ekologia

Jak nie marnować jedzenia + GRAFIKA do pobrania

2 maja 2017
jak nie marnować jedzenia

Głupia. Poszłam do sklepu i nie zajrzałam do kalendarza. Było iść wcześniej albo usmażyć naleśniki. Wybrałam się jednak po pieczywo do sklepu i to w kiepskim momencie, bo tuż przed weekendem majowym. Tłumy i kolejki – to jeszcze nic. Najgorsze są wózki po brzegi wypełnione żywnością, która za parę dni wyląduje w koszu. A przecież tyle się mówi o tym, jak nie marnować jedzenia.

 

Nie wierzę w to, że cała zawartość wózków zostanie pochłonięta. Że będą wypite wszystkie zgrzewki piwa „do grilla” – tego jestem pewna. Ale żywność w takich ilościach prędzej się zepsuje. Jesteśmy mistrzami w marnowaniu jedzenia. Co roku wyrzucamy do kosza tyle produktów spożywczych, ile mogłoby nakarmić parę milionów osób. Ilu mamy niedożywionych w kraju – kilkaset tysięcy? To starczyłoby dla głodnych sąsiadów. 

 

Tyle się mówi o niemarnowaniu jedzenia, a przed świętami i długim weekendem w sklepach dzieje się istny Armageddon. Puste półki, przepełnione wózki, zapasy szykowane jak na wojnę. Dwie zgrzewki wody, siedem opakowań kiełbasek na grilla, dwa worki ziemniaków, bo szwagier mówił, że będzie chciał upiec, trzy bochenki, bo a nuż zabraknie. To nic, że pojutrze sklepy znowu się otworzą, a spacer wespół zespół ze szwagrem dobrze zrobi na trawienie kiełbasek i kartofli.

 

Kupujemy dużo jedzenia

 

Za dużo. Kupujemy go więcej niż potrzebujemy. Bierzemy dwa jogurty zamiast jednego, bo akurat trwa promocja i ten drugi jest gratis. Sięgamy po słodkie bułki i batoniki, które zwykle omijamy, ale teraz jesteśmy głodni, a na pusty żołądek kupujemy więcej. Udowodnione naukowo. Podobnie jak to, że po degustacji kawałka sera od hostessy dajemy się namówić na zakup całego opakowania. I że wkładamy do koszyka produkty „na wszelki wypadek”, jeśli nie wiemy, co dokładnie mamy kupić. Więc kupujemy więcej, by nie zabrakło. Włącza się pierwotny instynkt zbieracza. Wyjściem jest lista zakupów, sporządzana przed każdą wizytą w sklepie. Może być na kartce papieru albo w specjalnych aplikacjach na smartfonach.

 

A potem żywność niewłaściwie przechowujemy

 

Im mniej zbędnej żywności kupimy, tym mniej jej wyrzucimy. Kupujmy jej dokładnie tyle, ile jesteśmy w stanie zjeść. To będzie też dobre dla portfela. Wiecie, że Banki Żywności podliczyły straty Polaków na wyrzucanym jedzeniu i wyszło, że czteroosobowa rodzina po roku mogłaby wyjechać na tygodniowe wakacje, gdyby tylko nie wydawała pieniędzy na żywność, której i tak nie zje. Niezłe, nie?

 

Dużo też marnujemy w swoich domach, bo nie wiemy, jak należy przechowywać żywność. Wydawałoby się: co w tym trudnego? Wracamy do domu, wypakowujemy wszystko do lodówki i po kłopocie. Tyle że nie każdą żywność można przechowywać w chłodzie. Są warzywa i owoce, które wolą temperaturę pokojową. A i półki w lodówce nie są po to, by ładnie wyglądały. Jeśli umieścimy produkt w odpowiednim miejscu, na dłużej zachowamy jego świeżość.

 

Aby ułatwić Wam sprawę, przygotowałam specjalną grafikę (sama ją malowałam akwarelami, a że maluje jak kura pazurem, to ciiiii! Starałam się 😀 ). Możecie ją pobrać, wydrukować i powiesić na lodówce. A już zawsze będziecie wiedzieli, na której półce pozostawić ser, a gdzie jest miejsce na ciasto. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie mniej wyrzuconego do kosza jedzenia. 

 

POBIERZ GRAFIKĘ

 

jak nie marnować jedzenia

 

 

 

Jeśli spodobał Wam się wpis i uważacie, że jest przydatny – śmiało udostępnijcie go znajomym. Niech też czerpią inspirację i wiedzę.

