucają kartony i butelki, ale… ostatnio firma wywożąca śmieci nakleiła na nią plakietkę “odpady zmieszane”. Zauważyłam to i zrobiłyśmy z dozorczynią raban. Nalepka zniknęła, ale teraz nie mamy pewności, czy aby na pewno segregowane przez sąsiadów surowce nie trafiają razem z odpadami zmieszanymi do jednej fury, a potem na wysypisko.

  • Reply MieszkaniecBielan at

    Problemem jest zła gospodarka odpadami w Warszawie. Śmieci trafiają tutaj z 10 dzielnic i okolicznych gmin (Łomianek, Izabelina, Babice, Leszna itd.) Brak jest selektywnej zbiórki – segregacji u źródła. Na Radiowie na Warszawskiech-Bielanach działają dwie jedna MPO od 1963 roku, druga firmy BYŚ przy ul Wólczyńskiej od 2006 roku. Bielany stały się parkiem śmieciowym. Problemem nie jest samo MPO, które ma w planach wyprowadzkę z Bielan na drugą stronę Warszawy. Większym problemem jest firma BYŚ, która się rozbudowuje, obecnie grodzi nowe tereny. Problem może rozwiązać miasto, wprowadzając dobrą edukacje i informacje – zainteresowanie ludzi tematem. Oczywiście należałoby też zwiększyć kontrolę na branżą odpadową. Po prosty miasto powinno zacząć rozwiązywać problem

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie. Tymczasem mam wrażenie, że branża odpadowa to takie państwo w państwie.

    • Reply Bart at

      Trzeba zabrać się za BYSia! Budują nam pod nosem nową kompostownię i nie mają zamiaru się stąd wyprowadzić. Urząd ma to gdzieś i nazywa kompostowanie w kontenerach (Byś tak robi) “najnowocześniejszą technologią”. Ręce opadają.

      • Reply zBielan at

        jak możemy mówić o proekologicznym podejściu do kwestii odpadów, kiedy takie zakłady jak “byś” nadal istnieją i jeszcze się rozrastają?

      • Reply lols at

        Ostatnio ich prawnik wysłał pismo do stow. Czyste Bielany, nie pasuje im, że piszą o nich prawdę. Dbają o swój wizerunek;)

  • Reply Kokodynia at

    Że Bielany są parkiem śmieciowym to się nie mogę zgodzić, bo mieszkam tu i wiem, że to nieprawda. To jest problem Radiowa i miejscowości koło Kampinosu, gdzie jest ten smród. Radiowo to kawałek Bielan, na przedmieściach, gwoli wyjaśnienia. Bielany to piękna, bardzo zielona dzielnica ze wspaniałym powietrzem.

    Myślę, że ten problem pokazuje jak daleko nam jeszcze do zachodnich standardów. Brakuje edukacji w szkołach. U mnie zsyp, gdzie wynosi się odpady selektywne jest ciągle brudny, dozorczyni go nie sprząta. Brzydzę się tam wejść i umiem już wrzucić celnie moje plastiki do kontenera, który jest zawsze zastawiony tym na zmieszane. Ludzie nie rozumieją o co chodzi i układają w tym pomieszczeniu jakieś jedzenia z napisem dla psów, buty, filiżanki ( sic!). Na pojemniku na świetlówki stoją adidasy i jabłka. Rozumiem, że tu mieszka dużo imigracji z mazowieckiej wsi, ale życie w mieście jednak zobowiązuje …

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie się zastanawiam jak to jest z tą edukacją. Bo po wprowadzeniu ustawy śmieciowej w Warszawie u nas przy kamienicy po prostu pojawiły się dodatkowe kontenery. I tyle. Pytałam sąsiadów, czy ktoś im wyjaśniał co do którego się wrzuca (bo może ja przegapiłam ogłoszenie czy coś), ale okazuje się, ze nie. W rezultacie większość nie wiedziała i wszystko wrzucała po staremu do jednego pojemnika. Ostatnio rozmawiałam ze znajomymi, którzy też dostali dodatkowe kontenery (bez informacji na nich co się wrzuca do środka), czy u nich na osiedlu ktoś robił jakieś przeszkolenia dla mieszkańców albo chociaż wywieszał informacje na klatkach. Okazuje się, że też nie. No to jak to tak?

      • Reply Kokodynia at

        U nas była edukacja typu artykuły w lokalnej prasie czy jakieś naklejki, ale do dużej liczby ludzi to nie trafia, nawet jeśli to czytają. Ja myślę o edukacji od przedszkola, w rodzinie ale to potrwa wieki, zanim coś drgnie… Ludzie się zniechęcają przez niektórych pseudo ekologów, którzy potrafią skompromitować skądinąd słuszne idee.

    • Reply lanta16 at

      No właśnie droga Kokodynio: Twoje Bielany niestety są parkiem śmieciowym, stworzonym nie przez jak piszesz “imigrantów z mazowieckiej wsi” ale przez urzędników jak najbardziej z miasta – pana Marszałka, panią Prezydent, pana Burmistrza. Bielany już teraz mają dwie kompostownie na Radiowie i Wólce Weglowej i nie jest istotne czy na przedmieściach czy w środku. To są Bielany. Jak się spojrzy na mapę to te peryferyjne Bielany zajmują połowe powierzchni dzielnicy. I tam rozwija się przemysł śmieciowy. Jest juz podobno 5 źródeł smrodu na Bielanach. Opinia o pięknych Bielanach już zbladła, bo smród rozchodzi się równo od dwóch lat (dochodzi nawet do Duracza) po Bielanach, Bemowie, Woli, Żoliborzu. I jak przyjdzie lato, a wszyscy zworzą śmieci z Warszawy i okolic, to jak otworzysz sobie okno w pieknej części dzielnicy to smród do Ciebie też doleci. I nie będzie to zsyp czy śmietnik. Będzie to smród prosto od strony Kampinosu – smród zgniłych smieci lub obrzydliwych chemikaliów pomieszanych ze śmieciami. I tu Kokodynio warto otworzyć szeroko oczy i zobaczyć co sie dzieje po drugiej stronie przysłowowego płotu, co urzędnicy wyrabiaja z Twoim pięknym miejscem. Juz od dawna potrzebna jest edukacja na temat segregacji śmieci oraz potrzebny jest plan zagospodarowania terenu na Bielanach, plan wyprowadzenia wszystkich 5 źródeł śmieciowych z Bielan. Nic nie widać i nic nie słychać aby powstawał jakiś plan oczyszczenia Bielan. Jeżeli Miasto nie usunie tych pięciu źródeł to za rok będzie 10 firm zwalających śmieci obok naszych okien.

      • Reply Kokodynia at

        Przede wszystkim chciałam zwrócić uwagę na to żeby rozmawiać w sposób uprzejmy, a ten komentarz do uprzejmych nie należy. Proszę nie zwracać się do mnie per “droga Kokodynio” bo nie znamy się żaden sposób, więc proszę bez swojskich poufałości.
        Wracając do meritum, Pan/Pani obraża nie tylko mnie ale w ogóle mieszkańców Bielan, pisząc że jesteśmy parkiem śmieciowym. Nawet jeśli Pan/ Pani tak żle nam życzy, to niestety nie doczeka się Pan/ Pani swego marzenia, aby do mojego okna dochodził smród. Na razie dochodzi do mnie jakaś dziwna zajadłość z tego komentarza. Tu mieszkają ludzie i proszę nas nie obrażać, pisząc że nasza dzielnica to śmieci. Dla osób spoza – podkreślam raz jeszcze, że to nieprawda. Bielany wcale nie śmierdzą, jest to jedno z najbardziej zielonych i pięknych miejsc w Warszawie. Od strony Kampinosu przylatują do mnie rzadkie gatunki ptaków i niestety, jest tu super powietrze! Może nam Pan/ Pani tak żle życzyć, to tylko wydaje świadectwo o Panu/ Pani jako o osobie.
        Nie jest dobrze walczyć takimi metodami! W ten sposób nic się nie zdziała, obrażając ludzi. W ten sposób tylko zniechęca się ludzi do działania. Po pierwsze, bez kłamstw, po drugie szacunek dla ludzi.

        P.S. Pisałam że imigranci ze wsi nie umieją korzystać ze zsypów, nie że robią park śmieciowy. To pojęcie “park śmieciowy” jest bardzo niegrzeczne – proszę się zastanowić, jak Pan/ Pani traktuje ludzi…

  • Reply Matia at

    Jestem ciekawa jak to wygląda na Tobie 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Już niebawem wrzucę zdjęcia 🙂 Zapraszam na instagrama [https://www.instagram.com/nanowosmieci/], bo tam się pewnie pojawią w pierwszej kolejności 🙂

  • Reply Karol at

    Teraz największym zagrożeniem jest wysypisko BYSia na Bielanach. MPO z Radiowa powoli ale zwija się a BYŚ właśnie powiększa swoje wysypisko, pochłania i grodzi nowe tereny na Bielanach i nie ma zamiaru się przenosić, z tego co wiem zaczyna tu zwozić śmieci nie tylko z Warszawy

  • Reply lanta16 at

    Może powinniśmy poinformować EEA o tym co się wyrabia pod oknami mieszkańcow?

  • Reply Max at

    Niestety – Bielany stały sie smietnikiem Warszawy. Nie rozumiem dlaczego wpis tutaj opowiada o Radiowie ? Radiowo było od zawsze i pewnie za chwile go nie bedzie. Prawdziwy problem to BYŚ własnie. Po cichu, niepostrzezenie zbudował gigantyczny zakład sortowania odpadów pod oknami mieszkańców. I dokłada do tego kompostownie która bedzie wielokrotnie wieksza od tej znanej z Radiowa. Droga Kokodynio – juz niebawem nie otworzysz okna, nie bedziesz zachwycac sie powietrzem na Bielanach i zwalac wine na “wiesniaków” Sam/a sobie podziekujesz, ze nie protestowałas/es przeciw rozbudowie Parku Smieciowego na Bielanach.
    BYŚ kupil ogromny teren na Bielanach (300 -500 metrów od domów mieszkańców) i aktualnie grodzi teren oraz przygotowuje pod powstanie ogromnego zakladu utylizacji. Ogladajac zezwolenia jakie ma ta firma widac ze moze wszystko – łącznie z przerobem padliny etc. Wyobrazasz to sobie ? I ten smród ?

    • Reply Mariusz P at

      @Max Kto dał bysiowi pozwolenie na rozbudowę? Miasto obiecywało nam spokój, a tymczasem pozwalają na postawienie nowej kompostowni pod naszymi oknami.

    • Reply Torque at

      BYŚ chce zwiększyć ilość przetwarzanych odpadów w kompostowni o ponad 350%. Jeśli nie zaczniemy reagować, to czeka nas przyszłość smrodzie.

  • Reply Mariusz P at

    Na Bielanach działają dwie kompostownie, jedna należy do mpo i w 3 lata ma przestać istnieć, druga jest własnością BYSia, który nie ma zamiaru zrezygnować z tej technologii przetwarzania odpadów, dodatkowo ogradza nowe tereny pod rozbudowę zakładu. Dlaczego nikt się nie zajmie tą firmą?

    • Reply Niki at

      Pewnie są ustawieni w Urzędzie, który mimo wpłynięcia setek sprzeciwów nic nie robi ze sprawą.

  • Reply EkoEksperymenty at

    Piękności!!!! Jak ja mogłam przeoczyć ten post…

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję! Mam nadzieję, że wpis się przyda 🙂

  • Reply Rocky at

    Prawda jest taka, że Warszawa nie może sobie pozwolić na zamknięcie zakładu na Radiowie, gdzie niby trafiałyby śmieci z całego miasta? Za 3 lata skończy się rozbudowa spalarni na Targówku, wtedy będzie można pomyśleć o przeprowadzce.

  • Reply hih at

    Nie ma to jak kupić tanio mieszkanie w przemysłowej dzielnicy i później narzekać na hałas/smród itd. Wcale mi was nie żal.

  • Reply hih at

    Z tego co wiem, to składowisko na Radiowie jest tam od ponad 50 lat, ludzie którzy się tam wprowadzali nie mięli o tym pojęcia?

    • Reply no_nie at

      Pewnie jeszcze brali kredyty we frankach na te domy 😉 W sumie to pretensje powinni mieć do dewelopera który wcisnął im mieszkania w takiej lokalizacji.

  • Reply K at

    Swietny post 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂 Mam nadzieję, że będzie przydatny!

  • Reply mamanaturalnie at

    Ładnie 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂

  • Reply Blondynka at

    Jak zwykle ciekawie! Dzięki twojemu postowi chcę zobaczyć Lublane, która nigdy nie była na moich europejskich mapach,gdzie chce pojechać.

    • Reply nanowosmieci at

      To bardzo się cieszę 🙂 A Lublana naprawdę jest mega! 🙂

  • Reply Renata at

    Krok 3 i 4 razem: schroniska dla zwierząt często potrzebują zużytych ręczników, kocy itp.

    • Reply nanowosmieci at

      O! Super pomysł! Akurat mam jeszcze do przejrzenia kosze z ręcznikami i pościelą 🙂

  • Reply Brunetka at

    Chyba też zasadzę cebulkę, uwielbiam posypać czymś zielonym kanapki. Sama hodowałam bazylię i nawet dobrze się trzymała, ale taki urok życia studenta, że kwiatki czasem muszą zostać same :C Bazylia nie przeżyła rozłąki, niestety. A tak pięknie pachniała
    Brunetka

    • Reply nanowosmieci at

      Szkoda roślinki :/ Ale sadziłaś bazylię z nasion czy sadzonki? Zastanawiałam się, czy te hipermarketowe bazylie w doniczkach dadzą radę przeżyć, jeśli je przesadzić w normalną ziemię.

  • Reply mamanaturalnie at

    ja zbieram ostatnio puszki z myślą, że wymyśle z nich coś do zabawy dla mojego synka 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Też dobry pomysł 🙂

  • Reply Blondynka at

    Muszę przeczytać książke. Jednak trochę się boje bo jestem typowym chomikiem i wyselekcjonowanie ciuchów w których nie będę chodzić jest strasznie ciężkie. Może jak przedstawisz co z nimi zrobiłaś będzie mi jakoś łatwiej.
    Pozdrawiam
    Blondynka

    • Reply nanowosmieci at

      Wiem o czym mówisz, bo sama ciągle pozbywam się “zachomikowanych” przed laty rzeczy :)) Co zrobiłam po posprzątaniu szafy możesz przeczytać tutaj 🙂 https://www.nanowosmieci.pl/zrobic-ze-starymi-ubraniami/

    • Reply Kinia at

      Ale autorka wie to o nas i dlatego sugeruje żeby nei myśleć “co mam wyrzucić”, a raczej “co najlepszego powinnam zostawić” aby być “najlepszą wersją siebie” 🙂

  • Reply mamanaturalnie at

    Ja już przestałam oglądać te filmy. Mój mąż je ogląda i tylko mnie informuje o rzeczach o których jeszcze nie wiem. Dobrze by było żyć z tego co samemu się uprawia i hoduje. Ale mało komu jest to dane. Tam gdzie mogę staram się wybierać to co zdrowsze i lepsze. Tam gdzie nie mogę wybierać biorę co dają, bo coś trzeba jeść. Staram się jednak być świadomym konsumentem, i staram się z tym dzielić z innymi.

  • Reply Blondynka at

    Zaskoczyły mnie pomysły na skorupkę po jajku. U nas w domu zbiera się skórki od ziemniaków i spala się je w kominie aby go oczyścić. Oczywiście mamy jeszcze swój kompostownik i potem nawozimy nim roślinki.
    Pozdrawiam
    Blondynka

    • Reply nanowosmieci at

      No tak! Obierki dla oczyszczenia kominka. Podobno to dobry sposób, chociaż osobiście go nie sprawdzałam. Jak już będę miała kominek, to na pewno sprawdzę! 🙂

  • Reply Blondynka at

    Ps. Strasznie podoba mi się twój szablon i te karteczki z kalendarza przy postach są piękne <3
    Mam pytanie czy możesz zdradzić na jakiej platformie masz bloga – wordpress, blogspot czy ręcznie robiona?
    Pozdrawiam
    Blondynka

    • Reply nanowosmieci at

      A dziękuję 🙂 Szablon to Virtue, a platforma wordpress 🙂

  • Reply Blondynka at

    Powiem ci szczerze, że tym postem jeszcze bardziej przekonałaś mnie do wyróżnienia twojego bloga na naszym shareweeku! Do głowy mnie nie przyszło wykorzystać puszki a przecież to tak pięknie wygląda! Dobrze, że ostatnio tata podrzucił mi milion puszek na mieszkanie. Teraz tylko jeść i sadzić.

    • Reply nanowosmieci at

      O matko, Blondynko, dziękuję!!! 🙂

  • Reply EkoEksperymenty at

    Inspirujące!

    Jajek nie jadam, ale mama skorupki dawała do kompostu, albo mieliła bardzo drobno i dodawała psom i kotom do jedzenia.

    • Reply nanowosmieci at

      Podobno to wzmacnia kości.

  • Reply Brunetka at

    Podoba mi się bardzo! Nie wiem czy odważę się spróbować, bo jak na razie wszystkie moje próby zaprzyjaźnienia się z maszyną kończyły się kiepsko, ale może akurat 😀
    Miłego dnia!
    Brunetka

    • Reply nanowosmieci at

      Spokoooojnie! 🙂 Jak to się mówi, nie od razu Rzym zbudowano 🙂 Moje pierwsze ściegi się plątały, były krzywe, czasem przyszywałam lewą stronę do prawej albo zszywałam rękawy w miejscu, gdzie powinien być otwór. :)) Ale spoko, praktyka czyni mistrza. Spróbuj, a nuż się wciągniesz!

  • Reply mamanaturalnie at

    Ale mnie kusi aby coś takiego sobie uszyć! Lubię szyć, ale jeszcze nigdy nie odważyłam się na uszycie sobie czegoś do noszenia 🙂 ale im więcej mam niechęci do kupowania ciuchów robionych w Azji, a te Polskie są drogie, tym większą mam ochotę aby spróbować 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Koniecznie spróbuj! Pamiętam, że pierwszy ciuch jaki dla siebie uszyłam – to była koszulka nocna na “zetpetach” w podstawówce. Jeszcze do niedawna trzymałam ją z sentymentu :))

  • Reply Blondynka at

    Jezus potrafisz człowieka zaszkować, teraz gdy zobacze koc na jakieś kanapie będę się zastanawiać czyładnie by na mnie wyglądał 😛
    A tak na poważnie to jestem wiecznym zmarźluchem i najchętniej chodziłabym pół życia w swoim pięknym białym kocyku, więc może jest to rozwiązanie 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Mega! Tylko koniecznie sprawdź skład koca. Najlepiej jakby był w całości z wełny – będzie ciepły i nie będzie się tak mechacił jak syntetyk 🙂 Tylko trzeba będzie prać ręcznie albo w programie dla delikatnego prania, żeby się nie skurczył :))

  • Reply Bartek at

    Znajomy ma dom. Jego sąsiad co tydzień pakuje wszystkie śmieci jakie ma, a następnie jedzie do Warszawy. Tam ma mieszkanie, które wynajmuje i tam zostawia w zsypie worki. Wniosek jest prosty, zrobimy wszystko, by ominąć cokolwiek się nam nakaże. Bo przecież rzadszy wywóz śmieci z domu jednorodzinnego to roczna oszczędność kilku złotych, a to, że wiezie się śmierdzące worki kilkanaście minut samochodem to żaden problem. Tu nie obowiązuje logika

    • Reply nanowosmieci at

      Czytam i oczom nie wierzę. Co to jest: głupota, niewiedza, brak nawyków?

