ekologia

Pakujesz zakupy do własnego pudełka? Co na to sanepid

23 września 2016
supermarket

„Przepisy sanepidu zabraniają” – czasami słyszą ci, którzy, ograniczając ilość śmieci opakowaniowych, proszą o spakowanie zakupów do przyniesionych z domu opakowań. Zapytałam Główny Inspektorat Sanitarny, czy sklepy odmawiają słusznie.

 

Jedną z podstawowych zasad bezśmieciowego (Zero Waste) stylu życia jest zabieranie na zakupy własnych toreb, pojemników i worków wielorazowych i pakowanie do nich produktów sprzedawanych luzem na wagę. W Polsce to nie jest jeszcze bardzo częstą praktyką, aczkolwiek coraz więcej osób zaczyna dostrzegać plusy ograniczenia „produkowania” folii i plastików opakowaniowych i wprowadza tę zasadę podczas codziennych zakupów. Wiele sklepów idzie im na rękę. Niektóre jednak odmawiają ważenia i pakowania produktów w pudełka przyniesione przez kupujących z domów. Zasłaniają się przepisami sanitarnymi. Zapytałam więc Jana Bondara, rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Sanitarnego, czy placówki handlowe mają podstawy do odmawiania klientom i jak w świetle prawa wyglądają zakupy do własnego pudełka.

 

Mały sklepik kontra market

 

Okazuje się, że przepisy takiej sytuacji w ogóle nie uwzględniają, więc Jan Bondar proponuje spojrzeć na nią od strony ogólnych reguł. A te wyglądają trochę inaczej w wypadku małych sklepów, gdzie towar zza lady podaje sprzedawca, i marketów samoobsługowych, w których klient z tym właśnie towarem zapakowanym do swojego pudełka, musi przemierzyć odcinek między stoiskiem a kasą.

 

 

Jeśli klient przychodzi ze swoim pojemnikiem do małego sklepu rodzinnego, w którym zapłaci za towar, zapakuje go do swojego pudełka i wyjdzie, to w zasadzie nie widzę w tym nic złego. Bo klient towar nabył, więc za to jak on ten produkt przechowuje, sklep odpowiedzialności już nie ponosi. To jest własna wola klienta i jego własne ryzyko.

 

 

Co innego w markecie.

 

 

W dużym sklepie klient pakuje do własnego pojemnika towar, którego de facto jeszcze nie kupił. Z punktu widzenia sklepu, klient może się jeszcze rozmyślić, a towar już nie będzie się nadawał do ponownej sprzedaży. Bo market nie może brać odpowiedzialności za pudełko klienta: nie wiadomo, czy jest to pojemnik do kontaktu z żywnością i czy jest bezpieczny mikrobiologicznie. Więc sklep ryzykuje, że straci.

 

 

Ale chodzi też o procedury. Rzecznik GIS wyjaśnia, że każdy sklep wielkopowierzchniowy musi mieć wdrożone zasady, których klient nie ma prawa zmieniać. I te procedury mówią, na przykład, że towar na wagę ma być zapakowany w papier albo folię i w takiej postaci przekazany do klienta.

 

 

Prawo mówi, że przedsiębiorca musi przewidywać różne zagrożenia i stosować procedury, by tym zagrożeniom przeciwdziałać. Jeśli wprowadzi zasadę, że klient może pakować do własnych pojemników, to nie ma sprawy, ale musiałby wdrożyć procedury: ograniczyć prawo konsumenta do rozmyślenia się albo zwrotu produktu, ustalić, co robi z towarem, który zostanie jednak porzucony na terenie marketu.

 

 

mały sklepik

 

 

Gdyby było więcej klientów

 

Duży sklep jak najbardziej może więc odmówić. Tyle że nie może się zasłaniać przepisami sanitarnymi, bo one nic takiego nie regulują. Z drugiej strony, jeśli market będzie wydawał towar w pojemnikach należących do klientów, to nie zostanie za to ukarany przez sanepid (bo znowuż – brak przepisów). Może się jedynie narazić kontrolerom za to, że zezwala na własne pojemniki mimo braku wdrożonych procedur.