 

 

  • Mnie i mojego partnera również zawsze to zastanawiało. No bo święta trwają maksymalnie 1-2 dni. A zazwyczaj ludzie i tak robią jedne duże zakupy raz w tygodniu. Niemal każdy mi to mówi, gdy informuję, że ja na zakupy chodzę co około 2 dni. No więc jak to jest, że przez cały rok nie jest to problemem, a gdy idzie jeden dzień bez sklepów, to mamy zbiorową panikę? Najpewniej chodzi po prostu o to, że w zwykł dzień, zawsze można podejść, gdy czegoś zabraknie. A tak, jak nie ma to nie ma.

    U mnie w domu zawsze jest ta sama dyskusja. Jeden z domowników otwiera lodówkę i mówi:
    – Nic nie kupione, a sklepy pozamykane!
    Wówczas pokazuję: jaja, 3 rodzaje sera, dżem, pomidor, ogórek, rzodkiew, wędliny…
    Wszystko to w ilości, którą zjadamy przeciętnego dnia. No i w tym tkwi problem. Święto z pozamykanymi sklepami kojarzy się z dużą ilością jedzenia bo, a nuż zabraknie.

    • Chyba masz rację, że to jest jakiś podświadomy lęk przed tym, ze zabraknie jedzenia. Bo przecież, tak na chłopski rozum, gdyby czegoś nam w domu zabrakło, to zawsze możemy pożyczyć od sąsiadów. Korona z głowy nie spadnie.

  • Ula Nowak Blog

    Dzięki za ten wpis, staram się nie marnować jedzenia, gotujemy z mężem tak by to zjeść i zyskuje na tym i środowisko i nasze portfele :).

  • Paulina St.

    Przed wolnymi dniami ludzie się zachowują jakby koniec świata miał nastąpić. Unikam wtedy sklepów jak ognia. Osobiście kupuję mało i u mnie rzadko kiedy coś się marnuje 😉 świetna grafika, akurat nigdy się aż tak bardzo nie zastanawiałam nad ułożeniem rzeczy w lodówce, więc będę korzystać z Twoich rad 🙂 pozdrawiam serdecznie

    • No właśnie, koniec świata. A przecież sklepy się zamykają raptem na jeden dzień :/ Cieszę się, że grafika przypadła do gustu, oby służyła!

  • Tak, zdecydowanie kupujemy za dużo jedzenia. Czasami przed weekendem lub właśnie długim weekendem, przy kasa ludzie wyglądają, jakby się szykowali na wojnę – dosłownie tony zakupów. Ja w Kwietniu zrobiłam sobie miesiąc bez kupowania – nie pierwszy raz z resztą. Okazało się, że mam zapasy w domu na ładnych kilka tygodni i miesięcy. Więc zdecydowanie więcej uwagi poświęcam temu co kupuję. 🙂

    • Świetny eksperyment, daje sporo do myślenia.

  • Bardzo fajna grafika 🙂 Ja zawsze staram się robić listy zakupów żeby po pierwsze o niczym nie zapomnieć no i właśnie z drugiej strony żeby nie kupować na wszelki wypadek. To wyliczenie Banku Żywności jest bardzo ciekawe, muszę zwrócić większą uwagę jak to u mnie jest.

    • Dzięki! Oby służyła 🙂 Zauważyłam to też po sobie – im większą wagę przykłada się do niemarnowania jedzenia, tym mniej się wydaje na zakup świeżych produktów.

  • Ruda

    Kilka lat temu, w okolicach długiego weekendu z okazji 15 sierpnia byłam z grupą przyjaciół na działce w głuszy i z koleżanką pojechałyśmy zrobić zakupy na ten dzień, gdy są zamknięte sklepy. Wszystko kupiłyśmy, ale gdy wróciłyśmy, to okazało się, że zapomniałyśmy chleba, więc trzeba było wracać. Do jedynego sklepu spożywczego dotarłyśmy ok. 18, nie było żadnego chleba, nawet takiego o przedłożonej trwałości, typu vasa, nawet wafli ryżowych. Kupiłyśmy jedyną rzecz, która chociaż trochę przypominała pieczywo – flipsy kukurydziane. Przez ten jeden dzień nikt nie umarł z głodu z powodu braku chleba.

  • Świetny blog! Czytam i czytam post po poście:) I te grafiki takie ładne! Ta zaraz zostanie naklejona na mojej lodówce, tylko znajdę gdzie tu w okolicy drukują na kolorowej:)

  • W mojej rodzinie najwięcej jedzenia marnuje moja babcia 😐 A później jak sprzątamy to wyrzucamy 3/4 rzeczy, bo są zgniłe :/ Ew jak wygląda dobrze to kotom podwórkowym dajemy 🙂

    • Ojej, poważnie? A skąd się to bierze: za dużo produktów kupuje, źle przechowuje?

      • Głównie chodzi o to, że o wiele za dużo produktów kupuje i o niektórych zapomina.
        A my nie możemy sprzątać codziennie szczególnie, że większość „sprzątających” mieszka kilka, a nawet kilkanaście godzin od dziadków 😐