  • Reply mamanaturalnie at

    Moja siostra wraz z sąsiadka zorganizowały “sprzątanie ziemi” w wiosce w której mieszkają. Wszystkie dzieci się zebrały i dużą ekipą napełnili śmieciami aż 8 dużych worków. Moja siostra zadzwoniła do miejscowej komunalki z pytaniem czy mogą po to przyjechać. Powiedzieli, że to nie ich sprawa, i kazali zadzwonić do firmy wywożącej śmieci. Firma, powiedziała, że powinna przed zorganizowaniem całej akcji wypełnić wniosek, a jak to nie jest zrobione to oni tych śmieci nie wezmą! Powiedziałam mojej siostrze, że mogła złośliwie się zapytać do którego rowu ma w takim razie te śmieci wywieźć? Skończyło się na tym, że przez godzinę segregowała te śmieci do kolorowych worków.. słysząc takie coś nie dziwię się, że powstają dzikie wysypiska śmieci.

    • Reply nanowosmieci at

      W głowie się nie mieści! W takich sytuacjach dobrze jest zwrócić się do prasy. Wiem z własnego doświadczenia, że wówczas ci wszyscy urzędnicy szybciej się ruszają i dużo sprawniej ogarniają swoje obowiązki.

  • Reply Brunetka at

    Można by to jeszcze jakoś wytłumaczyć, gdyby te opłaty za wywóz były jakieś bardzo wysokie, ale przecież to jest kilka złotych miesięcznie :O Więcej pewnie wyda się na paliwo zużyte na dowóz załadowanego śmieciami samochodu do lasu. Nie rozumiem, jak można tak zanieczyszczać teren i to bez żadnego logicznego powodu :O
    Brunetka

    • Reply nanowosmieci at

      Właśnie też mnie to zastanawia. Żeby znaleźć chociaż jeden logiczny powód, dlaczego. Nie aby go popierać, tylko po prostu postarać się zrozumieć, jakie są powody wyrzucania przez ludzi śmieci do lasu i jakoś temu zaradzić, zapobiec.

  • Reply Jovanka at

    Miejscowy leśnik wywozi z lasu tygodniowo tony odpadów przeróżnej proweniencji. Mam wrażenie,że paradoksalnie, po wprowadzeniu ustawy, śmieci w lasach czy przydrożnych rowach jest coraz więcej. Ja również mam wątpliwą przyjemność oglądać podobne widoki podczas biegania. Ostatnio postanowiłam choć trochę oczyścić teren na swojej biegowej trasie i przytachałam (ku zgrozie rodziny 😉 ) 3 wielkie wory śmieci,które później pieczołowicie segregowałam. Nie jest to może wielkie osiągnięcie, ale zawsze lepiej coś zrobić niż tylko narzekać, poza tym satysfakcja gwarantowana 😉

    • Reply nanowosmieci at

      Dokładnie, nawet statystyki wskazują na to, że po wejściu ustawy ilość śmieci w lasach się zwiększyła… I brawa za postawę obywatelską! 🙂

  • Reply mamanaturalnie at

    Bardzo ładne i bardzo proste 🙂 Lubię takie pomysły 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂 Polecam, naprawdę szybko i łatwo się robi, a zmiana jest kolosalna!

  • Reply EkoEksperymenty at

    Super pomysł!

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂

  • Reply mamanaturalnie at

    fajne 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki 🙂

  • Reply Aga at

    Bardzo ciekawy wpis.
    Rozumiem, że w zasadzie są to notki, a nie dogłębna analiza wszystkich aspektów recyclingu na świecie. Jednak recykling kojarzy się raczej z czymś co ma służyć ludziom i środowisku więc gdy przeczytałam fragment “Resztę odpadów Chińczycy ogołacają z metali i innych cennych substancji. Wykorzystują to do produkcji nowej elektroniki, którą w postaci tabletów, smartfonów i laptopów wysyłają w świat.” stwierdziłam, że zabrzmiało to zbyt lekko. Więc pozwolę sobie napisać, że jeśli chodzi o elektrośmieci i ich “recykling” w Chinach (jak również w Afryce) przynosi to więcej strat niż korzyści. Wszystkie elektro-odpady trafiają do biednych rejonów kraju gdzie ludzie wyposażeni jedynie w jakieś domowe narzędzia rozbrajają urządzenia, wytapiają z nich metale. Nie mają często nawet żadnych ubrań ochronnych, masek przez co zatruwają siebie oraz środowisko, ziemię na której żyją oni oraz ich dzieci. Niestety ludzie ci są często zbyt biedni, by zrezygnować z tej pracy.
    Oglądałam o tym bardzo ciekawy program dokumentalny “Elektrośmieci zalewają świat”.
    Musiałam to napisać, bo wewnątrz aż kipię, gdy słyszę o tym ile zła dzieje się na świecie, bo jakaś część ludzi chce się wzbogacić nie myśląc zupełnie o ludziach.

    • Reply nanowosmieci at

      To świetnie, że o tym piszesz i polecasz dokument, obejrzę go koniecznie. Pozdrowienia!

  • Reply Iwona at

    Też mnie zastanawia logika ludzi wywożących śmieci do lasu.Może to też kwestia wychowania…ja od dziecka byłam uczona przez babcie/ rodziców – nigdy nie wyrzucaj śmieci – jak nie ma kosza w pobliżu schowaj papierek do kieszeni i wyrzuć przy najbliższej okazji. Swoje dziecko uczę tego samego – szacunku do przyrody…nie wyobrażam sobie wyrzucić papierka, a co dopiero tony śmieci…

  • Reply mamanaturalnie at

    ale fajne!

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      I mam nadzieję, że przydatne 🙂

  • Reply Kasia | Ograniczam Się at

    Bardzo ładny przybornik, w ogóle świetny pomysł na upcycling starych, już niby niepotrzebnych rzeczy. Czekam na więcej!

    • Reply nanowosmieci at

      Bardzo się cieszę, że podoba 🙂 Będzie więcej, oj będzie :)))

  • Reply mamanaturalnie at

    naprawdę ładne!

    • Reply nanowosmieci at

      Cieszę się, że się podoba 🙂

  • Reply Miss Planner at

    BARDZO fajny pomysł! Spróbuję taki zrobić i może nawet pomaluję 😀

    • Reply nanowosmieci at

      Bardzo się cieszę, że się spodobał 🙂 Chętnie zobaczę też Twój 🙂

  • Reply Agata at

    Genialne w swej prostocie! Tyle wyrzuconych rajstop… Od dzisiaj zbieram na wycieraczkę 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Prawda? A wydawałoby się, że dziurawe rajtki już do niczego się nie przydadzą 🙂

  • Reply Karolina at

    oo super! ostatnio jak mnie wzięło na szydełkowanie to właśnie wpadłam na ten sam pomysł, miło widzieć brstnią duszę w wykorzystywaniu dostępnych zasobów 🙂 będę zaglądać!

    • Reply nanowosmieci at

      Zapraszam, zapraszam 🙂

  • Reply Ania at

    Jakiś czas temu zebrałam stare koszulki i zaczęłam je przerabiać na włóczkę/sznurek/czy-jak-mu-tam. Niestety po dwóch wieczorach i pięciu koszulkach zapał mnie opuścił 🙁

    Teraz już wiem, co z nich zrobię i czuję, że im dłużej patrzę na te zdjęcia, tym większą mam motywację. Dzięki!

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie, grunt to motywacja! Jak wiesz, po co to robisz i wyobrażasz jak to ma wyglądać na końcu, to prace idą szybciej i mają znaczenie 🙂 Cieszę się, że mogłam zainspirować 🙂

  • Reply Gabi at

    Twój post dał mi sporo do myślenia. Byłam przekonana, że nowa ustawa rzeczywiście zmieni szarą rzeczywistość. Bo skoro i tak trzeba płacić za wywóz śmieci to komu by się jeszcze chciało jeździć z nimi do lasu? A tu taki klops. Dzikich wysypisk coraz więcej… Niesamowite. Mandaty rzeczywiście są śmiesznie niskie ale przecież tu nie chodzi o to żeby latać po lesie i szukać winnych. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zapobieganie. Więcej akcji darmowego odbioru śmieci, albo wymiana makulatury na sadzonki roślin o! Roznoszenie ulotek z adresami punktów odbioru odpadów budowlanych itp. Potrzeba nam większej świadomości społeczeństwa, a nie karania.

  • Reply Mihudee at

    Ja nie cierpię durnostojek i kurzołapaczy… Zawsze przywozimy coś do używania, czy to kubek czy podkładka pod garnek, albo do odkładania łyżek podczas gotowania. Najchętniej rękodzieło albo jakieś lokalne wyroby. A najwięcej przywozimy jedzenia (jeśli się da!), jakieś lokalne oliwy z oliwek wytłaczane przez babcię z Chorwacji, turbosłodkie ciastka z Tunezji, śmierdzący na maxa ser z Francji itd. I nasze małe guilty pleasure – magnesy na lodówkę 😀 Ale nie te najbardziej kiczowate z brokatem hehe. – Dee

  • Reply Mihudee.pl at

    Mam takie wycieraczki – ale ze starych koszulek – na balkonach 😉

  • Reply Karolina at

    Sprytne!! 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      No ba! Dzięki :)))

  • Reply Karolina at

    Ale czad 🙂 i jakie banalne!

    • Reply nanowosmieci at

      Tak, bardzo proste, szybkie, ale też przydatne w domu 🙂

  • Reply Mihudee.pl at

    Po pierwsze – nie wyobrażam sobie nie zabrać po sobie śmieci. Czy to z plasu czy z plaży, czy skądkolwiek. Z wieloma rzeczami się zgadzam, jednak nie rozumiem kwestii tacek. Ich się nie używa zamiast rusztu, tylko razem z rusztem. Chodzi o zminimalizowanie szkodliwości takiego grilowania. Nie jestem jakimś ekspertem, ale argument, że spalony tłuszcz w formie dymu i sadzy nie jest najzdrowszy do mnie całkiem trafia. I choć całe życie jadłam rzeczy grilowane na ruszcie to od jakiegoś czasu jednak używam tacek. Chętnie zmieniłabym je na coś bardziej ekologicznego, ale ruszt tutaj nie jest żadnym zamiennikiem niestety… – Dee

    • Reply nanowosmieci at

      Pewnie piszesz o mięsie (bo przy warzywach nie ma problemu skapującego tłuszczu :). Spotkałam się z opinią, że jest to niezdrowe, ale też czytałam coś odwrotnego – że mięsiwo nie powinno być utopione w tłuszczu, gdy się przygotowuje, bo wzrasta ryzyko cholesterolu czy czegoś tam jeszcze (a tak się dzieje, bo wytopiony tłuszcz nie skapuje z tacek). Także, tych badań jest tyle, ilu badaczy…

      • Reply nanowosmieci at

        Co do samych tacek jeszcze, to bardziej ekologicznym rozwiązaniem na pewno będzie stosowanie wielorazowych, a nie aluminiowych jednorazówek. Widzę, że są takie tace ze stali. To jest jakieś wyjście.

  • Reply mamanaturalnie at

    mądrze i trafnie piszesz 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki 🙂

  • Reply Agata Kubra at

    Bardzo mi się podobają tego typu naszyjniki, tym bardziej że można zrobić je samemu. Koniecznie muszę wykorzystać ten pomysł i zrobić coś podobnego, bo bardzo mi się podoba. Sama też próbowałam robić coś własnego na przykład takie http://www.open-youweb.com/jak-zrobic-naszyjnik/ ale jakoś mi nigdy to nie wychodzi za ładnie na wykończeniach i już się powoli poddaję. Czekam na kolejne Twoje wpisy tego typu, bardzo się zapaliłam na własną biżuterię.

    • Reply nanowosmieci at

      🙂 Cieszę się, że znalazłaś u mnie inspirację dla siebie. Wykończenie – to kwestia mocniejszego obwiązania sznurkiem. Na pewno jeszcze będę pisała o biżuterii, ale zapraszam również do innych wpisów o recyklingowym DIY.

  • Reply Babownia at

    Niedawno napisałam u siebie o “zminimalizowaniu” paru spraw w moim życiu 🙂 Szafy też to dotyczyło. Jej się też “dostało”. Z reguły, jak potrzebuję oczyścic umysł i podjąć jakieś decyzje zaczynam od wyczyszczenia zbędnych przedmiotów w mojej szafie. Co z nimi robię? Wystawiam przed dom z napisem, “Można sobie zabrać, rzeczy niepotrzebne” 🙂 I znajdują nowych właścicieli 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Też tak mam Jak chcę „odgracić” umysł, to sprzątam w szufladach (bo akurat w szafie za dużo nie mam). Fajnie masz z tym garażowym recyklingiem!

  • Reply Babownia at

    Fajny wpis i fajna sugestia Renaty 🙂 ja też oddawałam kiedyś koce i grube płaszcze do schroniska 🙂 I robię dokładnie to co Ty z odzieżą. Mam też koleżanki, które lubią sobie odkupić za niewielkie pieniążki ubrania i to jest fajna opcja, bo one chcą i ja mam łatwiej 🙂 Recyclinguje też bawełnę na szmatki, zużywają je też moje zwierzęta (dwa psy, które rozdzierają wszystko na kawałki XD)

  • Reply Kornelia at

    Jak zobaczyłam te koszulki z przyrodzeniem to zdebialam. Ale w sumie nie dziwię się że ludzie to kupują… mój mąż bardzo brzydko mawia, że ludzie są głupi – w sensie że większość. Niestety coś w tym jest.
    My ostatnio kupujemy magnesiki bo małe i miłe, ale te śliczne sandałki to jest dobry trop na przyszłość. W sumie zawsze marzyłam np. o kierpcach 🙂 a nigdy się na nie nie skusiłam 🙂 Pozdrawiam i gratuluję fajnego.bloga! Będę Cię polecać u siebie n pewnoo 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki! We Florencji był prawdziwy szał ciał na to przyrodzenie Dawida 🙂

  • Reply Kornelia at

    A może by tak spróbować ograniczyć “produkcję” śmieci? Polecam ideę Zero Waste o której piszę na moim blogu 🙂

  • Reply Karo at

    Myślę że temat grilla i pikników “poza domem” jest dość ciężkim tematem jeśli chodzi o używanie wielorazowych produktów. Zwykle lenistwo i chęć “odpuszczenia sobie zmywania” szczególnie po dużej grupie biwakowiczów wygrywa. Jestem za ekologią i niesamowicie smutne są fakty że np. jednorazowy, wydawałoby się “papierowy” kubek ze “Starfucksa” czy innych kawiarni rozkłada się ponad 200 lat. W jednej z wegeknajpek w Warszawie używa się specjalnych jednorazowych talerzyków – nie nadają się do zjedzenia ale są chyba z gryki czy innego całkiem naturalnego “surowca”- można? można. Nie odpuszczajmy tylko szukajmy fajnych rozwiązań.

    • Reply Madie at

      Pewnie to talerzyki z otrąb, ale te co znam można zjeść:)

  • Reply UlicaSzydelkowa at

    Świetny pomysł!! Już zrobiłam sobie cztery plus niektore w zestawie z bransoletka A to jeszcze nie koniec, bo koleżanki też chcą Jak dla mnie to hit tego lata!!

    • Reply nanowosmieci at

      To bardzo się cieszę 🙂 o bransoletka też na pewno niedługo zrobię wpis 🙂

  • Reply anita at

    Stgreguję śmieci od wielu lat i namawiam innych….niestety odbiór jest różny. I jeśli chodzi o dostęp do różnego rodzaju pojemników do segregacji w moim mieście to jest dobrze, ale wciąż brakuje (bo nie ma takich) pojemnika na odpady organiczne (kompostowe). Takie są np. w Niemczech…..dlaczego nie ma w Polsce?

    • Reply nanowosmieci at

      A no właśnie, to dobre pytanie. Sprawdzę 😉

  • Reply Minaretta at

    Przeszkadzaja! Dobrze, ze o tym piszesz, popieram ze wszystkicg sil. Swietny blog, swietne artykuly!

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂

  • Reply Mama Lubi EKO at

    Ehhh – te śmieci. Dzięki za wpis. Co prawda – ja bardzo pilnuję, aby wszystko trafiało tam gdzie ma trafiać, no ale wiadomo: edukacji nigdy za wiele….

    • Reply nanowosmieci at

      Dokładnie 🙂

  • Reply Uszyta at

    Piękna torba, ale jeszcze bardziej zachwyciła mnie maszyna do szycia 🙂 To Singer?

    • Reply nanowosmieci at

      Tak jest, Singer 🙂 Chyba nawet przedwojenny model, ale działa lepiej od współczesnych maszyn.

  • Reply Adrian M at

    Efekt robi wrażenie. Niestety bez maszyny do szycia ni rusz. Szkoda. Lubię bawełniane torby. Teraz są popularne do tego stopnia, że zakupy to ostatnia rzecz, którą się do nich wrzuca 😀

    • Reply nanowosmieci at

      Ręcznie też się da, drobnymi ściegami. Tylko więcej czasu trzeba na to poświęcić. 🙂

  • Reply Weronika at

    Fantastyczny pomysł! Mój facet uwielbia koszule i zmienia je jak rękawiczki, na pewno wykorzystam jedną z nich i przerobię na torbę 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Świetnie 🙂 Cieszę się, że pomysł zainspirował 🙂

  • Reply Karolina z dekostacji at

    Uwielbiamy wszelkie DIY! Super pomysł!