 

 

Mi to przypomina sprawę, która miała miejsce z dziesięć lat temu. Niewidoma pani chciała wejść do marketu z psem-przewodnikiem, ale nie została wpuszczona przez pracownika sklepu, który się zasłaniał przepisami sanepidowskimi (nie mającymi w tym wypadku zastosowania, bo to regulują przepisy unijne). Pani podała do sądu i prawo zostało zmienione. Dzisiaj pies-przewodnik ma prawo wejść do dużego sklepu, ale każdy market musi mieć procedury na wypadek, gdyby taka sytuacja zaszła. A my nie karzemy za to, że pies wejdzie, tylko za to, że takiej procedury nie ma. Jaka to ma być procedura? Tego też nikt nie mówi, wszystko zależy od sklepu.

 

 

Jan Bondar dodaje jeszcze, że gdyby markety bardzo się postarały, to mogłyby takie procedury u siebie wprowadzić. To wymaga od nich większej elastyczności i zaangażowania, ale jest do zrobienia. Gdyby tylko było więcej klientów, ograniczających ilość opakowań i proszących o spakowanie produktów do własnych pudełek, to zmiany zaszłyby dużo szybciej.

 

 

A Wy pakujecie zakupy do własnych pudełek? Z jakimi reakcjami sklepów się spotykacie?

 

 

 

  • Catherine Sophie

    i to tylko kolejny argument, żeby olewać supermarkety. ja chodzę tam już tylko raz w miesiącu po ser, ale i to zamierzam właśnie teraz usilnie wyeliminować. Szczerze nienawidzę robić tam zakupów i naprawdę podziwiam tych, którzy twierdzą, że jest tam taniej itd. Nie jest.

    • Konstanty Aniołek

      No właśnie. Ja też ograniczam jak mogę sklepy wielkopowierzchniowe. W małych sklepikach ani razu nie spotkała mnie odmowa zapakowania towaru do swojego pojemnika natomiast w markecie a i owszem. Targ, małe sklepy z sezonowymi produktami, nie sieciowy rzeźnik (sic) i sklep z nabiałem – to jest siła 🙂

    • Oj nie, taniej to tam nie jest 🙂 Większy jest jednak wybór niektórych produktów. Ale jak się ma jakiś bazarek pod bokiem, to można się spokojnie obejść bez sklepów wielkopowierzchniowych.

  • Ja chodzę do marketów po te produkty, których zwyczajnie nie dostanę w małych sklepikach, przynajmniej w małym mieście np. specjalne rodzaje sera i makaronów, oliwę i różne rodzaje olei. Są to rzeczy, które są już fabrycznie zapakowane, więc wkładam je tylko do eko-torby, a po całą resztę idę na targ i do małych sklepików z własnymi pojemnikami. Ogólnie wiele osób się dziwiło, ale w taki przyjazny sposób i nie robiło mi problemów. Niektórzy uważają jednak, że skoro jestem tak miła i mam swoje opakowania to… dorzucą mi gratis jeszcze kilka foliówek, by się nie pobrudziło. Wtedy tłumaczę, że ograniczam ilość folii i śmieci – taki argument większość rozumie, choć jeszcze się znajdują „dobroczyńcy”, którzy wciskają mi te siatki.
    panie w mięsnym nawet były zadowolone, że nie musiały mi pakować wędlin i mięsa, tylko od razu wkładały do pojemników, bo zaoszczędzało im to pracy.