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki! 🙂

  • Reply Sonia Dziech at

    już miałam napisać, taka fajna koszula, ale torba jest zaje….a!!!
    Braawo !!!
    Pozdrawiam 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Hahah, dziękuję :)))

  • Reply Niezbędnik Domowy at

    Super pomysł 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję 🙂

  • Reply Ula at

    Chciałabym umieć coś przerabiać, ale mam do tego zdecydowanie lewe ręce. Czyszczenie szafy ograniczyło się jedynie do punktu 3, a powinnam wiele więcej się pozbyć ciuchów.U mnie działa system co siostra już nie chce oddaje mi, mi się nie zawsze wszystko podoba, ale szkoda przecież wyrzucić i tak leżą niektóre, rzeczy upakowane “na może kiedyś”. 🙁

    • Reply nanowosmieci at

      Spokojnie, to pozbywanie się przyjdzie czasem, dobrze, że w ogóle zaczęłaś czyszczenie szafy. Po jakimś czasie wrócisz do ciuchów, które zostały “na może kiedyś” i bez żalu je stamtąd usuniesz 🙂 Niektóre z pomysłów przeróbkowych są naprawdę bardzo proste, np. te naszyjniki: https://www.nanowosmieci.pl/naszyjnik-z-tshirta/
      Spróbuj, na pewno dasz radę! 🙂

  • Reply Dorota Czopyk at

    Mega inspiracja!!! Choć boję się, że znowu się zdołuję jak obejrzę je wszystkie. 🙁

  • Reply yakie-fayne.pl at

    fajny pomysł ! świetnie wyglądają nie wpadłabym na to 🙂 zrobię dla małża 😀

  • Reply Jola | Katsunetka at

    Podoba mi się, ja lubię takie bransoletki i to u siebie. 😉

  • Reply Liliana Siewierska at

    A to ja mam inny patent 🙂 w zależności gdzie jest dziura robię z tego bluzkę pod swetry czy
    luźne narzutki. Wycinam dziurę w miejscu krocza (na głowę ), odcinam stopu i jest. Pateny z zajęć tanecznych zimowych kiedy potrzebne było cos ciepłego ale obcislego na górę.

  • Reply Nyatta at

    super pomysł! robię w ten sposób piórnik 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Świetnie! Myślę, że to fajny patent też dla studentów ASP/grafików/malarzy 🙂

  • Reply Dorota Czopyk at

    Genialne w swej prostocie!

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Jaka świetna! Pięknie wygląda! Żebym jeszcze miała stare koszule… Ja szyłam po prostu z zakupionej tkaniny i dawałam w prezentach bożonarodzeniowych 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Może jakaś z matury albo rozmowy kwalifikacyjnej się ostala? 😉 A jak nie, to może t-shirt? Prezent mocarny, sama chciałabym taki dostać 🙂

  • Reply Babownia at

    Piekna torba, WOW WOW <3 Wykorzystałaś koszulę i dałas jej 2gie życie. Ja lubię szyć, ale moja maszyna została rozebrana na kawałki przez męża i od 10 lat leży sobie w kawałkach 😀 Co do maszyny! Piękna ta Twoja! I zaczynam mysleć, że może i ja na zabytku mogę szyć? Bo stoi taki u mnie … Pozdrawiam !!!

    • Reply nanowosmieci at

      Zabytek rzeczywiście daje radę. Miałam już starego Łucznika i epizod z nowoczesną maszyną, a potem znów staroć Singer. I szczerze – starocie górą! 🙂

      • Reply Babownia at

        No popatrz! To dla mnie motywacja, żeby ożywić moją maszynę, bo mój Singer tylko stoi i sie pyszni 🙂

  • Reply Basia at

    Nie miałam pojęcia, że niektórych rzeczy nie można wrzucać do toalety. Najbardziej zdziwił mnie chyba tłuszcz (biję się w pierś). Z drugiej strony, co zrobić z olejem z patelni, jeśli nie ma się kompostownika? Wlewać do kosza na śmieci? Do tych dziurawiących się worków?

    • Reply nanowosmieci at

      Z tym tłuszczem to faktycznie nie lada zagwozdka. Prawidłowo powinno się go pozbywać wycierając z patelni ręcznikiem kuchennym albo papierem toaletowym, a ten papier wyrzucając do pojemnika że zmieszanymi śmieciami 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Spokojnie, nie jesteś w tym sama 🙂 Sama do niedawna byłam przekonana, że olej wylewa się do toalety (zresztą, taką też wiedzę wyniosłam z domu i nie sądzę, bym była wyjątkiem). A prawidłowa utylizacja tłuszczu wygląda w taki sposób, że zbiera się ten olej ręcznikiem kuchennym albo papierem toaletowym z patelni i wyrzuca do kosza. Dzięki temu olej nie rozleje się w worku, no i nie podziurawi go 🙂

      • Reply nuxy at

        o reeety, to takie wywalanie oleju z frytkownicy pochłonie rolkę ręczników.. na szczęście nie używam jej często 🙂

        • Reply nanowosmieci at

          Z frytkownicy to faktycznie, cała rolka może spokojnie pójść 0_o

          • nuxy at

            kolejny argument, żeby przestać jeść smażone frytki 😛 ja sobie piekę w piekarniku, tylko Pan Mąż się tymi z oleju zajada… bleeee 😛

  • Reply mamanaturalnie at

    proste i genialne!:)

  • Reply Madie at

    Wow! Świetnie Ci to wyszło! Do tego ten efekt espadryli <3

  • Reply Aga z Odkryte Litery at

    Po prostu genialny pomysł ! Aż szkoda, że nie mam już takiego koca bo sama ze starych kocy zrobiłam brazylijskie hamaki 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Wow! Hamaki to też niezły pomysł! Puść wici po rodzinie, może komuś się kurzy zbędny koc? 🙂

  • Reply eV at

    Efekt końcowy świetny! Akurat nie mam starych japonek i unikam tego typu butów, ale w takich przerobionych chodziłabym 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dziękuję, cieszę się, że się podoba 🙂 A tak z ciekawości: czemu unikasz tych butów?

      • Reply eV at

        Do tej pory zawsze trafiałam na takie, które raniły mnie tym paskiem pomiędzy palcami przy dłuższym chodzeniu. Poza tym preferuję znacznie grubszą podeszwę – mój ideał to sandały na koturnie.

        • Reply nanowosmieci at

          No tak. Grunt to znaleźć takie obuwie, w którym będzie się wygodnie chodziło.

  • Reply Sylwia Hennek at

    Bardzo fajne pomysły, szczególnie z termosem na wodę i koszykiem piknikowym. Dzięki za ten wpis:)

  • Reply Kocham Czytać K. Rybkowska at

    Oj żebym ja miała taki dryg do takich rzeczy jak ty, ale niestety nie mam takich talentów 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Zachęcam do spróbowania, to naprawdę jest bardzo łatwe 🙂

  • Reply Magda | coimdac.pl at

    Świetnie to wyszło! Super pomysł 🙂

  • Reply Natalia Szcześniak at

    ekstra! Super pomysł, świetny efekt 😀

  • Reply mamanaturalnie at

    w sumie taki prosty pomysł a taki fajny efekt!

  • Reply Uszyta at

    Ślicznie to wygląda, zwłaszcza z tym materiałem. Dzięki za pomysł 🙂

  • Reply nuxy at

    nie cierpię takich rzeczy, bo sprzeciwiam się zabijaniu zwierząt w ogóle :<

  • Reply nuxy at

    wspaniałe! Zastanawiam się, czy śliski papier z kolorowych magazynów się nada.. ale chyba może być problem, bo nie nasiąka tak ładnie klejem. Można też w “bombkach” wyciąć fikuśne otworki i zamocować je na sznurze lampek choinkowych, takich, które się nie nagrzewają [np. LEDowych] 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Ze śliskim papierem też da radę, tylko podobnie do książkowego, trzeba będzie go na dłużej pozostawić w wodzie. A wierzchnie warstwy i tak się przykleją, jeśli użyjemy dobrego kleju do papieru lub kartonu 🙂 Girlandy można zrobić, jak najbardziej. Trzeba tylko wziąć pod uwagę, że takie bombki nie będą prześwitywać, bo za dużo na nich warstw papieru. Można je po prostu nawlec na sznurek, niekoniecznie na lampki 🙂

      • Reply nuxy at

        i dlatego te otworki 🙂 żeby świeciło przez nie. A jakiego kleju Ty użyłaś? Ja, szczerze mówiąc, kiedy wcześniej robiłam coś [skarbonki ;)] z papier-mache, korzystałam z mąki i wody.. a jako formę używałam baloniki 😉

        • Reply nanowosmieci at

          mąka i woda jest ekstra, też tego używałam, ale jeśli kleiłam papier gazetowy. Do tego grubszego papieru używałam pierwszego lepszego kleju szkolnego do kartonu i dawał radę.

  • Reply nuxy at

    mamy w ogródku już trzy “choinki”- jedną kupioną w doniczce, jedną dostaliśmy od sąsiadów, a jedną adoptowałam z ogłoszenia w internecie 🙂 wieszam na nich kulki dla ptaków na zimę. Ale pomysł z gałązkami w mieszkaniu bardzo mi się podoba, ten piękny, żywiczny zapach..!

  • Reply archistacja at

    O mamo! Jestem zachwycona! Zakochałam się 😀

  • Reply archistacja at

    Takie proste rozwiązanie, a jakie efektowne i użyteczne 🙂

  • Reply Sayane at

    Można dodać jeszcze SWAP, czyli wymiana ubrań. Ja robię to w gronie znajomych (bliższych czy dalszych), ale są też duże spędy organizowane w klubach czy innych miejscach (w Krakowie np. Ciuchowisko). Każdy przynosi co ma, rozkładamy po pokojach i voila! Tak samo nieużywane kosmetyki, buty, nietrafione prezenty. Wczoraj zdobyłam nawet słuchawki bluetooth dla męża 😀 Rzeczy, których nikt nie chciał lądują w kontenerach, albo zabieramy spowrotem. Często jest tak, że ubrania po pewnym czasie wracają do “wspólnej puli” gdy komuś się już znudzą.

    • Reply nanowosmieci at

      Super pomysł! Kiedyś w Warszawie dziewczyny robiły Uwolnij Łacha, to była pierwsza taka SWAP-owa inicjatywa. Fajna była zabawa, ale chyba coś się zepsuło po drodze. Fajnie jednak, że pojawiają się nowe 🙂

      • Reply Sayane at

        Prywatnie też można ze znajomymi (i znajomymi znajomych i tychże znajomych ;)), tak jak my 🙂

  • Reply Anna Janda at

    Czy tkaniny do recyklingu nie muszą być “czyste” tak samo jak plastik i szkło?

    Stare, robocze ciuchy pewnie były poplamione, więc i tak nie nadawały się do pojemnika. Mam tu na myśli plamy ze smarów, farb, cementu itp, bo zwykłe oczywiście plamy nie przeszkadzają.

    • Reply nanowosmieci at

      To tym bardziej nie wolno tego palić na własną rękę. Firmy recyklingujące poradzą sobie z tymi plamami – jeśli uznają, że materiał nie nadaje się do niczego, to zutylizują, ale zrobią to fachowo i z mniejszą szkodą dla środowiska.

    • Reply nanowosmieci at

      To tym bardziej nie wolno tego palić na własną rękę. Firmy recyklingujące poradzą sobie z tymi plamami – jeśli uznają, że materiał nie nadaje się do niczego, to zutylizują, ale zrobią to fachowo i z mniejszą szkodą dla środowiska.

      • Reply Anna Teodorczyk at

        To dosyć ciekawe, bo zawsze byłam przekonana, że do kontenerów mogę wrzucać jedynie ubrania w dobrym stanie, które dobrze nadają się jeszcze do noszenia. Ale rozumiem, że “stare i zniszczone” również powinny być wyprane i wyprasowane? Nie mówię tutaj o ewidentnie brudnych ubraniach, ale o takich, które np. zalegają w szafie, strychu lub piwnicy, nienoszone od lat?

        • Reply nanowosmieci at

          Nie przesadzałabym z tym praniem i prasowaniem 🙂 Ubrania i tak przed wylądowaniem w lumpeksie przechodzą pranie chemiczne. Co innego, jeśli oddajemy komuś te ubrania faktycznie do rąk własnych.

  • Reply BogusiaM at

    Moje ulubione pamiątki to również regionalne jedzenie oraz kosmetyki – bo wiem, że będę używać z przyjemnością i zużyję i nie będzie zalegać 🙂

  • Reply Kasia e-tui at

    Bardzo przydatny wpis. Jako zwolenniczka przetwarzania i segregacji zastanawiałam się wielokrotnie jak to jest z tymi kontenerami. Media kilkakrotnie wprowadziły mnie w błąd i uznałam, że tą odzież, która po prostu jest mi zbędna lepiej położyć koło śmietnika. Tak jak i zabawki czy inne rzeczy, które komuś mogą się przydać. Pozwolę sobie udostępnić na swoim fp, bo wielu ludzie faktycznie nie ma tej świadomości.

    • Reply nanowosmieci at

      Bardzo proszę 🙂 Rzeczywiście, jest bardzo dużo dezinformacji w temacie kontenerów, tym bardziej dziękuję za udostępnienie.

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Ja w ogóle jestem kulinarnym podróżnikiem. Tam, gdzie jadę, chcę najpierw poznać lokalne restauracje i wyroby z miejscowych produktów. Czasem oprócz jedzenia skuszę się jeszcze na książkę kucharską z lokalnymi przysmakami. Moją słabością są… kubki. Lubię pić potem kawę wspominając miejsce, w którym byłam w podróży.

    • Reply nanowosmieci at

      Wow, z każdego miejsca masz kubek? A książka kucharska to świetny pomysł!

    • Reply Sayane at

      Też przywożę książki kucharskie i magnesy 🙂

      • Reply nanowosmieci at

        Wow, świetnie! A jeśli jest to kraj, którego języka nie znasz? 😉

        • Reply Sayane at

          Globalizacja w akcji, pani szanowna 😉 Nawet z Turcji przywiozłam książkę po polsku. A po angielsku zawsze się znajdzie.

          • nanowosmieci at

            O pani droga! Poważnie?!

          • Sayane at

            Poważniutko, pani kochana, jak bum cyk cyk! 😉 😉 😉

  • Reply Kasia | Droga do minimalizmu at

    Świetne informacje i zebrane w porządny sposób. Nienoszone już ubrania zawsze wrzucamy do pojemnika przy PCK w Katowicach. Zgodnie z informacjami bezpośrednio z tego ośrodka wszystkie rzeczy z tego konkretnego kontenera rozdawane są dwa razy w tygodniu potrzebującym, te niezdatne do noszenia rzeczywiście idą do recyklingu. Warto więc wrzucać odzież tam, a nie do kosza na zmieszane.

    • Reply nanowosmieci at

      Dokładnie, do koszy na śmieci ubrania w ogóle nie powinny trafiać.

    • Reply nanowosmieci at

      Dokładnie, do koszy na śmieci ubrania w ogóle nie powinny trafiać.

  • Reply Kasia | Droga do minimalizmu at

    Właśnie za takie teksty uwielbiam tego bloga 🙂

  • Reply nuxy at

    pięknie! Udanych wakacji 🙂 ale napisz jeszcze tylko.. bo widzę, że gumkę przyszyłaś jakby z marszczeniami materiału koszulkowego, zgadza się? I masz jakiś taki specjalny ścieg do elastycznych łączeń? Natchniona Twoim blogiem postanowiłam kupić maszynę do szycia, jeszcze jej co prawda nie mam 😉 ale zastanawiam się, jak to zrobić..

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki wielkie! 🙂 Z gumką robisz tak: najpierw odmierzasz długość (zwykle mam ok. 5 cm mniej niż obwód tułowia w danym miejscu), a następnie przyszywasz do krawędzi spódnicy, naciągając gumkę (bo będzie krótsza niż szerokość spódnicy). W rezultacie pojawiają się marszczenia -‘jest ich tym więcej, im większa jest różnica między długością gumki a obwodem spódnicy 🙂 A ścieg mam najzwyklejszy, mój przedwojenny Singer uznaje tylko klasykę 🙂 swoją drogą, polecam stary Singer, jeśli masz okazję kupić sprawny.

  • Reply Kasia e-tui at

    Bardzo fajnie wyszła :). Udanych wakacji !

  • Reply Uszyta at

    Jeszcze fajniej jest, jak koszulka jest już o dobrej szerokości – wtedy zostaje tylko wszycie gumki. Proste przeróbki są najlepsze 🙂 Z bluzki z tkaniny też się da zrobić spódnicę, tylko bluzka musi być szersza niż nasz obwód bioder i zmarszczymy ja na gumie

    • Reply nanowosmieci at

      Zdecydowanie 🙂 Uwielbiam przeróbki, dają tyle możliwości! 🙂

  • Reply Ola at

    Zawsze wrzucam niechciane ubrania do takich kontenerów (co prawda jest ich coraz mniej, ale po każdym sezonie nazbiera się kilka dziurawych bluzek) i szczerze mówiąc, mało mnie obchodzi, czy dana rzecz zostanie sprzedana w lumpeksie, czy trafi do biednych ludzi, czy ktoś sobie moją bluzką będzie utykał okna, albo zostanie wykorzystana jako szmata do podłogi. Ważne, że moja przestrzeń jest odgruzowana, a ktoś wykorzysta mój ciuch jeszcze raz, nieważne w jaki sposób. Zawsze to lepsze niż po prostu wyrzucenie do kosza na śmieci.

    • Reply nanowosmieci at

      Ja zawsze sortuję stare ubrania na takie, które mogę jeszcze przerobić albo puścić na szmatki. A resztę wrzucam do kontenerów.

  • Reply Ola at

    U mnie w zasadzie większość rzeczy, które wymieniłaś, szła do kosza, grzeszyłam tylko mokrymi chusteczkami, wacikami i włosami.
    O petach nie miałam pojęcia.
    Polecam ten odcinek Adam ruins everything, gdzie dokładnie wyjaśnione jest, co się dzieje z rzeczami, które wrzucamy do toalety. https://www.youtube.com/watch?v=TgHVO-RZ8c4

  • Reply Kasia at

    Ciekawe, ciekawe. ja co prawda wrzucam ubrania do kontenerów, wczesniej je segregując, wkładając w osobne worki, itd. Nie wiedziałam, że ze sprzedazy ciuchów w lumpeksach faktycznie pieniądze idą na potrzebujących. Ale to lumpeks nic nie dostaje ze sprzedaży takich ciuchów? Czy dostaje, ale no: 30%?

    • Reply nanowosmieci at

      O ile wiem, ciuchy trafiają do “magazynów”, gdzie mogą je hurtowo kupić lumpeksy. A potem sprzedają konsumentom detalicznie (dorzucając do tego jakiś zysk dla siebie).

      • Reply Kasia at

        W sumie to jasna sprawa :). Bardzo fajny artykuł. Warto go polecić.

  • Reply Magdalaena at

    Dziękuję za rozwianie ostatniego mitu – ja tez myślałam, że można wrzucać tylko ciuchy w niezłym stanie, a nie np. podarte czy zdekompletowane

  • Reply mamanaturalnie at

    jak zwykle proste i fajne 🙂

  • Reply Magdalena Świtała at

    A jak to wygląda, jeśli chodzi o te sławetne zbiórki do worków, które należy potem wystawić przed blok? Bo takie akcje są często organizowane w Polsce, ulotki podpisywane przez różne firmy a ja nie mam pewności, gdzie to wszystko trafi…

    • Reply nanowosmieci at

      Szczerze mówiąc, pierwsze słyszę o takich akcjach. Wiem, że prywatne osoby wystawiają swoje ubrania przed blok albo przy śmietniku, ale z akcjami się nie spotkałam.

      • Reply Magdalena Świtała at

        No popatrz, a ja co chwilę widzę karteczki czy ulotki poprzyklejane do drzwi klatek schodowych, ze dnia tego i tego robimy zbiórkę i proszę wystawić worki z ubraniami/zabawkami/butami etc. przed blok w widocznym miejscu. I są tam nazwy różnych fundacji, od Sasa do lasa. Co nie zmienia faktu, że robię podobnie jak Ty, czyli co można na szmatki a reszta zdatna do użytku potrzebującym. Albo jeśli materiał jest ładny, to zdarza mi się coś z niego uszyć:)

        • Reply nanowosmieci at

          A mialabyś może możliwość podeslania treści tych ulotek (albo zdjęć) mi na maila? Sprawdziłabym o co w tym chodzi 🙂

          • Olcha Sosnowa at

            U mnie od marca do dziś było już z 6 takich akcji. Czy masz jakieś wieści apropos tych działań?

          • nanowosmieci at

            No właśnie czekam cały czas na podesłanie tych ulotek 🙂 Bo w dalszym ciągu nie wiem o co chodzi – na moim osiedlu nie ma tego typu akcji, wśród znajomych również. Podeślijcie, dziewczyny mi na maila zdjęcia lub skany tych ulotek, a ja ogarnę temat 🙂

          • Hania N at

            Tego typu akcji jest bardzo dużo. Na bloku w mieście wojewódzkim wiszą co miesiąc a i z pomniejszych zbierają 🙂

          • nanowosmieci at

            Ehhh, wszyscy piszą, że te zbiórki są, tylko nikt mi jeszcze nie wysłał zdjęcia takiego ogłoszenia 🙂 Nie wiem za bardzo o czym mówicie, bo w moich okolicach czegoś takiego nie ma.

          • Ola at

            U mnie w Szczecinie takie zbiórki organizuje PCK. Ulotki są firmowane ich znakiem. Na tej stronie jest opis akcji: http://www.pck.szczecin.pl/index.php/zbiorka-odziezy. Jest tam także link do ulotki. Mniej więcej takie karteczki pojawiają się średnio raz na miesiąc przy drzwiach wejściowych.

          • nanowosmieci at

            Dzięki wielkie!!

          • Ada at

            i co, coś się udało ustalić?

          • nanowosmieci at

            Pracuję nad tym, postaram się zrobić wpis w tym miesiącu.

      • Reply Grażyna Halenka at

        Nie mam zaufania do takich akcji :/ Na jednej z takich ulotek widniało logo PCK i żadnej więcej informacji o organizatorze. Z wyjątkiem zdaje się numeru telefonu – pogrzebałam i znalazłam informację, że taki numer należy do spółki, której jednym z obszarów działalności było sprzedawanie ciuchów do lumpów. Czy PCK w ogóle wiedziało o użyciu ich logo? Nie sądzę!
        Ulotki pojawiają się kilka razy w roku, jak przyjdzie kolejna, to podeślę fotkę.

        • Reply nanowosmieci at

          No właśnie, ciekawe czy PCK w ogóle jest świadome tego. Jak zobaczysz tę ulotkę, to podeślij koniecznie. Dzięki! 🙂

    • Reply Grażyna Halenka at

      O, koleżanka z dołu udostępniła ulotkę zbiórki PCK w Szczecinie: http://www.pck.szczecin.pl/images/stories/akta/Ulotka_zb_odziezy.pdf
      Ta, która trafia do mojej skrzynki jest trochę podobna, ale nie ma informacji o celu zbiórki, o organizatorze, KRS, jest tylko logo. Ktoś sobie interes na ludzkiej dobroci robi 🙁

  • Reply Olcha Sosnowa at

    Ja też korzystam z usług kontenerów. Moja znajoma swoją bluzkę (zarzeka się, że to TA sama), w naszej wsi wrzuconą do kontenera, znalazła w mieście powiatowym w lumpku na wieszaku 😀

    • Reply nanowosmieci at

      Haha, no właśnie 🙂 Ja też kilka razy już słyszałam od znajomych podobne kwestie 🙂

  • Reply pastelovenitki at

    Ale czad! Wielkie brawa za pomysł!

  • Reply Aleksandra Stromecka at

    Bardzo fajny sposób wykorzystania muszelek, a one przecież mogą posłużyć jako fajna dekoracja przy tematycznej imprezie.

  • Reply Klaudia She-wolf at

    Wow, pięknie to wygląda 🙂 Ja bardzo lubię robić ciekawe dekory do łazienki z rożnych przywiezionych z wojaży muszelek 🙂

  • Reply Ulalafiufiu at

    Urocze i bardzo kreatywne! : )

  • Reply Iwona Dobies at

    Ja jestem z kolei ciekawa jak powstają papierowe torby na zakupy. Rzeczywiście słyszałam gdzieś, że takie torby są wzmacniane jakimiś dodatkami i wcale nie są takie ekologiczne, ale za nic nie mogę sobie przypomnieć gdzie to słyszałam lub czytałam;) Wiesz może coś więcej na ten temat?
    Pozdrawiam:)

    • Reply nanowosmieci at

      Wiadomo, ze najbardziej eko jest własna materiałowa torba wielokrotnego użytku 🙂 O papierze kiedyś czytałam, że faktycznie zużywa więcej energii i wody na etapie produkcji (o wzmacnianiu słyszałam tylko w przypadku toreb tzw. prezentowych). Problem jest jednak z utylizacją. Foliówki w ideale powinny być wrzucane do specjalnych kontenerów na tworzywa sztuczne. A u nas nawet nie to, że takich kontenerów brak – u nas worki na śmieci są z folii. Zgroza.

      • Reply Anna Teodorczyk at

        Właśnie te worki na śmieci mnie ciekawią. Osobiście zużywam ich dość dużo bo w moim domu mieszka 6 dorosłych osób + pies i nie wszyscy niestety muszę przyznać, są zainteresowani ograniczaniem produkowanych śmieci inni dopiero ten nawyk w sobie wytwarzają i często zapominają, że może by tak wziąć kosz na pieczywo a nie przynosić do domu kolejna foliówkę.

        Swoja droga chyba na blogu Ograniczam się czytałam ostatnio o “dobrym” i “złym” plastiku. “Dobry” można używać wielokrotnie a “zły” tylko jednorazowo. Przy czym z tego “złego” produkowane są np. butelki z woda! Orientujesz się w tym może? A jak jest z foliówkami? Nie zawsze udaje mi się ich uniknąć – wyrzucam te brudne np. od ryb czy lepkich owoców a te czyste, używam powtórnie. Ale czy można?

        • Reply nanowosmieci at

          Myślę, że Kasi z Ograniczam się chodziło o to, by do raz użytych butelek nie wlewać więcej płynów spożywczych. Bo PET-y jak najbardziej podlegają recyklingowi – zużyte butelki są wykorzystywane jako surowiec i przerabiane np. na nowe butelki. Foliówki też da się zrecyklingować. Ba! Powinno się tak robić. Tylko potrzebna jest odpowiednia infrastruktura gospodarująca odpadami, począwszy od kontenerów wyłącznie na reklamówki i skończywszy na zakładach przetwarzających folię.

  • Reply Madie at

    Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłyby torby wielorazowego użytku – bawełniane, papierowa torba niestety też jest jednorazówką, zwłaszcza przy zakupach spożywczych i owszem szybko się rozkłada, ale ile drzew musi być ścinanych na ten biznes.. Ja dość dobrze znam sieciówki, niekoniecznie sama tam kupuję, ale jednak trochę się orientuję i jedynym sklepem z papierową torbą jest Stradivarius. Kiedyś podobnie było w Reserved, ale marka szybko przerzuciła się na torby foliowe we wszystkich sklepach, nigdzie nie trafiłam na ich papierową torbę.
    Jak pięknie wszystkie marki odpisały, że ich torby są biodegradowalne (jakoś w to nie wierzę), nie mają żadnych oznaczeń, poza tym co mają napisać? Wszyscy twierdzą, że mają torby biodegradowalne i będa wprowadzać bardziej ekologiczne rozwiązania. Szkoda tylko, że nie będą bardziej ekologiczni w kwestii barwników stosowanych w swoich ubraniach, zanieczyszczeń środowiska, które powodują, bezpieczeństwa pracowników itd itd. To co dzieje się w Bangladeszu i w Indiach! Po prostu szkoda słów…
    Pozdrawiam!

    • Reply nanowosmieci at

      Jak najbardziej popieram wielorazowe torby tekstylne, ale nie jestem pewna, czy w przypadku zakupów w sklepach ubraniowych to przejdzie :/ Taką torbę musiałby ze sobą przynieść klient, a u nas klient lubi paradować po ulicy z firmową reklamówką. Nie wiem, chwalić się, że właśnie w trzech sklepach ciuchowych dokonał zakupu?

      • Reply Madie at

        No pewnie o to chodzi, ludzie uwielbiają wyglądać jak główna bohaterka Seksu w Wielkim Mieście z toną siat w ręce:)

      • Reply Kinia at

        No ale np. producent Biały Jeleń jak kupujesz u nich choćby dwa płyny do prania daje Ci tekstylną torbę, co prawda totalny poliester ale jednak takich ludzie nie wyrzucają w 5 sec 🙂 a marki odzieżowe mogłyby pomyśleć, ze jak dadzą przyjemną oku tekstylną to nie jedna panna ( i nie tylko) zaparaduje z nią więcej niż raz 🙂

        • Reply nanowosmieci at

          O tym nie słyszałam. To jakaś akcja w wybranych sklepach, czy jak to działa?

      • Reply Agnieszka at

        Jezu ten temat mnie tak mierzi. Jak stoję w Biedronce czasem i widzę ludzi co pakują po 20 reklamówek na zapas. Po co im to? Po galerii handlowej z kolei to szpan, oby jak najwięcej torebek z Zary. Miałam takiego znajomego, co szedł przez całe miasto z tą torebką, nie chciał jej schować do plecaka bo ta torebka nadaje jakiś status społeczny. Chore to.

        • Reply nanowosmieci at

          Też nieraz widziałam, jak ludzie pakują po kilkanaście reklamówek (tych cienkich, przy warzywach) i się zastanawiałam, po cholerę im te worki…

          • Kamila at

            Jeżeli tylko towar ważony jest przy kasie, to ląduje na taśmie luzem. To samo w warzywniaku, ale ile za każdym razem muszę się nagadać, że chcę luzem… Ostatnio w mięsnym kupowałam kiełbasę. Została zapakowana w foliowy woreczek i gdy już była pakowana do reklamówki zdążyłam zaprotestować. Ale ku zaskoczeniu powiedziano mi, że mogą też pakować w papier.
            Szkoda, że tak późno, ale następnym razem od razu sobie tego zażyczę 🙂

          • nanowosmieci at

            Kurde, to czemu od razu nie poinformowali, że można w papier?

      • Reply Gosia at

        Ludzie nie będą pamiętali o tym,żeby brać te torby z domu. Gdy pracowałam w sklepie,rozdawaliśmy klientom torby materiałowe ze słowami”na następne zakupy zapraszamy już z tą torbą”.Rozdaliśmy kilkaset toreb. JEDNA osoba przychodzi do tej pory z tą torbą. Reszta się tłumaczy,że zapomniało,że tylko tak z auta wyskoczyli,że tylko na chwilę,że prosto z pracy,że się spieszyło.
        Do tego z ciuchami jest inny problem.Ludzie nie lubią trzymać ich luzem.Bo się ubrudzi.Tak jak z chemią gospodarczą. Płyn do prania i makaron nie mogą być w jednym worku.

  • Reply Agnieszka at

    Jak pisałam o butach, też wiele marek mnie olało. Między innymi Adidas. Zero odpowiedzi ze strony Niemieckiej jak i Polskiej.

    • Reply nanowosmieci at

      Co za chamówa! A udało Ci się skończyć te badania?

      • Reply Agnieszka at

        Mam dwa wpisy o butach. Są firmy, które otwarcie piszą jakie mają składniki i czy pochodzą od zwierząt, są też takie co jak Tobie odpisują, że działają proekologicznie ale nie są w stanie sprawdzić w jakich butach mają jaki klej.

        • Reply nanowosmieci at

          Aha, czyli standard :/ Wejdę za chwilę do Ciebie poczytać 🙂

  • Reply Green Projects at

    Ostatnio z podobną kampanią ruszyły łódzkie wodociągi, które zarządzają też Grupową Oczyszczalnią Ścieków, do której trafiają wszystkie ścieki z łódzkiej aglomeracji. Tam podawali, że miesięcznie łodzianie wrzucają do kanalizacji 30 ton odpadów.

    Z tym olejem wylewanym do kosza na śmieci nie powinno być problemu o ile nie przedziurawimy worka (zakładam, że wszyscy i tak używają worków foliowych). Tłuszcz idealnie się rozleje/wsiąknie pomiędzy odpadkami, które już są w koszu 🙂

    Ostatnio przy remoncie musiałem ochrzanić wykonawcę, żeby mi wygrzebał z toalety cały gruz i gips, który tam “inteligentnie” wlał. Wielce był zdziwiony zarówno tym, że w umowie nawet był o tym zapis, że zabraniam wlewania czegokolwiek do kanalizy i tym, że takie rzeczy można do normalnego kosza wyrzucić.

    • Reply nanowosmieci at

      Oho, dwie przywary w jednym przypadku: wywalanie wszystkiego jak leci do kanalizacji i nieczytanie umów:)

  • Reply Klaudia She-wolf at

    W sklepach z jedzeniem staram się nie brać plastikowych toreb, z reguły przychodzę ze swoimi bawełnianymi 🙂 Przyznam szczerze, zupełnie nie wiem czemu, nigdy nie pomyślnym o sklepach odzieżowych pod tym kątem, a to przecież morze śmieci ! Może dlatego, że większośc ubrań kupuję online…W kazdym razie ciekawa jestem, czy rzeczywiście wprowadzą zmiany, będę się tematu bacznie przyglądać 🙂 dzięki za ten post 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Jak nie wprowadzą, to powstanie kolejny wpis: dlaczego sklepy nie usunęły foliówek 😉

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Brawo za dociekliwość i wspaniały reportaż. Biodegradowalne plastiki w naszych zbiornikach wodnych to nasza wielka nieuświadomiona bolączka. A papier ulega rozkładowi nawet w kompostowniku i nie jest szkodliwy dla moich balkonowych roślin. Oby wszystkie marki sprzedające w Polsce opamiętały się i przeszły na papier albo – lepiej – w ogóle nie dawały opakowań. Spokojnie mogę wziąć swoją szmacianą torbę również na zakupy odzieżowe.

    • Reply nanowosmieci at

      Najlepiej niech wcale wycofają, choć nie wiem, czy na własne życzenie marki zrezygnują ze świetnego nośnika reklamowego, jakim są torby z zakupami. 🙂

      • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

        Mogą zaprojektować torby bawełniane, nic nie stoi na przeszkodzie. W końcu bawełny i innych tkanin mają pod dostatkiem!

        • Reply nanowosmieci at

          O właśnie! Mogłyby pójść nawet w stronę tekstylnych toreb z resztek tkanin, które zostały po uszyciu nowej kolekcji. Taka eko-torba idealnie pasująca do stylizacji jesień-zima 2017. Myślę, że to byłby szał ciał 😀

          • Anna Wielgus-Pilavska at

            oj myślę, ze byłby 🙂 może doczekam czasu, że panie w sklepie nie będą patrzyć na mnie jak na ufoludka, jak podziękuję za reklamówkę (stały dialog: “siateczkę doliczyć? ; “nie, dziękuję”)

          • nanowosmieci at

            Tak bardzo dziwią mnie te “siateczki”. Nieustannie dziwią. Bo przecież jeszcze wcale nie tak dawno każdy jeden popylał do sklepu z własną torbą. “Siateczek” nie było i ludzie dawali sobie radę. A teraz nagle nie wyobrażają sobie życia bez foliówki.

  • Reply beti at

    Ja od dłuższego czasu zawsze przy kasie mówię “siatki nie trzeba” i pakuję we własną 🙂 Czasami trzeba prośbę powtórzyć, bo kasjer z jakiegoś powodu torbę szykuje i chce pakować, może z przyzwyczajenia… Tak więc ja toreb nie biorę nigdy, nawet tych papierowych.

  • Reply mamanaturalnie at

    Chciałam się upewnić… Czy torby plastkikowe z podpisem BIODEGRADOWALNE mogę wrzucać na kompost?

    • Reply nanowosmieci at

      Na pewno bezpieczne są te, które są wykonane ze skrobi ziemniaczanej, kukurydzianej lub pszenicznej i mają pod spodem znaczek tworzyw kompostowalnych (zobacz w grafikach: EN 13432).

  • Reply Zenja at

    Super, że chciało Ci się zrealizować takie badanie! Czyli wychodzi na to, że torby biodegradowalne mają sens, jeśli wyrzucamy je do śmieci z resztkami jedzenia? Sortuję odpady i zawsze lądowały u mnie w plastikach 🙁

    • Reply nanowosmieci at

      Chyba niedługo zrobię osobny wpis o torbach biodegradowalnych, bo z nimi też jest niezłe zamieszanie.

      Tak w skrócie: razem z resztkami jedzenia można wyrzucać te reklamówki, które są wykonane ze skrobi ziemniaczanej, kukurydzianej lub pszenicznej i mają pod spodem znaczek tworzyw kompostowalnych (zobacz w grafikach: EN 13432).

  • Reply Green Projects at

    Fajny tekst. Aż go na naszym fejsie udostępniliśmy 🙂

    A co do toreb plastikowych to aż mnie korci w wielu momentach, żeby zwrócić uwagę ludziom przy kasie, żeby z nich nie korzystali. W sklepach odzieżowych jak mamy niewielkie zakupy, to często i tak mamy jakąś własną torbę (męską/damską), więc możemy ciuchy do niej wrzucić (przynajmniej ja tak robię).

    W ogóle to torebki foliowe powinny być zakazane w całym kraju. Przykłady krajów albo miast, które już takie prawo wdrożyły można mnożyć (np. Maroko – nr. 2 na świecie pod względem zużycia torebek, Francja, San Diego w USA). Jak widać można bez nich żyć.

    Plastikowym torebkom mówimy stanowcze NIE!!! 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dzięki 🙂 No właśnie, też się zachwycałam decyzją Maroka. Bo przecież można obyć się bez reklamówek – jeszcze nie tak dawno dawaliśmy radę.