    • Ja tak mam z zaprzyjaźnioną piekarnią 🙂 Na początku panie chciały mi wepchnąć parę reklamówek („No jak to tak: chleb do płóciennego woreczka?”), a teraz witają ze słowami: „Oooo, dzień dobry pani, co nie używa folii!” :))

  • Joanna

    Odkąd zaczęłam wdrażać w życie zasady zero waste (już od ponad roku), nie przyniosłam do domu ani jednej foliówki. Zakupy pakuję do własnych słoików, pojemników, toreb bawełnianych, woreczków, rzadko w papier oferowany w sklepie. Reakcje są różne – zdziwienie (spojrzenia stawiające diagnozę, pytania w stylu „no ale że jak to tak, w ogóle bez folii??”), bunt (nie da się, my tak nie możemy, to nie u nas, choć ostatecznie i tak stawiam na swoim), ale generalnie spotykam się ze zrozumieniem, a nawet z pochwałą takiego stylu życia, a przy okazji dowiaduję się, że nie jestem sama ;). W małych sklepach, warzywniakach, na targach nie ma żadnego problemu, choć ubolewam nad tym, że w niektórych miejscach sprzedają np. kasze uprzednio zważone i zapakowane w foliowe woreczki. W marketach, najczęściej w Auchan, kupuję luzem kasze, ryż, makaron, nasiona, orzechy itp. do swoich bawełnianych woreczków (nie ma opcji tarowania, ale woreczki niewiele ważą ). Nikt mi nigdy nie zwrócił uwagi, że robię coś nie tak. Nawet specjalnie żadnych pytań nie było. Najważniejsze to pozytywne nastawienie i pewność siebie, jakby robiło się to od zawsze. Co zresztą nie jest dalekie od prawdy, przecież kiedyś tych upiornych reklamówek nie było, a ludzie zakupy robili. Myślę, że wiele osób nie chce uchodzić za dziwaków, wychylać się, zwracać na siebie uwagi, bo co ludzie powiedzą (przykład z własnego podwórka – moja mama). Kompletnie tego nie rozumiem; ja mam ogromną satysfakcję, wiedząc, że choć w jakikolwiek sposób mogę coś zmienić na lepsze, a może nawet uda mi się kogoś zainspirować, skłonić do zastanowienia się. Na pewno nie należy się zrażać pierwszymi niepowodzeniami, z czasem wejdzie nam to w krew i nie będziemy mogli wyobrazić sobie powrotu do starych przyzwyczajeń.

    • To prawda, przecież jeszcze nie tak wcale dawno tych foliowych worków nie było. I ludzie sobie radzili, pakowali do własnych torebek, zawijali w papier.

      • Ula

        kiedyś były świetne siatki z dziurkami – z takiej żyłki 🙂 ale ja je lubiłam..

        • nanowosmieci

          To dobry pomysł, by sobie taką zrobić 😉

        • To dobry pomysł, by sobie taką zrobić 😉

    • Ula

      Joasiu, a powiedz mieszkasz może w mieście, na jakimś osiedlu? Pytam bo przy zero waste doskwiera mi kłopot z odpadami organicznymi, które w moim drugim domu codziennie wynosimy z Mamą na kompost w ogrodzie. Jak sobie z tym radzić w mieście? Ja jak już mam foliówki to używam ich jako worków na śmieci właśnie te organiczne: ogryzki, obierki, fusy z herbaty. Nie da się ich zbierać do papieru bo papier namaka, a i tak trafiają do jednego wielkiego kubła z niewiadomo czym. Wrzucanie do samego pojemnika generuje potrzebę mycia i suszenia tego pojemnika, czyli znowu – zużyję więcej wody..

      • Joanna

        Tak, mieszkam w mieście, w bloku. Odpadki organiczne kompostuję w domu, w specjalnym kompostowniku Bokashi Organico, po napełnieniu odbiera je moja rodzinka mieszkająca pod miastem 😉 Więcej informacji na temat tego typu kompostowania pod tym linkiem http://progg.eu/krok-6-czarne-zloto-kompost-bez-ogrodu/. Na moim osiedlu jest pojemnik na odpady bio, do którego przed zakupem kompostownika wyrzucałam resztki prosto z kosza, a właściwie niewielkiego pojemnika przeznaczonego do tego celu (oczywiście bez folii). Trzeba wówczas niestety robić to częściej, a myć można przy okazji zmywania. Staram się również zminimalizować ilość odpadów poprzez chociażby ograniczenie obierania do minimum czy też gotowanie bulionu z obierek. Pozdrawiam 🙂