  • Reply Uszyta at

    Doskonały pomysł. Zastanawiam się, ilu reklamówek bym potrzebowała, żeby zrobić kosz na pranie i co zrobić, żeby był stabilny

    • Reply nanowosmieci at

      Oj, trochę byś potrzebowała 🙂 Ja do zrobienie takiego małego koszyka musiałam użyć 4 białych, 1 żółtą i 1 niebieską. A co do stabilności, to może karton opakowaniowy po jakimś sprzęcie lub dużej przesyłce? 🙂

    • Reply Kasia e-tui at

      Podłączę się ;). Im grubsza “nić”, tym kosz będzie bardziej stabilny. Czyli jeśli tu mamy cienkie reklamówki o szerokości 2cm, to jeśli użyjesz tych grubszych i potniesz powiedzmy na paski po 5cm to powinno wystarczyć by był wystarczająco sztywny. Bez konieczności dodatkowe wzmacniania. Oczywiście grubsza “nić” to i grubsze szydełko.

  • Reply Kasia e-tui at

    Fajny i wodoodporny 🙂

  • Reply Anna Teodorczyk at

    Ja niestety nie lubię tego typu przedmiotów w domu. Stawiam na jednorazowy zakup sprzętów,/ubrań, które wytrzymają lata i nie będę musiała zaprzątać sobie nimi głowy. Coraz częściej myślę jak ograniczać produkowana ilość śmieci.

    Niestety w domu gromadzi się pełno różnego rodzaju opakowań plastikowych, na które nie ma się wpływu – jak choćby butelki od płynu do prania. Akurat ciągle mieszkam z rodzicami i muszę częściowo dostosowywać się do ich zasad no i nie wszyscy w domu przejmują się ekologią, ale mam nadzieję, że w swoim domu na tyle zredukuję ilość “sztucznych odpadów”, że nie będzie to bardzo kłopotliwe.

    • Reply nanowosmieci at

      🙂 Nie musisz robić akurat tego przedmiotu, to tylko jeden z pomysłów na zmniejszenie foliowych odpadów 🙂 Też lubię trwałe rzeczy, które posłużą bardzo długo, ale sporą część z nich robię sama. Ubrania przede wszystkim 🙂

      • Reply Anna Teodorczyk at

        Ogólnie podoba mi się, gdy ludzie potrafią zrobić takie rzeczy i ładnie je zaaranżować. Po prostu ja mam awersję do wszelkiego rodzaju “pierdułek” plastikowych itp. W moim domu odkąd pamiętam zawsze było takich rzeczy pełno, a później walały się po szafach i kredensach robiąc niewyobrażalny bałagan. Moja mama uwielbia takie rzeczy i je chomikuje. Ja natomiast cenię minimalizm w ilości posiadanych rzeczy.
        Raz wyniosłam 6 120l worków na śmieci z naszego kredensu i były to tylko zniszczone ozdóbki dla domu. :/

        Co do ubrań, niestety nie mam ani talentu ani cierpliwości do szycia, ale zazdroszczę osobą, które mają.
        Ja zaopatruję się w rzeczy głównie w lumpeksach, ale kieruję się zasadą: jakbym była w drogim sklepie – czyli kupuję tylko to co potrzebuję i jak najlepszej jakości – no i nosze do zdarcia. 🙂

        • Reply nanowosmieci at

          Grunt to umiar – to zasada sprawdzająca się w każdej sytuacji. 🙂

  • Reply Piafka at

    Pięknie wyglądają! Urocze są 🙂

  • Reply Kasia e-tui at

    Fajny pomysł i estetycznie wygląda 🙂

  • Reply Tova Brink at

    Świetny pomysł, ale nigdy w życiu nie użyłabym do tego książki. No chyba, że byłby to nikomu niepotrzebny podręcznik.

  • Reply Tova Brink at

    Od zawsze miałam w domu żywą choinkę. Gdy szłam do koleżanki, która miała sztuczną, czułam u niej w domu sztuczną atmosferę, serio. Już wolałabym nie mieć choinki w ogóle.

    • Reply nanowosmieci at

      Bo te sztuczne takie właśnie są :/ Ja też wolę żywą, ale w wersji doniczkowej albo gałązkowej.

  • Reply Anna Teodorczyk at

    Każdy, kto na studiach mieszkał w akademiku i musiał żywic się sam najprawdopodobniej nauczył się dobrze gospodarować żywnością. Dziwne tylko, że ta wiedza później zanika, może zbytnio zachłystujemy się możliwościami? Ja w każdym razie nauczyłam się wykorzystywać resztki i stosuję tę technikę do dziś. Nadwyżki żywności zagotowuję w słoiki, by później na ich bazie przygotować inny obiad lub gdy nie mam czasu gotować, po prostu otwieram słoik. Mam akurat taką prace, że zakupy mogę robić codziennie, więc kupuję mało ale często. Ale myślę, że planowanie posiłków z wyprzedzeniem, też by tę sprawę załatwiło. W ogóle udzie nie patrzą tez namarnowanie żywności przez pryzmat ekonomii. To mnóstwo pieniędzy wyrzucanych do kosza!

    Co do pomocy biednym krajom, to proste rozwiązanie “dajmy im jedzenie” nie sprawdza się i nie sprawdziło przez wiele lat. Zamiast wysyłać żywność – czym zarzynamy lokalny rynek – powinniśmy raczej umożliwić rozwój tam na miejscu.

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie sama się dziwię, że to się dzieje w społeczeństwie, które po części pamięta czym jest głód (po wojnie). Tym bardziej, że dziś liczymy każdy grosz i tak często narzekamy na niskie zarobki i brak pieniędzy.

  • Reply Agata Krajewska at

    Bardzo cenny tekst! Każdemu z nas trzeba czasem przypomnieć, jak wiele posiada i jak niepochlebną rzeczą jest marnowanie jedzenia. Głodnych nie trzeba szukać na końcu świata… nie zapominajmy o tym.

  • Reply Ewa Sobania at

    Wygląda uroczo 🙂

  • Reply Afisz Teatralny at

    Świetny pomysł!!! 🙂

  • Reply Klaudia Wierzchowiec at

    Ale super! Uwielbiam takie recyklingowe czary <3 W ogóle świetny blog, totalnie w mojej tematyce, będę tu częściej wpadać 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Zapraszam 🙂 Właśnie myszkuję po Twoim blogu, widzę, że mamy podobne zainteresowania 🙂

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Świetna z Ciebie modelka 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Dziecięcych ciuchów :))) Przy swoim wzroście 156 cm na podium zostałabym niezauważona. :)))

      • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

        Serio? Zupełnie nie widać 😉
        BTW. mam trochę dziecięcych ciuszków do wydania, gdybyś chciała 😉 Rozmiary 62 – 92!

      • Reply Joanna Baranowska at

        O, widzę, że mamy identyczny wzrost 😀

        • Reply nanowosmieci at

          Też jesteś miniaturową wersją człowieka? Musimy się, Asia, kiedyś spotkać! Bo to zbrodnia – mieszkać w tym samym mieście i znać się wyłącznie internetowo!

  • Reply Mira Jurecka at

    Suuuper! Zmotywowalas mnie!!!! Zycze Ci aby ten dzien urodzinowy byl wyjatkowy!!!!

    • Reply nanowosmieci at

      To cieszę się niezmiernie! 🙂 I dziękuję bardzo za życzenia 😉

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Wspólne leniwe śniadanie w kocio-ludzkiej rodzinie brzmi jak raj na ziemi 🙂 My mamy codziennie rytuał śniadaniowo-obiadowy, kiedy staram się, by wszyscy byli ze sobą przy jednym stole i coś przekąsili. Co prawda mój mąż wyłamuje się w trakcie tygodnia, bo z rana nie jest głodny, ale dołącza się z kubkiem kawy robiąc kanapki do pracy. Dzień bez wspólnego obiadu jest dla mnie dziwnie goły. Nie lubię jeść w pracy, zawsze staram się przeczekać do późnego popołudnia i coś – choćby na szybko – upichcić. Jemy wspólnie bez telewizora. Przyłączam się!

    • Reply nanowosmieci at

      Doskonale to rozumiem 🙂 Kiedy jedno z nas musi pędzić szybko do pracy albo jest na wyjeździe służbowym, drugi czuje właśnie taką dziwną “nagość” dni. 🙂

  • Reply Kasia | Droga do minimalizmu at

    Świetny pomysł na wspólną akcję. Pozwolicie, że się nie przyłączę, bo takie wyzwania to moja codzienność. Też uwielbiamy wspólny posiłki i właściwie tylko takie jemy. Wieczorami (prawie) wszystko robimy razem. Jest to naprawdę świetna sprawa. Aczkolwiek chętnie umówię się z dawną niewidzianą kumpelą 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Tak jest, spotkanie z kumpelą, której się dawno nie widziało jest zawsze na propsie 😉

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Smutna i zatrważająca rzeczywistość, na którą przymykamy oczy twierdząc: a co my możemy zrobić? Otóż możemy. Kupować świadomie u lokalnych rolników. Planować zakupy pod planowane posiłki. Ubierać się w sklepach małych, lokalnych marek, szyjących ubrania w ludzkich warunkach. To tak z czubka mojej głowy. Nasze wybory mają znaczenie. Prawda?

    • Reply nanowosmieci at

      Zdecydowanie! I myśleć logicznie: jeśli w grudniu można dostać truskawki, a banany kosztują mniej niż jabłka – to coś z tymi owocami musi być nie tak.

  • Reply Gosia at

    Fantastyczne inspiracje, dodaje do ulubuinych i na pewno wypróbuję przeis na tonic.

    • Reply nanowosmieci at

      Polecam 🙂 Toniku używam od kilku tygodni i jak na razie bardzo sobie chwalę 🙂

  • Reply Catherine Sophie at

    Ciekawe, choć ja wolę pastę do zębów na bazie kredy. Spróbuj też koniecznie koko-sody jako dezodorantu, przepis w artykule: https://zyciepodpalmami.pl/2016/01/23/lazienka-bez-strat/

  • Reply Kasia e-tui at

    Nie wiem czy skusiłabym się na pastę do zębów bo jakoś trudno to sobie wyobrazić ;), za to kawę jako peeling próbowałam i polecam. Mimo, że mam wrażliwą cerę to nie powoduje podrażnień. Z resztą nie tylko do twarzy ale i całego ciała, z tym , że mieszam z żelem pod prysznic.

    • Reply nanowosmieci at

      Ja się przed pastą też długo wzbraniałam (mąż do tej pory się czai 🙂 A wyszedł naprawdę świetny produkt. Jakościowo jak pasta do zębów ze sklepu. Zużyłam już cały słoiczek widoczny na zdjęciach i jak na razie jestem bardzo zadowolona 🙂

  • Reply Olcha Sosnowa at

    A co zrobić z dziurawymi skarpetami?? : )

  • Reply Olcha Sosnowa at

    Fajne, tylko trzeba mieć mały spust apetytowy ; )

    • Reply nanowosmieci at

      No, to raczej na przekąskę (parę kanapek tam wchodzi). No chyba że znajdzie się kilkulitrowe opakowanie na mleko 😉

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Czytasz w moich myślach! Też się kiedyś podzielę moimi przepisami na domowe kosmetyki. Uważam, że to świetny pomysł, natomiast brak czasu nie pozwala mi, by regularnie je robić.
    Moja pasta do zębów jest bardzo podobna do Twojej. Zamiast stewii używam ksylitol, który działa odkażająco na jamę ustną. Jestem ciekawa, czy próbowałaś płukanki do włosów z octu. Ja coś nie mogę się przemóc, a słyszałam kilka dobrych opinii (oprócz zapachu).

    • Reply nanowosmieci at

      Płukanki octowej użyłam raz i stwierdziłam, że to nie na moje włosy. I tak są baaaaardzo suche, a po occie zaczęły wyglądać jak siano 🙂 Polecam natomiast płukankę piwną! Fajnie pachnie (jak lubisz zapach piwa) i daje dobre efekty.

      • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

        Też mam suche włosy i walczę o coś dobrego do ich odżywienia i lepszego rozczesywania. Wykonałam wiele prób i na razie nic (prócz jednej odżywki) nie sprawdziło się na tyle dobrze, żebym zaczęła regularnie używać.

        • Reply nanowosmieci at

          To witaj w klubie 🙂 Ja mam taki sposób: piwo (może być stare i wygazowane) + jajko kurze + oliwa z oliwek. Wszystko wymieszać, wybełtać i nanieść na włosy na pół godziny przed myciem. Mi zdecydowanie pomaga. Włosy potem lepiej się rozczesują, nie plączą się i ładnie lśnią

          • Kasia W | Ograniczam Się at

            A potem spłukujesz szamponem i co dalej? Koniec? Ja zrobiłam swoją odżywkę z oliwą z oliwek, ale taką jak normalny kosmetyk, jeszcze z olejem kokosowym i witaminami, ale bardzo przetłuszcza mi włosy. Po umyciu chodzę ze strąkami na głowie 🙂

          • nanowosmieci at

            A stosujesz tą odżywkę przed myciem czy po?
            Spłukuję szamponem i na tym kończę procedury 😉 To co miało się wchłonąć, już się wchłonęło, a nadmiar zmyłam, dzięki temu nie ma też tłustych strąków, jak mówisz 🙂

          • Dorota Czopyk at

            Dziewczyny! Ja płuczę włosy octem jabłkowym i jestem zachwycona! Ale w przeciwieństwie do Was mam włosy lekko przetłuszczające się i łupież. 🙁 Płukanie octem poleciła mi pani w aptece.

            Ocet robię sama, potem nalewam go do buteleczki (po sosie sojowym), dodaję kilka kropli olejku z bergamotki (pachnie pięknie) i trzymam w łazience.

            Po umyciu włosów szamponem i wypłukaniu szamponu, nalewam do kubka odrobinę mojego octu na dno i wodę do pełna. Powoli polewam tym głowę. Włosy wspaniale się potem rozczesują i bardziej błyszczą. No i pachną bergamotką!

            Klaudyna Hebda do włosów przesuszonych poleca majonez do włosów z octu jabłkowego, oleju z awokado, żółtka, oleju rycynowego, miodu i ulubionego olejku. Może taki skład bardziej przypadł by do gustu Waszym włosom? Maskę trzyma się 20 minut, potem myje włosy szamponem.

          • nanowosmieci at

            Muszę popróbować przepisy Hebdy. Kupiłam jej książkę jakiś czas temu i do tej pory się czaję 😀

  • Reply Hania N at

    Stan ubrań, które oddajemy potrzebującym jest tematem rzeką 🙂
    Dobrze, że do kontenerów można wrzucać wszystko jak leci bo i tak zostanie posortowane.
    Swego czasu pomagałam w wysyłce odzieży do Nepalu po trzęsieniu ziemi i co my tam nie znajdowaliśmy… to, aż nami trzęsło… A ubrania też trzeba było posortować i opisać paczki.

    • Reply nanowosmieci at

      A to akurat świństwo :/ Jeśli wiadomo, że ubrania ze zbiórki mają jechać do poszkodowanych po trzęsieniu ziemi, to warto byłoby oddawać ubrania, które rzeczywiście tym ludziom mogą się przydać. A nie wszystko jak leci.

  • Reply GeeWay at

    super:) w sumie bardzo proste przepisy. Ja regularnie stosuję peeling z kawy do całego ciała:)

  • Reply Anna i Artur at

    No proszę :), można nawet zrobićswojąpastę do zębów! Świetny post 🙂 Bardzo przydatny. Pozdrawiam Anna

    • Reply nanowosmieci at

      Zdecydowanie! 🙂 Można nawet przy tym poeksperymentować 🙂

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Ostatnio w lumpeksie znalazłam na wystawię jedną z moich bluzek, którą wrzuciłam do kontenera. (Tak mniemam, że to moja, bo była dość wyjątkowa). Dziwnie się poczułam, bo miała trafić do “potrzebujących”.

    Poza tym firma Wtórpol chwali się działaniami charytatywnymi, ale nie można zaprzeczyć, że zarabia na naszych śmieciach albo naiwnej nadziei, że – tak jak napisałaś – ubrania trafią do najbiedniejszych. Wielu z nas lepiej by wyszło na opcji ‘Oddaj za darmo” na OLX. Nie wiem, czy próbowałaś, ale jak raz wystawiłam tam kilka worków ubrań, to zgłosiło się po nie ponad 30 osób w przeciągu pół godziny, w tym wielodzietne rodziny potrzebujące. Inny sposób: wymienianki odzieżowe. Spotkaj się z sąsiadkami i powymieniaj ciuchami albo nawet je oddaj.

    Wiem, że kontenery stoją na ulicach i są łatwo dostępne, ale ja osobiście im nie ufam.

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie ja mam mieszane uczucia do kontenerów i kiedy mam taką możliwość, to w inny sposób pozbywam się ciuchów. Z jednej strony rozumiem, że muszą zarobić, bo ogarnianie całej logistyki kosztuje, a to jest firma i z definicji nie może działać charytatywnie 🙂 Bardziej mnie wkurzają te informacje na kontenerach, w stylu: wrzuć ubrania, pomóż potrzebującym. To wprowadza w błąd, do cholery! Potem ludzie myślą, że te ciuchy rzeczywiście jadą do biedniejszych rodzin.

    • Reply Partenia at

      Jako osoba niepełnosprawna o niskim dochodzie, odczuwam jako pomoc możliwość kupienia za niską kwotę ubrań czy dodatków (koce, pościel itd.) i nie ukrywajmy mogę sobie wybrać rzeczy jakie mnie się podobają i nie być zmuszoną do łaski rodziny która wciśnie mi co sama chce (a niestety fakt, że jestem niepełnosprawna, nie sprawi, że zakocham się w brązowym kolorze i prędzej zaceruję swoje ukochane czarne bluzki, niż wyjdę w brązie. To też jest element o którym się nie myśli, jeżeli jest się uprzywilejowanym, to że potrzebuje pomocy, nie znaczy, że chcę byle jakiej pomocy.

  • Reply Magda at

    Ten balsam mi się podoba, wypróbuje go, ale bałabym dodać do niego aromat do ciasta. Nie uczuliłby mnie?

    • Reply nanowosmieci at

      Myślę, że nie, jeśli do tej pory nie zauważyłaś reakcji alergicznej na jakieś ciasta sklepowe, które w sobie mają przecież mnóstwo tych olejków aromatycznych.

  • Reply Patrycja Łakomy at

    Zachęcam, by materiały jak pościel (bez guzików), ręczniki, materiały oddawać do schronisk dla zwierząt – zapotrzebowanie jest stałe – ocieplają klatki piesków lub służą kociakom jako podkład. Polecam : )

    • Reply nanowosmieci at

      Podobnie z kocami. Zima się zbliża, zapotrzebowanie rośnie.

  • Reply Jacek eM: dizajnuch at

    Zwykle jest pakowane w szczelnie zamykane pudełka, bo kiedyś musiałem czyścić cały plecak dziecka z pomidorów 🙂

  • Reply Zołza z kitką at

    Pasta do zębów jest dla zupełnym hitem! Po powrocie do Polski może i sama ją przetestuję! 🙂

  • Reply Marlena Gawełda at

    Świetny, kreatywny pomysł 🙂 tylko mam obawy, co do szczelności… nie wszytko da się zapakować.