  • Pakuję we własne pojemniki gdzie tylko mogę. Mam szklane pudełka na wędliny i mięso, mam szklane na sery, mam butelki na mleko (o ile mam czas, to jadę do mlekomatu), warzywa na wagę biorę do własnych toreb, ale to chyba najmniejszy problem. Pamiętasz, jak wspominałam o problemach z pakowaniem do własnych pojemników w Auchan? Nie wynikało to jednak z procedur, ale z braku możliwości wytarowania wagi. Chyba że jest to zrobione celowo, by unikać klientów przychodzących z własnymi pudełkami.

    Sanepid nie zabrania, wszystko to wola pracowników sklepu i kierownika.

    • Z tymi mlekomatami to wymiatasz! 🙂 U mnie nie ma żadnego w okolicy, więc strasznie ubolewam. Był kiedyś w promieniu kilometra, ale go zamknęli :/
      U mnie w karfiu też wprowadzili różne produkty na wagę, od orzechów, pestek itd. po słodycze. Ale właśnie z wagą jest największy problem, bo taki pojemnik to jednak swoje waży, a wagi nie da się wyzerować.

  • W 90% do sklepu idę z własną torbą, jeśli nie, to biorę jednorazową ale potem ją wykorzystuję i do głowy by mi nie przyszło, żeby chodzić z własnym opakowaniem. Za to po obiad na wynos biorę swoje słoiczki czy inne pojemniki i nigdy nie miałam problemu. Te siatki w które pakuję warzywa w markecie, używam ponownie, choćby jako worki na śmieci. Owszem staram się ograniczać do jednego na wszystkie warzywa i tu też problemu nie spotkałam. Bardzo podoba mi się pomysł w osiedlowym warzywniaku, kiedy kupuje jajka dostaję je w papierowej torebce, żadnych wytłoczek.Pies przewodnik „terrorysta siejący bakterie” kontra procedury ;), to już chyba żart przy szczurach latających po ulicach ;). O ile jestem za zmniejszaniem produkcji śmieci, to z pudełkami na marchewkę do sklepu się nie wybieram. Kiedyś tych pojemniczków i siateczek nie było, a jedzenie do lodówki trafiało :). Co tak naprawdę w tych pojemnikach „wynosicie” ze sklepu ?

    • Wydaje mi się, że z pudełkami chodzi głównie o drobne albo sypkie rzeczy na wagę – orzechy, rodzynki, mak i takie sprawy. Wiele marketów ma wyspy czy skupiska palet, gdzie można tego typu rzeczy nasypać sobie samemu.

    • Kasiu, dokładnie. Chodzi o produkty na wagę. W supermarkecie niedaleko mnie można kupić sporo produktów luzem – od pestek i orzechów, po ciastka i makaron. Obok jest wieszak z foliowymi reklamówkami, do których można ładować ten towar luzem, ale niektórzy biorą właśnie do swoich pojemników 🙂

      • Czytałam to co napisała Karina, tylko nie było kiedy odpisać ;). Może dlatego, że nie kupuje pestek itd. w markecie na wagę do głowy mi to nie przyszło. I od razu pytanie. Jak to ważyć ? Bo waga pokaże brutto z pojemnikiem. Podpisuję się za to, że kupowanie w marketach wielkopowierzchniowych niewiele ma wspólnego z byciem eko. Co nie zmienia faktu, że sama tam kupuję wiele produktów.

  • W marketach kupuję bardzo rzadko. To nie jest jakaś świadoma decyzja, po prostu to zajmuje strasznie dużo czasu, a często i tak nie dostaję tego, co bym chciała. W kasze, orzechy, mąkę, bakalie i tego typu rzeczy zaopatruję się na Straganie Ekologicznym (takie fajne miejsce w Krakowie na Placu na Stawach), gdzie chodzę z własnymi słoikami i pudełkami na wszystko. Właściciele nie robią problemu, bardzo pochwalają, czasem dorzucą suszonego ananasa gratis 😉 Z warzywami nie ma problemu – własne torby (a jak nie mam akurat, to prosto do plecaka albo na koszyk rowerowy). Stoiska, gdzie kręcą nosem na moje zachowanie, przestałam odwiedzać, a chodzę wiernie i z wdzięcznością tam, gdzie moje torby są milej widziane.