    • Reply nanowosmieci at

      Zupy nie wlejemy, to fakt :))) Ale jakieś warzywa, owoce to bez problemu.

  • Reply Kilińska at

    Na serio mnie zaintrygowałaś. Normalnie chyba pobawię się w producenta kosmetyków. Ciemne, chłodne miejsce też się znajdzie. Dziękuję Ci bardzo!

    • Reply nanowosmieci at

      Proszę 🙂 Bardzo zachęcam, ta naprawdę świetna zabawa, a do tego bardzo przydatna, bo wiesz co pakujesz do środka.

  • Reply Karina at

    Z tego co wiem ze żwirkiem z kociej kuwety jest tak, że nie można do muszli wyrzucać bentonitowego, bo się zbryla i zmienia w twarde jak kulki cement. Ale ze żwirkiem drewnianym, trocinowym nie ma już takiego problemu. Czasem opakowanie wprost do tego zachęca. Ostatecznie w oczyszczalni nie ma chyba dużej różnicy, czy do ludzkie czy kocie fekalia.

    • Reply nanowosmieci at

      Ja bym trocinowego też nie wrzucała, chyba że chodzi Ci tylko o te ilości, co się przylepią do odchodów, wtedy ok, zgoda 🙂

      • Reply KarMagKat at

        Są teraz żwirki przeznaczone do utylizacji w toalecie (mają oznaczenie na opakowaniu). Mówię oczywiście o ilościach przy odchodach. Ten żwirek rozmięka w kontakcie z wodą w sedesie 🙂 Przy poprzednim kocie takich żwirków w Polsce nie było i wtedy trzeba było wyrzucać do kosza.
        Przyznaję, że zawsze wyrzucałam włosy do sedesu i nie wiedziałam że takie ilości mogą spowodować katastrofę… Dzięki za info, teraz będę się pilnować, żeby zmienić nawyki.

  • Reply mamanaturalnie at

    Pasta do zębów z sody i oleju kokosowego już dawno wypróbowałam. Jej minus to to, że bardzo niszczy szczoteczki i to, że jest twarda. Nie miałam dobrego sposobu aby nakładać na szczoteczkę. Wypróbuję za to przepisu na balsam 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Ja po każdym użyciu tej pasty przemywam szczoteczkę mydłem, żeby nie zostawał na niej tłusty osad. Może dlatego szybko się nie niszczy 🙂 A balsam polecam, warto pokombinować z różnymi olejkami, żeby osiągnąć najciekawszy dla siebie zapach 🙂

  • Reply Anna Gacka Home&Life Coach at

    Cudowny pomysł 🙂 podziwiam za cierpliwość manualną …

  • Reply Tofalaria at

    Hej, fajny blog. 😉 Ja z koszul szyję czasem poszewki na jaśki, bo śpimy tylko na małych poduszkach.

  • Reply Monika Wielki Kufer at

    Fantastyczny pomysł. Szkoda tylko ze nie spotkałam nigdzie dotąd drewnianych sztućców. Dalej sam plastik. Ale można podobne zakładki zrobić po patyczkach od lodów.

    • Reply nanowosmieci at

      Ja ostatnio parę razy dostałam drewniane (albo nawet bambusowe to są) sztućce do jedzenia z ulicznych food trucków 🙂

  • Reply Kasia e-tui at

    Bardzo fajny pomysł. Przyznam, że nigdzie nie widziałam drewnianych sztućców ale patyczki do lodów już tak 🙂

  • Reply Monika Kilijańska at

    Czy taką pastą dzieci też mogą myć zęby?

    • Reply nanowosmieci at

      Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, bo dzieci nie mam. Nie wydaje mi się, żeby ta pasta była bardziej “niebezpieczna” dla dzieci niż zwykła pasta do zębów.

  • Reply Anna Teodorczyk at

    Lubię mięso i wędliny i ryby i bardzo cenię sobie skórzane rzeczy, ale wiem, że należy je ograniczać i ograniczam je – zarówno ze względów zdrowotnych, jak i zdaję sobie sprawę, że ogromna hodowla zwierząt źle wpływa na naszą planetę. Wierzę też w to, że z całą stanowczością należy wojować o jak najlepsze traktowanie i ubój zwierząt. Staram się wybierać produkty od zwierzęce z jak najlepszych gatunkowo hodowli, na jakie mnie stać i jakie znajdę w okolicy.

    Wegetarianie i weganie, z którymi miałam nieprzyjemność się zetknąć, niestety bardzo piętnowali mnie za takie podejście do sprawy. Akurat trafiłam na takich, którzy mówili: “albo jesteś z nami, albo przeciw nam. Nie ma pośredniej drogi”. Ale nie nastawia mnie to wrogo do nich. Gdy przyjaciółka po powrocie z Indii oświadczyła, że nie je mięsa powiedziałam “ok, tylko mięsa czy produktów odzwierzęcych też?”
    🙂 Ja, moi bracia i mój partner tylko ograniczamy mięso, a słyszymy dokładnie te same teksty, które wypisałaś wyżej. Bawią mnie tylko faktycznie “wegetarianki” na etapie liceum, a również miałam okazję się z nimi zetknąć. Trochę czytałam na temat wegetarianizmu i weganizmu, (a jedna z moich klientek ze względu na zdrowie musi być na ścisłej wegańskiej diecie i sporo mi o tym opowiada) i zawsze z ciekawości – nie złośliwości – pytam w jaki sposób ktoś komponuje bezmięsną dietę. Sama chętnie też wypróbowuję wegetariańskie przepisy. No i jakie było moje zaskoczenie, gdy słyszę:
    – Że co?
    A ja wtedy:
    – Czym zastępujesz choćby białko mięsne?
    – A trzeba?
    – Tak.
    – No… nie jem mięsa i nie jem warzyw.
    – To co jesz?
    Najlepsza odpowiedź ever:
    – Słodycze.

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie. Podejście “moja racja jest mojsza” jest zła w obie strony. Pewnie też dostałabym po czapce od tego rodzaju wojowników, bo jestem za mało radykalna 🙂 Prawda jednak jest taka, że agresja zniechęca ludzi i przynosi odmienny efekt. Warto informować, uświadamiać, opowiadać, ale nie zmuszać. A tekst ze słodyczami mnie rozwalił :))))

      • Reply Dorota Czopyk at

        Ja mam inaczej, ja podziwiam osoby, które zdecydowały się na bezmięsną lub wegańską dietę właśnie jako nastolatki. Fascynuje mnie skąd miały w sobie tyle wiedzy i uporu, do którego ja dorosłam dużo, dużo później….

    • Reply Konstanty Aniołek at

      Nie wtracam sie w jedzenie innych, do pewnych kwestii po prostu trzeba dojsc niekiedy pokretnymi sciezkami, ale jak ktos pisze, “należy wojować o jak najlepsze traktowanie i ubój zwierząt” to wybaczcie ale skreca mnie. Wege radykalizmowi i zabijaniu zwierzat mowie stanowcze nie.

      • Reply Anna Teodorczyk at

        Myślę, że nie nigdy nie osiągnie się momentu ludzkości, w którym zwierzęta nie będą zabijane, więc chyba lepsza jest postawa “przejmuję się i chcę działać w kierunku tego, jak zwierzęta są hodowane i zabijane”, niż “mam to gdzieś”. Poza tym, zwierzęta “dobrze hodowane” nie muszą być zaraz przeznaczone na ubój. Psy czy konie też są hodowane, nie łapiemy ich z dziczy, by udomowić.

    • Reply Mięta w kapeluszu at

      Tekst ze słodyczami genialny, zapamiętam sobie:D Nie jadłam mięsa przez 5 miesięcy i “co jesz w takim razie” było tym najbardziej wkurzającym;) Pamiętam też, że parę lat temu udało mi się zachęcić moją mamę, starszą już wtedy osobę, byśmy przez Wielki Post nie jadły razem mięsa. I jeszcze wiele razy potem mama wspominała, że to był czas, kiedy jadłyśmy najbardziej urozmaicone posiłki. Ale tacy ludzie, którzy będą się czepiać, znajdą się zawsze, czego by się w życiu nie robiło. Zatem… czy warto się nimi przejmować?

      • Reply nanowosmieci at

        Przejmować to może nie, ale byłam nieźle zaskoczona, że ludzie są tak żywo zainteresowani tym, że nie jem mięsa. Wcześniej nie jadłam pomarańczy czy szparagów i nie robiło to na nikim wrażenia. Nawet lody nie wzbudzały sensacji. A mięso? To dopiero!

  • Reply Catherine Sophie at

    Niestety temat nie jest taki czarno-biały, jak sobie życzysz. Pisałam o tym ostatnio: http://zyciepodpalmami.pl/2016/07/21/weganizm/ . Nie ma czegoś takiego jak wegetarianizm czy weganizm. To są wymysły i każdy, kto miał choćby minimalny kontakt z naturą to rozumie. Dlaczego wegetarianie są tylko w miastach? Warto się nad tym zastanowić.

    • Reply nanowosmieci at

      To nieprawda, że tylko w miastach. Znam wiele osób, które mieszkają na wsi, a są weganami 🙂

      • Reply Patrycja Sz at

        Jasne, że nie tylko w miastach. Ci z miast są głośniejsi, bo zwyczajnie jest ich więcej. Oczywiście, że temat nie jest czarno-biały, jak większość poważnych tematów. Żyję wiejskim życiem, blisko natury i przez to rozumiem, że wyprodukowanie żywności to nie byle petka, że dobre, jakościowe produkty to praca ciężka. Więc jeśli wiem, że sąsiedzi trzymają zwierzęta i w kontekście rynkowym i ekonomicznym jest to niekoniecznie opłacalne to, co jest w szynce za 15zł/kg?

        • Reply Anna Teodorczyk at

          Pewnie ma z tym coś wspólnego hodowla na dużą skalę, ale ogólnie też się zawsze zastanawiam – zwłaszcza gdy cena jest niska, a w np. na szynce jest napisane 80% mięsa – jak hodowana była ta świnia? Niestety nikt nie jest w stanie mi powiedzieć, a w księdze składników u żadnego rzeźnika jeszcze nie spotkałam się z jakimiś oznaczeniami tak jak np. w przypadku jajek. A wy? Powinny być takie oznaczenia, żeby człowiek wiedział co kupuje.

          • nanowosmieci at

            Hehe, Ania, może nie ma tych oznaczeń, bo gdyby człowiek przeczytał, to by nie kupił. Chociaż, u nas z czytelnictwem na bakier, więc może byłaby szansa 🙂 A tak na serio: nigdy nie widziałam czegoś takiego, podejrzewam, że dopiero odpowiednie przepisy mogłyby zobligować producentów i sprzedawców do informowania w jakich warunkach było hodowane zwierzę.

          • Anna Teodorczyk at

            Możliwe 🙂 Ale własnie ostatnio mnie olśniło, że w zasadzie, dlaczego nie? Przecież mamy oznaczenia na jajach. Jedyne oznaczenia z jakimi się spotkałam to tylko w dużym mieście, gdy weszłam do sklepu bio-eko. Ale jak zobaczyłam 50zł/kg ziemniaków to o mało się nie przewróciłam i nie patrzyłam nawet na ceny mięsa.

          • Catherine Sophie at

            No niestety. Dlatego ja zawsze powtarzam że w mieście się NIE DA żyć zdrowo. Jest to fizycznie niemożliwe. Prawdziwe, hodowane naturalnie warzywa owoce, mięso nie wytrzymują czasem nawet kilku godzin. Trzeba je konsumować tuż po zerwaniu (a i smak jest zupełnie inny gdy mamy dojrzałe warzywa i owoce). Natomiast samo mięso – w naturalnych warunkach – przynajmniej tak jak ja się wychowałam i to co obsrwuję w kulturach żyjących poza naszym zachodnim burdelem zwanym cywilizacją – mięso je się max kilka razy w miesiącu. Czasem nawet raz na miesiąc (zależy od klimatu rzecz jasna). I konsumuje się całe zwierzę, a nie same “piersi z kurczaczka”. To jest zupełnie inne żywienie. Dochodzi jeszcze cały rytuał przygotowań, konsumpcji z rodziną, znajomymi, itd. Konsumpcja w miastach i nawet na wsiach dziś, gdzie kupuje się rzeczy w marketach musi po prostu być niezdrowa. Nie da się tego przeskoczyć. A z wegetarian chce mi się śmiać – znam całą masę, z czego większość byłych, bo mieli poważne problemy zdrowotne. Ci, którzy nadal wierzą w wege mit są schorowani i nie chcą zaakceptować faktów – mięso jest nam niezbędne do życia. Do zdrowego życia.

          • Anna Teodorczyk at

            Czy ja wiem, mnie akurat przydarzyło się znać pewna wegankę, która musi być na tej diecie, choć mięso lubi. Jest też dietetykiem. W każdym razie uważam, że zdecydowanie się na zostanie wegetarianinem, czy w końcu weganinem wymaga jednak dużej wiedzy, żeby nie wyszło jak z tą dziewczyna, którą cytowałam, a która jadła jedynie słodycze, bo warzyw nie lubiła, a mięsem ze względu na zwierzęta – gardziła.

          • Dorota Czopyk at

            Catherine, nie zgodzę się z Tobą. Da się żyć zdrowo w mieście, da się też być zdrowym weganinem – wymaga to wysiłku i pracowitości, ale da się.

          • Agnieszka at

            Dorota, od 4 lat jestem weganką, wcześniej byłam wegetarianką, wcześniej byłam wnuczką myśliwego i jadłam miliony mięsa. Uwierz mi, jak wskoczysz w tryb wegańskiego jedzenia, to wymaga to tyle samo wysiłku co przygotowanie mięsa. To nie jest ciężkie, trzeba po prostu zacząć od wiedzy na ten temat, podstawowej chociażby. I otworzyć głowę na pomysły.

          • Dorota Czopyk at

            Jestem weganką od 4 lat. Jestem też okazem zdrowia. Moja odpowiedź była odpowiedzią do wypowiedzi i linków polecanych przez Catherine, że nie da się zdrowo żyć w mieście, że nie da się być 100% weganinem, bo nawozi się uprawy kompostem z resztkami zwierząt itp. Moim zdaniem decyzja o rezygnacji z mięsa i całej reszty wymaga trochę wysiłku (pod każdym względem – praktycznym, społecznym, logistycznym), ale była to jedna z bardziej satysfakcjonujących decyzji w moim życiu. Jeśli chcemy mieć pewność jak uprawiane jest nasze jedzenie – najlepiej robić to samemu, a to wymaga pracowitości (przetestowałam na własnej skórze).

          • Agnieszka at

            Przepraszam Dorota, to nie miało brzmieć jak przytyk:) Raczej jak informacja, ale skoro jesteś weganką to sama wiesz. Prawda, że początki są straszne, szczególnie jak rodzina mówi, że w głowie Ci się pomieszało. Dziś z perspektywy czasu, mimo wszystko uważam, że jest łatwiej.

          • Catherine Sophie at

            Nie da się bo jest to fizycznie niemożliwe chociażby ze względu na naprawdę silnie zanieczyszczone powietrze. Popatrz sobie czym oddychasz w Polsce, jednym z bardziej zanieczyszczonych krajów w EU… Rzeczywistości nie zmienisz. Co do wege – ja nie twierdzę, że na wege nie można jeść zdrowo. Tylko tyle, że tłuszcze nasycone są nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania i o ile nie żyjesz w tropikalnym klimacie, nie pozyskasz ich od warzyw czy owoców. To raz, dwa, zimą co będziesz jeść? Idea wege jest piękna i brzmi tak poetycko ale w naturze nie ma prawa istnieć na pewnych terytoriach. Dlatego ludzie z północy polowali a w tropikach nigdy nie rozwinęli większej cywilizacji, bo nie muszą myśleć strategicznie. Dlatego właśnie w Polsce jemy smalec, masło itp. zimą + przetwory. Natury nie oszukasz, niestety. Natomiast efekty odstawienia produktów pochodzenia zwierzęcego sprawiają, że w ciągu wielu lat, więc ciężko zauważyć na początku (stąd częste zachłysnięcie tymi dietami dziś bo początkowo faktycznie sprawiają że lepiej się czujesz bo jesz po prostu więcej warzyw) – ale nasz układ trawienny i całe ciało dostosowują się do pokarmu. Na tym polega ewolucja. Więc jak nie jesz mięsa to za jakiś czas (może 5 lat może za dekadę) przestaniesz trawić różne rzeczy i potem powrót do zdrowia jest bardzo, bardzo trudny, w niektórych przypadkach może być niemożliwy. Więc warto, jak już wspomniałaś – przeanalizować cały temat. Dla mnie fakt że nie jest to naturalne żywienie w Europejskim klimacie wystarczy. Ludzie wymyślają sobie filozofię z dupy, za przeproszeniem, żeby potwierdzić swoje “uczucia”. Tak, zabijanie zwierząt to nie fajna sprawa. Ale świat jest tak zbudowany, że się zabija, by przetrwać. Kwestia akceptacji natury i nie tworzenia sobie sztucznego świata z bajki.

          • Dorota Czopyk at

            Catherine, trudno z Tobą dyskutować bo swoje przekonania sprzedajesz jako fakty. Nie podoba mi się też to, że wyśmiewasz się z wegan i wegetarian, ich wrażliwości, myśli, przekonań, wyborów? Dlaczego? Co w tym śmiesznego, czy komuś tym szkodzą?

            Jest sporo osób na wege diecie, które są zdrowe – na miarę naszych czasów. Piszesz, że nie da się zdrowo żyć, bo środowisko/powietrze jest zanieczyszczone. Mięsożercy żyją w tym samym środowisku, a to, że jedzą mięso z hodowli przemysłowych jeszcze bardziej go zanieczyszcza. Dieta nie jest tu chyba decydująca?

            Co jem w zimie? Zboża, nasiona i orzechy, strączki, warzywa korzeniowe i dobrze się przechowujące, kiszonki i przetwory oraz przyprawy (susze ziołowe, grzyby itp.)… 90% mojej diety da się wyprodukować w Polsce, pewnie dałoby się zrezygnować też z dużej części 10% reszty (tej importowanej). W lecie objadam się za to warzywami i owocami, która sama hoduję – na organicznym kompoście, ściółce z lasu, gnojówce z pokrzywy i żywokostu… Teraz mieszkam na wsi, ale przez dwa lata w mieście robiłam to samo mając do dyspozycji rodzinny ogródek działkowy i godziłam to z pełnoetatową pracą. Uczciwie przyznaję, że czasem rozetnę szpadlem dżdżownicę, pryskam też czosnkiem mszyce, sypię popiołem pchełki i rozgniatam stonki na ziemniakach. Jeśli daje Ci to satysfakcję, możesz nazwać mnie weganką hipokrytką.

            “Dlatego ludzie z północy polowali a w tropikach nigdy nie rozwinęli większej cywilizacji, bo nie muszą myśleć strategicznie.” Po pierwsze w dzisiejszych czasach nie poluje się by przeżyć, hoduje się zwierzęta masowo, karmi antybiotykami i hormonami by rosły i zabija. Po drugie zapomniałaś chociażby o cywilizacjach Indii i starożytnych Chin. Nie jedzono tam mięsa, w Indiach wielu ludzi dalej tego nie robi. Pojawia się też pytanie, czym jest cywilizacja / “większa cywilizacja” i według jakich kryteriów oceniasz, że “w tropikach” jej nie wytworzono? Czy “większa cywilizacja” jest lepsza? Dlaczego? Wiele kultur żyje w większej zgodzie z naturą, na pierwszy rzut oka prościej, może prymitywniej… ale czy to od razu oznacza, że nie ma tam cywilizacji?

          • Agnieszka at

            Wow! Wiesz, może o tym, że jak się nie ma zbilansowanej diety to i mięsożerca może mieć problemy ze zdrowiem? Wiesz o tym, że mięsożercy także mają niedobory witaminy B12. Do zdrowego życia, potrzebny jest przede wszystkim zdrowy rozsądek i tego się trzymajmy.

          • Gniewomir Maiski at

            Oj Catherine, tak otwarcie, takie głupstwa pisać? 😉 No to co powiesz na pierwszy lepszy przykład? Wege zostałem ponad 20 lat temu (nie jadłem mięsa, ryb i jaj), a jakieś 3 lata temu odpuściłem również mleko i jego przetwory (znaczy się tyle, że jem same rośliny) i po pierwsze:
            – wciąż żyję!
            – cieszę się bardzo dobrym zdrowiem
            – energii mam od groma (biegam górskie ultramaratony i to takie po 140km i więcej)
            – przez lata byłem honorowym dawca krwi – wyniki zawsze na bardzo dobrym poziomie

            Można by więcej wymieniać, ale czy jest sens, skoro Ty i tak wiesz, że wege są schorowani 😉

          • Agnieszka at

            Ja myślę, że przy mięsie powinno być napisane, jakie antybiotyki dostawało zwierzę i jaką paszę jadło. To w zasadzie mówi, jak “bogate” jest mięso.

    • Reply Agnieszka at

      Tak bezczelnie z reklamą na innego bloga? To poniżej pasa. Jeszcze, żeby te zdania miały jakiś sens i zachęciły do kliknięcia w ten link, ale sorry Catherine uważasz, że wegetarianie żyją tylko w mieście? Na czym opierasz swoje badania?

      • Reply Gniewomir Maiski at

        Dokładnie! Np. ja jestem typowym roślinożercą-wiochmenem, i to nie od wczoraj 🙂

  • Reply Emi at

    “nie zauważyłam, by tak samo się oburzał na tych, którzy nie jedzą śliwek, szpinaku, białego chleba, nie piją kawy, soku pomidorowego, czy czegokolwiek innego, czego nie lubią, na co nie mają ochoty albo co ich uczula” – być może, chociaż fakt, że nie lubię kawy często wywoływał u innych niedowierzanie, słyszałam też opinie, że to nie jest powód żeby jej nie pić (sic!). Spróbuj jednak powiedzieć komuś, że nie pijesz alkoholu. Też mogłabym wypisać mnóstwo reakcji, z którymi się spotkałam, mówiąc o tym, często bardzo dla mnie przykrych.

    • Reply Anna Teodorczyk at

      Ha! raz powiedziałam, że nie czytam bzdur typu “Pudelek”, to dziewczyny ze studiów miały mord w oczach:
      – Na pewno jak chcesz się rozluźnić to czytasz coś podobnego. Nie ściemniej.
      – Tak, magazyn kulturalno-społeczny lub o sztuce.
      2x mord w oczach

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie. Podobno z tym alkoholem to też hardcore’y odchodzą. Co Ty słyszałaś w odpowiedzi, gdy mówiłaś, że nie pijesz?

      • Reply Emi at

        Standardowo jest niedowierzanie, wszyscy twierdzą że ściemniam, albo że po prostu niedawno za dużo wypiłam i teraz tak mówię “do kolejnej okazji”. Jest przekonywanie że “ale to piwo/wino/whisky/etc na pewno Ci zasmakuje!!!”. Pomijam ciągłe namawianie na imprezach, weselach, imieninach (no weź, no jeden kieliszek, nie zaszkodzi ci, co się boisz, rozluźnisz się trochę…), są ludzie, którzy nie rozumieją zwrotu “nie, dziękuję”. Poza tym w odpowiedzi na “nie piję” słyszałam:
        – jak to??
        – czemuu????
        – jesteś dzisiaj kierowcą? współczuję.
        – nie upiłaś się nigdy??? ee, to nie znasz życia.
        – weź nie przesadzaj, cnotka się znalazła.
        – a wydawałaś się normalna
        – e, to chyba jesteś jakąś nudziarą?
        i uwaga, hit:
        – to co Ty robisz ze znajomymi? (:D)
        Raz w odpowiedzi na propozycję polania odpowiedziałam że nie piję alkoholu i usłyszałam coś w stylu: “NIENAWIDZĘ LUDZI KTÓRZY NIE PIJĄ, WYDAJE WAM SIĘ ŻE JESTEŚCIE LEPSI TAK???” Zostałam z wielkim znakiem zapytania w oczach…

        • Reply Gniewomir Maiski at

          Niestety Emi, wiem o czym piszesz, bo nie raz zdarzyło mi się odczuć to na własnej skórze. Nie jesz mięsa-co jest z tobą nie tak? Wtedy nagle wszyscy stają się ekspertami od odżywiania, wytaczając ‘białkowe działa’, brak siły i tym podobne pierdoły. Pomijając już religijne argumenty 😉

          A gdy do tego nie pijesz alkoholu? Wtedy dopiero takiemu rozmówcy świat się po całości wali!

          Najgorsze jest to, że takie sytuacje pokazują dość dosadnie mentalno-świadomościową ułomność współczesnego człowieka. Gandhi w swej autobiografii opisuje takie same sytuacje, o których tutaj mowa, tylko że on żył na przełomie XIX i XX wieku, a my już w XXI :/

    • Reply Agnieszka at

      Ja miałam taką dziwną sytuację w Bangladeszu. Tam większość nie je mięsa wieprzowego, ze względu na religię. Jak mnie pytali czemu nie jem mięsa, zupełnie tego nie rozumieli, ich powód, był oczywiście najlepszy. Świnie są brudne i ich się nie je. Nie zmienia to faktu, że w Bangladeszu jadłam najlepsze jedzenie na świecie i nie pochorowałam się ani razu. Co w Polsce “na mieście” zdarza się dosyć często.

  • Reply malia at

    Mnie strasznie bawią ludzie, którzy na siłę wytykają, że niejedzenie mięsa i nabiału jest wbrew tradycji, niezdrowe, nieracjonalne i niemoralne. Rośliny też cierpią. Pewnie mam same niedobory, jestem niedożywiona i ciągle głodna. Najbardziej śmieszą mnie uwagi od ludzi otyłych, z wyglądu już niezdrowych, czterdziestoletnich leczących się na zbyt wysoki cholesterol i cukier. Troskliwe uwagi koleżanki z pracy do mojego obiadu (talerz z kopą jarmużu, kaszy pęczak w carry, paskami czerwonej kapusty, marchewki, pomidorami, tofu, orzechami, nasionami słonecznika, czarnym sezamem plus doprawione oliwą ) że powinnam jeść normalnie (ona nad kopą ruskich pierogów z biedronki plus kupny sos czosnkowy) a nie znowu nie wiadomo co jem, niedoborów się nabawię… 😉 Ostatnio na ognisku towarzystwo (mocno mięsne i otyłe) wiedziało tylko, że nie jem mięsa. Taka fama poszła przed moim i partnera przyjazdem. Żeby nie było jakiegoś przypału chyba. O nabiale nie wiedzieli a mimo to już słyszałam szepty że to nienormalne jest, wariaty jakieś =) No zjedz kawałek, powąchaj jakie dobre. A może jednak? Ślinka nie cieknie ? Jadłam kiełbaski sojowe w bułce z jarmużem i pomidorkami, polałam ketchupem, ciemno było…O, a jednak kiełbasę jesz! -usłyszałam. O żesz,powiedziałam, ciemno jest, myślałam że nikt nie zauważy…sensacja była =) Wpadła mam znajomego: biedaczki, banany mam dla was i winogronko…to jecie ? szarlotkę mam…to możecie jeść ? Komu nalać piwa, whisky…możecie to pić ? Na odchodne: no weźcie sobie jeszcze bananka, głodni po drodze będziecie…No co Pani, trawa jest wszędzie to my jedzenia pod dostatkiem mamy =D

    • Reply Emi at

      Tu warto zauważyć, że kwestia zdrowego odżywiania to nie tylko jedzenie, bądź nie, mięsa i pochodnych. Kiedyś wpadł mi w ręce wywiad z jakąś aktorką serialową (to chyba było w rossmannowej gazetce), która zachwalając wegetarianizm zapytała retorycznie: “znasz jakiegoś grubego wegetarianina? Nie? No właśnie!”. Miałam wówczas ochotę wysłać do redakcji zdjęcie mojego znajomego, który jest wegetarianinem i… jest gruby. Dlaczego? Bo żywi się głównie ziemniakami z tłuszczem lub śmietaną, pizzą (wegetariańską!) i napojami gazowanymi. Opisany przez Ciebie posiłek był pełnowartościowy, w przeciwieństwie do pierogów koleżanki, ale moim zdaniem weganizm nie ma tu nic do rzeczy – chodzi o świadome odżywianie. I tutaj większość wegan/wegetarian radzi sobie świetnie, w przeciwieństwie do mięsożerców, którzy z racji tego, że jedzą wszystko faktycznie jedzą WSZYSTKO – głównie śmieci. Dlatego wyglądają tak, jak to opisałaś, ale samo niejedzenie mięsa nie gwarantuje zdrowego odżywiania, tak jak jego jedzenie nie powoduje że jestem otyła, mam cukrzycę i wysoki cholesterol 😀

      • Reply malia at

        Z wegetarianizmem jest trochę inaczej niż z weganizmem bo samo niejedzenie mięsa często zastępuje się zwiększoną ilością serów albo gotowymi produktami. Jeśli wykluczy się dodatkowo nabiał i co za tym idzie, większość kupnych, przetworzonych produktów, w tym słodyczy to z przytyciem jest trochę trudniej. Dodatkowo dochodzi do tego konieczność własnego przygotowania posiłków a jak się samemu gotuje to nie dorzuca się aż takiej ilości niezdrowych, szkodliwych i tuczących dodatków. Ponadto rezygnując z kilku grup produktów, chcąc nie chcąc trzeba zainteresować się tematem żywieniowym, żeby ustrzec się przed niedoborami. Ciężko znaleźć składnik z całym zestawem potrzebnych aminokwasów (wystrzegam się soi, która je posiada) więc potrzebne jest większe urozmaicenie produktów. To wszystko powoduje większą różnorodność wartościowego jedzenia. Nie pisałam o wszystkich wege tylko o sobie. Ja stara się kierować zasadą Co mogę zjeść a nie Czego nie mogę-żeby zastępować czymś innym. Co mogę ? Sezonowe warzywa, owoce, orzechy, ziarna i kasze…a ciężko na tym nabawić się cukrzycy, wysokiego cholesterolu czy niedoborów witamin. Znam opisanych ludzi, którzy martwią się, że pewnie brakuje mi białka, żelaza itp. i wiem ze prowadzą siedzący tryb życia, wszędzie poruszają się samochodem. Ja jestem aktywna każdego dnia i to ja się martwię o nich, że może tego białka mają jak na swoje potrzeby wręcz za duże 😉

    • Reply Agnieszka at

      Czekam, aż zrozumieją różnicę miedzy możecie a chcecie. Bo ja mogę wszystko jeść, ale świadomie nie jem produktów odzwierzęcych. Zabawne, bo też doświadczyłam szykanowania od osób otyłych. Chora pewnie jestem, wyglądam jakby mi czegoś brakowało.

      • Reply malia at

        Dokładnie. Jak ty się odżywiasz ? Jedz normalnie…i tu przerobiona kaszanka z promocji w markecie, biały chleb też oczywiście z mrożonego ciasta i najtańszy ketchup, który pomidorów nie widział =)

      • Reply Dorota Czopyk at

        W samo sedno! Ciągłe pytania: “A możesz to? A możesz tamto?”
        MOGĘ! Wszystko MOGĘ! Tylko z jakiegoś powodu nie chcę…

    • Reply brom at

      Zjadłabym taki lunch jak Twój! <3

  • Reply Dorota Czopyk at

    Bardzo mi przykro, że słyszysz takie komentarze. Też się ich nasłuchałam i mimo, że trwa to już parę lat, pojawiają się dalej. Czasem podchodzę do nich z humorem, czasem się irytuję, najczęściej jest mi zwyczajnie smutno. Myślę jednak, że ogólna świadomość się zmienia, a sam fakt, że roślinne dania i przepisy pojawiają się w domach i restauracjach częściej sprawia, że nie trzeba chodzić głodnym albo cały czas się tłumaczyć.

    • Reply nanowosmieci at

      Tak, na szczęście to się zmienia. W sieci jest mnóstwo przepisów, w restauracjach coraz ciekawsze dania wege. 🙂

  • Reply Gosia at

    Ja jeszcze lubię “ja to bym nie mogła tak bez mięsa!” , Albo “ryba to nie mięso” -gdy odmawiam zjedzenia ryby 🙂

  • Reply Catherine Sophie at

    i to tylko kolejny argument, żeby olewać supermarkety. ja chodzę tam już tylko raz w miesiącu po ser, ale i to zamierzam właśnie teraz usilnie wyeliminować. Szczerze nienawidzę robić tam zakupów i naprawdę podziwiam tych, którzy twierdzą, że jest tam taniej itd. Nie jest.

    • Reply Konstanty Aniołek at

      No właśnie. Ja też ograniczam jak mogę sklepy wielkopowierzchniowe. W małych sklepikach ani razu nie spotkała mnie odmowa zapakowania towaru do swojego pojemnika natomiast w markecie a i owszem. Targ, małe sklepy z sezonowymi produktami, nie sieciowy rzeźnik (sic) i sklep z nabiałem – to jest siła 🙂

    • Reply nanowosmieci at

      Oj nie, taniej to tam nie jest 🙂 Większy jest jednak wybór niektórych produktów. Ale jak się ma jakiś bazarek pod bokiem, to można się spokojnie obejść bez sklepów wielkopowierzchniowych.

  • Reply Anna Teodorczyk at

    Ja chodzę do marketów po te produkty, których zwyczajnie nie dostanę w małych sklepikach, przynajmniej w małym mieście np. specjalne rodzaje sera i makaronów, oliwę i różne rodzaje olei. Są to rzeczy, które są już fabrycznie zapakowane, więc wkładam je tylko do eko-torby, a po całą resztę idę na targ i do małych sklepików z własnymi pojemnikami. Ogólnie wiele osób się dziwiło, ale w taki przyjazny sposób i nie robiło mi problemów. Niektórzy uważają jednak, że skoro jestem tak miła i mam swoje opakowania to… dorzucą mi gratis jeszcze kilka foliówek, by się nie pobrudziło. Wtedy tłumaczę, że ograniczam ilość folii i śmieci – taki argument większość rozumie, choć jeszcze się znajdują “dobroczyńcy”, którzy wciskają mi te siatki.
    panie w mięsnym nawet były zadowolone, że nie musiały mi pakować wędlin i mięsa, tylko od razu wkładały do pojemników, bo zaoszczędzało im to pracy.

    • Reply nanowosmieci at

      Ja tak mam z zaprzyjaźnioną piekarnią 🙂 Na początku panie chciały mi wepchnąć parę reklamówek (“No jak to tak: chleb do płóciennego woreczka?”), a teraz witają ze słowami: “Oooo, dzień dobry pani, co nie używa folii!” :))

  • Reply Joanna at

    Odkąd zaczęłam wdrażać w życie zasady zero waste (już od ponad roku), nie przyniosłam do domu ani jednej foliówki. Zakupy pakuję do własnych słoików, pojemników, toreb bawełnianych, woreczków, rzadko w papier oferowany w sklepie. Reakcje są różne – zdziwienie (spojrzenia stawiające diagnozę, pytania w stylu “no ale że jak to tak, w ogóle bez folii??”), bunt (nie da się, my tak nie możemy, to nie u nas, choć ostatecznie i tak stawiam na swoim), ale generalnie spotykam się ze zrozumieniem, a nawet z pochwałą takiego stylu życia, a przy okazji dowiaduję się, że nie jestem sama ;). W małych sklepach, warzywniakach, na targach nie ma żadnego problemu, choć ubolewam nad tym, że w niektórych miejscach sprzedają np. kasze uprzednio zważone i zapakowane w foliowe woreczki. W marketach, najczęściej w Auchan, kupuję luzem kasze, ryż, makaron, nasiona, orzechy itp. do swoich bawełnianych woreczków (nie ma opcji tarowania, ale woreczki niewiele ważą ). Nikt mi nigdy nie zwrócił uwagi, że robię coś nie tak. Nawet specjalnie żadnych pytań nie było. Najważniejsze to pozytywne nastawienie i pewność siebie, jakby robiło się to od zawsze. Co zresztą nie jest dalekie od prawdy, przecież kiedyś tych upiornych reklamówek nie było, a ludzie zakupy robili. Myślę, że wiele osób nie chce uchodzić za dziwaków, wychylać się, zwracać na siebie uwagi, bo co ludzie powiedzą (przykład z własnego podwórka – moja mama). Kompletnie tego nie rozumiem; ja mam ogromną satysfakcję, wiedząc, że choć w jakikolwiek sposób mogę coś zmienić na lepsze, a może nawet uda mi się kogoś zainspirować, skłonić do zastanowienia się. Na pewno nie należy się zrażać pierwszymi niepowodzeniami, z czasem wejdzie nam to w krew i nie będziemy mogli wyobrazić sobie powrotu do starych przyzwyczajeń.

    • Reply nanowosmieci at

      To prawda, przecież jeszcze nie tak wcale dawno tych foliowych worków nie było. I ludzie sobie radzili, pakowali do własnych torebek, zawijali w papier.

      • Reply Ula at

        kiedyś były świetne siatki z dziurkami – z takiej żyłki 🙂 ale ja je lubiłam..

        • Reply nanowosmieci at

          To dobry pomysł, by sobie taką zrobić 😉

        • Reply nanowosmieci at

          To dobry pomysł, by sobie taką zrobić 😉

    • Reply Ula at

      Joasiu, a powiedz mieszkasz może w mieście, na jakimś osiedlu? Pytam bo przy zero waste doskwiera mi kłopot z odpadami organicznymi, które w moim drugim domu codziennie wynosimy z Mamą na kompost w ogrodzie. Jak sobie z tym radzić w mieście? Ja jak już mam foliówki to używam ich jako worków na śmieci właśnie te organiczne: ogryzki, obierki, fusy z herbaty. Nie da się ich zbierać do papieru bo papier namaka, a i tak trafiają do jednego wielkiego kubła z niewiadomo czym. Wrzucanie do samego pojemnika generuje potrzebę mycia i suszenia tego pojemnika, czyli znowu – zużyję więcej wody..

      • Reply Joanna at

        Tak, mieszkam w mieście, w bloku. Odpadki organiczne kompostuję w domu, w specjalnym kompostowniku Bokashi Organico, po napełnieniu odbiera je moja rodzinka mieszkająca pod miastem 😉 Więcej informacji na temat tego typu kompostowania pod tym linkiem http://progg.eu/krok-6-czarne-zloto-kompost-bez-ogrodu/. Na moim osiedlu jest pojemnik na odpady bio, do którego przed zakupem kompostownika wyrzucałam resztki prosto z kosza, a właściwie niewielkiego pojemnika przeznaczonego do tego celu (oczywiście bez folii). Trzeba wówczas niestety robić to częściej, a myć można przy okazji zmywania. Staram się również zminimalizować ilość odpadów poprzez chociażby ograniczenie obierania do minimum czy też gotowanie bulionu z obierek. Pozdrawiam 🙂

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Pakuję we własne pojemniki gdzie tylko mogę. Mam szklane pudełka na wędliny i mięso, mam szklane na sery, mam butelki na mleko (o ile mam czas, to jadę do mlekomatu), warzywa na wagę biorę do własnych toreb, ale to chyba najmniejszy problem. Pamiętasz, jak wspominałam o problemach z pakowaniem do własnych pojemników w Auchan? Nie wynikało to jednak z procedur, ale z braku możliwości wytarowania wagi. Chyba że jest to zrobione celowo, by unikać klientów przychodzących z własnymi pudełkami.

    Sanepid nie zabrania, wszystko to wola pracowników sklepu i kierownika.

    • Reply nanowosmieci at

      Z tymi mlekomatami to wymiatasz! 🙂 U mnie nie ma żadnego w okolicy, więc strasznie ubolewam. Był kiedyś w promieniu kilometra, ale go zamknęli :/
      U mnie w karfiu też wprowadzili różne produkty na wagę, od orzechów, pestek itd. po słodycze. Ale właśnie z wagą jest największy problem, bo taki pojemnik to jednak swoje waży, a wagi nie da się wyzerować.

    • Reply Kamila at

      Chyba się to tarowanie zmieniło, bo gdy byłam ostatni raz w Auchan, to Pani która obsługuje dział z produktami luzem powiedziała, że nie powinno być problemu, bo słoiki na miód ( tak !rozlewają miód do słoików 🙂 ) tarują przed ich napełnienem.

      • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

        To ciekawe, ale może z miodem jest inaczej niż z produktami sypkimi – mają różne wagi. Choć wówczas można by pokusić się o ważenie kasz i makaronów na… miodach 🙂

        • Reply Kamila at

          To jest na jednym dziale. Może zależy to od sklepu Auchan. W moim w Markach pakuje Pani, ale w innych w Warszawie jest samoobsługa.

          • nanowosmieci at

            Ha, może zaczyna się coś zmieniać? Oby!

  • Reply Kasia e-tui at

    W 90% do sklepu idę z własną torbą, jeśli nie, to biorę jednorazową ale potem ją wykorzystuję i do głowy by mi nie przyszło, żeby chodzić z własnym opakowaniem. Za to po obiad na wynos biorę swoje słoiczki czy inne pojemniki i nigdy nie miałam problemu. Te siatki w które pakuję warzywa w markecie, używam ponownie, choćby jako worki na śmieci. Owszem staram się ograniczać do jednego na wszystkie warzywa i tu też problemu nie spotkałam. Bardzo podoba mi się pomysł w osiedlowym warzywniaku, kiedy kupuje jajka dostaję je w papierowej torebce, żadnych wytłoczek.Pies przewodnik “terrorysta siejący bakterie” kontra procedury ;), to już chyba żart przy szczurach latających po ulicach ;). O ile jestem za zmniejszaniem produkcji śmieci, to z pudełkami na marchewkę do sklepu się nie wybieram. Kiedyś tych pojemniczków i siateczek nie było, a jedzenie do lodówki trafiało :). Co tak naprawdę w tych pojemnikach “wynosicie” ze sklepu ?

    • Reply Karina at

      Wydaje mi się, że z pudełkami chodzi głównie o drobne albo sypkie rzeczy na wagę – orzechy, rodzynki, mak i takie sprawy. Wiele marketów ma wyspy czy skupiska palet, gdzie można tego typu rzeczy nasypać sobie samemu.

    • Reply nanowosmieci at

      Kasiu, dokładnie. Chodzi o produkty na wagę. W supermarkecie niedaleko mnie można kupić sporo produktów luzem – od pestek i orzechów, po ciastka i makaron. Obok jest wieszak z foliowymi reklamówkami, do których można ładować ten towar luzem, ale niektórzy biorą właśnie do swoich pojemników 🙂

      • Reply Kasia e-tui at

        Czytałam to co napisała Karina, tylko nie było kiedy odpisać ;). Może dlatego, że nie kupuje pestek itd. w markecie na wagę do głowy mi to nie przyszło. I od razu pytanie. Jak to ważyć ? Bo waga pokaże brutto z pojemnikiem. Podpisuję się za to, że kupowanie w marketach wielkopowierzchniowych niewiele ma wspólnego z byciem eko. Co nie zmienia faktu, że sama tam kupuję wiele produktów.

  • Reply Anna Teodorczyk at

    W niedawnym numerze Sukcesu lub Wysokich Obcasów był artykuł o Magazynie dla pań, który wychodził zaraz po wojnie i tam też było o tym, jak uszyć płaszcz z koca – taka ciekawostka mi się nasunęła 🙂

  • Reply Karina at

    W marketach kupuję bardzo rzadko. To nie jest jakaś świadoma decyzja, po prostu to zajmuje strasznie dużo czasu, a często i tak nie dostaję tego, co bym chciała. W kasze, orzechy, mąkę, bakalie i tego typu rzeczy zaopatruję się na Straganie Ekologicznym (takie fajne miejsce w Krakowie na Placu na Stawach), gdzie chodzę z własnymi słoikami i pudełkami na wszystko. Właściciele nie robią problemu, bardzo pochwalają, czasem dorzucą suszonego ananasa gratis 😉 Z warzywami nie ma problemu – własne torby (a jak nie mam akurat, to prosto do plecaka albo na koszyk rowerowy). Stoiska, gdzie kręcą nosem na moje zachowanie, przestałam odwiedzać, a chodzę wiernie i z wdzięcznością tam, gdzie moje torby są milej widziane.

  • Reply Her best ideas at

    Ja zwykle chodzę na zakupy z materiałową torbą. Do marketu nigdy nie przyszło mi do głowy żeby wziąć swój pojemnik, do osiedlowego sklepu po ogórki kiszonę chodzę ze słoikiem, rownież po to żeby ogórki nie miały styczności z folią a do czasu spożycia byly w szkle i soku. Opakowania po jajkach zwykle odnoszę do sklepu lub oddaję Pani od której jajka kupuję, nigdy nie wyrzucam. W ogóle nie nawidzę foliowych worków i kiedy tylko mogę używam toreb materiałowych lub papierowych i nie rozumiem dlaczego w marketach, poza Piotrem i pawlem o almą nie dają papierowych toreb tylko zawsze folie.
    Pozdrawiam!

    • Reply nanowosmieci at

      Niezły pomysł, żeby wytłoczki zanosić do sklepu. My, jak dostajemy od teściów “jaja od chłopa”, to zawozimy opakowania z powrotem do teściów. Ze sklepem muszę spróbować 🙂

    • Reply domi at

      Nie lubię tego,że w Piotrze i Pawle foliówki są darmowe.Również nie podoba mi się,że kiedyś były na pieczywie u nich papierowe torby na pieczywo,zastąpiły je foliówki. Nie podoba mi się tez to w Auchan.

  • Reply Ola - Dream Up Your Space at

    Dziękuję za ten wpis – niech będzie dla mnie motywacją do poprawy! Rzadko kupuję cokolwiek na wagę, więc jeszcze nie miałam okazji odważyć się poprosić o pakowanie do pojemnika. W ogóle dopóki nie przeczytałam tego na jakimś amerykańskim blogu, nie przyszło mi o w ogóle do głowy! Niestety brakuje mi nawet odwagi, by pakować owoce/warzywa do własnej torby (o ile kupuję ich kilka, pakuję w foliówkę), choć staram się nie pakować ich w ogóle – np. banany biorę luzem. No ale ja jestem cholernie nieśmiałym przypadkiem, więc gdyby ktoś podejrzliwie patrzył, że kładę coś do własnej torby, to pewnie nie umiałabym się obronić…

    • Reply nanowosmieci at

      Bardzo się cieszę, że zainspirowałam 🙂 A propos pakowania, to pamiętam, jak raz musiałam kupić trzy cytryny. Owoce były wilgotne, więc cennik z wagi nie chciał się do nich kleić, a że z torebek foliowych nie korzystam, to nalepiłam wszystkie trzy papierki na przedramię. Przy kasie, gdy przyszło kasować cenę, nie obyło się bez depilacji, a laska na kasie miała niezły ubaw. Ale cieszę się, bo stwierdziła, że w sumie nigdy się nie zastanawiała wcześniej nad foliówkami, a teraz już będzie 🙂

  • Reply Anna Teodorczyk at

    Można je też obkleić patyczkami po lodach i wyglądałoby jak drewniane, a środek wymościć materiałem.
    A tak z ciekawości, styropian, w które śmieci wpada? I, bo od dawna mam zapytać – jak utylizuje się farbę? Gdzie wylać rozpuszczalnik z resztkami farby. Bardzo mnie to frapowało, gdy malowałam farba tablicową oraz magnetyczną powierzchnie w domu, a później myłam wałki.

    • Reply nanowosmieci at

      Można, jak najbardziej 🙂 Styropianowe opakowania to do mieszanych. A już z farbami i rozpuszczalnikami jest gorzej, bo się kwalifikują do odpadów niebezpiecznych i trzeba je oddawać do PSZOK-ów.

      • Reply Anna Teodorczyk at

        Dzięki 🙂 Pewnie mało osób o tym wie. U mnie w domu zawsze wszystko lądowało w kuble – nie segregujemy – a i u mojej teściowej oraz innych znajomych, którzy segregują, widzę że mocno sie miotają, co gdzie i jak.

        • Reply nanowosmieci at

          No właśnie. Wcale się nie dziwię, że nie wiedzą co jak segregować, bo brakuje informacji. Najlepszą opcją, według mnie, byłoby zobligowanie producentów opakowań do umieszczania informacji na tych opakowań, jak należy je segregować po użyciu.

          • Anna Teodorczyk at

            Jeszcze wchodzi tutaj dodatkowa kwestia:
            1. Woli, by zapoznać się choć pobieżnie z zasadami segregowania
            2. każdy region ma własny system segregowania. jedne maja osobne kosze na aluminium i plastik a inne biorą to razem

  • Reply Antypatycznie.pl at

    Mnie ogromnie cieszą tego typu sklepy, gdzie można przyjść z własnym pudełkiem 🙂

  • Reply Lidia - Haniola at

    Jeszcze nigdy nie pakowałam do własnego pudełka, ale cieszę się, że przeczytałam ten wpis. Wiem już więcej na ten temat 🙂 Dziękuję!

  • Reply Ugotowanepozamiatane.pl at

    W sklepie zwykle mam tylko torbę materiałową, ale często gdy kupuje dania garmażeryjne na wynos, proszę o zapakowanie ich do mojego pudełka. Zwykle najpierw sprzedawca się dziwnie patrzy, ale potem pakuje i nie ma problemu.

  • Reply Ekomentalnie at

    Tak, chodzę z własnymi pudełkami po wszelkie ziarna, mąki, kasze, makarony itp. Na targu również proszę o niepakowanie w foliówkę, choć jest to trudne, bo czasami sprzedawca chce być miły według zasady “ja nie żałuję” (mieszkam w Hiszpanii). W dużych marketach kupuje sporadycznie, ale rzeczywiście tu już by się ta kwestia mogła skomplikować.

    • Reply nanowosmieci at

      Heh, czasem też słyszę argument: “ależ pani weźmie tę reklamówkę, za darmo jest” 😉

  • Reply Małgorzata Świech at

    jakoś nie myslalam o tym wczesniej, zwykle jak kupuje to sprzedawca pakuje mi to do woreczka, a w domu juz sobie przesypuje do pudeleczek ;p

  • Reply Zołza z kitką at

    Sama przeważnie pakuję rzeczy do własnych toreb.Nie przypominam sobie jednak sytuacji, bym potrzebowała zapakować coś do własnego pudełka 😉

  • Reply Dorota Czopyk at

    Dziewczęta! Z całego serca dziękuję za ten artykuł! Pokazujecie, że się da i nie jest to takie trudne! Będę polecać ten artykuł każdemu kto myśli o kompostowaniu, ale “nie ma domu z ogrodem”.

    Ja mam ułatwioną sytuację, bo wychowałam się w domu z ogrodem i kompostownikiem, a segregacji nauczyłam się będąc małą dziewczynką. Mieszkając w mieście w 30 metrowej kawalerce bez balkonu też kompostowałam – zbieraliśmy odpadki do wiaderka i wywoziliśmy je raz na tydzień do kompostownika w ogródku działkowym, gdzie uczyliśmy się uprawiać warzywa.

    Teraz mam kilka hektarów pola, masę odpadków z upraw, trawy i chwastów do przekompostowania, więc przyzm kompostowych mamy już pięć! Kompostowanie jest super!

    • Reply nanowosmieci at

      Cała przyjemność po naszej stronie – że pozwolę odpowiedzieć sobie za Kasię 😉
      P.S.: zazdroszczę Ci tych hektarów 😉

    • Reply Małgorzata Matuszewska at

      Ja też nie mam balkonu, za to mam w pobliżu otwarty kompostownik, a także działkę, na którą mogłabym zawozić resztki. Zastanawiam się, czy nie trzymać tych obierek itp. w szufladzie w lodówce, żeby nie zgniły w ciągu tygodnia? Czy odpadki z wiaderka nie gniły/śmierdziały?

      • Reply Dorota Czopyk at

        Przez tydzień – NIE, nie śmierdziały! 😀 Choć w lecie pewnie trzeba będzie wywozić częściej ze względu na muszki owocówki (w wakacje bywaliśmy na działce co 2-3 dni).

  • Reply Marzena Kud/Fitspirit at

    W sam raz dla mojego syna, który namiętnie wnosi buty do pokoju;p

  • Reply Kasia W | Ograniczam Się at

    Wspaniała! Też uwielbiam geometryczne wzory. Tylko u nas wszystkie buty trzymamy w szafie, na dedykowanych nim półkach, żeby już sobie miejsca w korytarzu nie zajmować. Ale kilka kartonów mam na zbyciu!

    • Reply nanowosmieci at

      Jak masz kartony, a nie potrzebujesz szafki, to przechowaj je jeszcze chwilę 🙂 Będę miała w tym miesiącu różne pomysły, może na któryś z nich się skusisz 🙂

  • Reply Lidia - Haniola at

    Pomysł genialny! Chyba wykorzystam, ale w wersji mini do zabawek córek 🙂

  • Reply Ula | Pani Strzelec at

    Świetny pomysł. Mebel lekki i taki… niezobowiązujący. Jeśli zmienisz koncepcję wnętrza, łatwiej pozbędziesz się takiej szafki (albo przerobisz) niż kupowanych mebli, na które trzeba było sporo wydać.
    Właściwie przydałaby mi się szafka płytsza niż ta, którą mamy aktualnie. Tyle że karton zdecydowanie przegrałby z moim dwulatkiem 😉

    • Reply nanowosmieci at

      Co prawda, to prawda 🙂 Mebel możesz też w każdej chwili przenieść do innego miejsca. Przetrwać pomoże właśnie ta gruba taśma – szafki w tym momencie nie da się podrzeć 🙂

  • Reply Mira Jurecka at

    Ojakieżtopiękne!

  • Reply Mira Jurecka at

    Widziałam już u Kasi i oj teraz Ty! Kusicie Babole, kusicie mnie!

  • Reply Konstanty Aniołek at

    Rozczulił mnie towar zapakowany w mapę <3 Ja w tym roku chcę pakować prezenty świąteczne w gazetki promocyjne, bo walają się ciągle na korytarzu, a tek choć się do czegoś przydadzą, a ja zaoszczędzę 😀

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie, można fajnie je ozdobić – i nie będzie widać, że to gazetki promocyjne 🙂

  • Reply BogusiaM at

    Pięknie zapakowane. Ja zostawiam koperty bombelkowe po przesyłkach i kartony, później korzystam z nich ponownie. Szary papier to też najtańsza forma pakowania przesyłki, więc jak już nie mam w co, to kupuję ten papier. Gazetkami reklamowymi najczęściej zabezpieczam rzeczy przed zniszczeniem czy siatkami foliówkami;p

    • Reply nanowosmieci at

      No właśnie, zmięte gazetki reklamowe mogą z powodzeniem zastąpić foliowe poduszki powietrzne, które często są dodawane do przesyłek, żeby zabezpieczyć w środku towar.

  • Reply Anna Teodorczyk at

    Ja wykorzystuję stare gazety i wykładam nimi wysokie szafki w kuchni, te których powierzchni nie widać, a ponieważ to kuchnia to szafki zawsze są oblepione kurzem i tłuszczem, a tak, po prostu ściągam zużyty kawałek gazety. Tę mogę później użyć jako podpałkę do kominka bo jest to gazeta czarno-biała.

  • Reply Madie at

    A ja ciągle zastanawiam się gdzie oddawać czy wrzucać puszki po farbach np akrylowych lub tych w sprayu? Jak myślisz?:)

    • Reply nanowosmieci at

      A to gdzieś już w komentarzach pisałam 🙂 Te puszki to niestety, tylko do PSZOK-ów. Czasami jeszcze różne sklepy budowlane mają wystawiane kontenery na te śmieci, ale to rzadko.

  • Reply Kasia | Droga do minimalizmu at

    Kurczę, ostatnio sporo starych map sprzedałam na makulaturę, ale jak to teraz czytam, to żałuję, bo rzeczywiście sporo wysyłam w “bąbelkach”, a taka paczka zapakowana w mapę jest chyba najbardziej stylową przesyłką, jaką widziałam w życiu 🙂