  • Her best ideas

    Ja zwykle chodzę na zakupy z materiałową torbą. Do marketu nigdy nie przyszło mi do głowy żeby wziąć swój pojemnik, do osiedlowego sklepu po ogórki kiszonę chodzę ze słoikiem, rownież po to żeby ogórki nie miały styczności z folią a do czasu spożycia byly w szkle i soku. Opakowania po jajkach zwykle odnoszę do sklepu lub oddaję Pani od której jajka kupuję, nigdy nie wyrzucam. W ogóle nie nawidzę foliowych worków i kiedy tylko mogę używam toreb materiałowych lub papierowych i nie rozumiem dlaczego w marketach, poza Piotrem i pawlem o almą nie dają papierowych toreb tylko zawsze folie.
    Pozdrawiam!

    • Niezły pomysł, żeby wytłoczki zanosić do sklepu. My, jak dostajemy od teściów „jaja od chłopa”, to zawozimy opakowania z powrotem do teściów. Ze sklepem muszę spróbować 🙂

    • domi

      Nie lubię tego,że w Piotrze i Pawle foliówki są darmowe.Również nie podoba mi się,że kiedyś były na pieczywie u nich papierowe torby na pieczywo,zastąpiły je foliówki. Nie podoba mi się tez to w Auchan.

  • Dziękuję za ten wpis – niech będzie dla mnie motywacją do poprawy! Rzadko kupuję cokolwiek na wagę, więc jeszcze nie miałam okazji odważyć się poprosić o pakowanie do pojemnika. W ogóle dopóki nie przeczytałam tego na jakimś amerykańskim blogu, nie przyszło mi o w ogóle do głowy! Niestety brakuje mi nawet odwagi, by pakować owoce/warzywa do własnej torby (o ile kupuję ich kilka, pakuję w foliówkę), choć staram się nie pakować ich w ogóle – np. banany biorę luzem. No ale ja jestem cholernie nieśmiałym przypadkiem, więc gdyby ktoś podejrzliwie patrzył, że kładę coś do własnej torby, to pewnie nie umiałabym się obronić…

    • Bardzo się cieszę, że zainspirowałam 🙂 A propos pakowania, to pamiętam, jak raz musiałam kupić trzy cytryny. Owoce były wilgotne, więc cennik z wagi nie chciał się do nich kleić, a że z torebek foliowych nie korzystam, to nalepiłam wszystkie trzy papierki na przedramię. Przy kasie, gdy przyszło kasować cenę, nie obyło się bez depilacji, a laska na kasie miała niezły ubaw. Ale cieszę się, bo stwierdziła, że w sumie nigdy się nie zastanawiała wcześniej nad foliówkami, a teraz już będzie 🙂

  • Mnie ogromnie cieszą tego typu sklepy, gdzie można przyjść z własnym pudełkiem 🙂

  • Jeszcze nigdy nie pakowałam do własnego pudełka, ale cieszę się, że przeczytałam ten wpis. Wiem już więcej na ten temat 🙂 Dziękuję!

  • Ugotowanepozamiatane.pl

    W sklepie zwykle mam tylko torbę materiałową, ale często gdy kupuje dania garmażeryjne na wynos, proszę o zapakowanie ich do mojego pudełka. Zwykle najpierw sprzedawca się dziwnie patrzy, ale potem pakuje i nie ma problemu.

  • Tak, chodzę z własnymi pudełkami po wszelkie ziarna, mąki, kasze, makarony itp. Na targu również proszę o niepakowanie w foliówkę, choć jest to trudne, bo czasami sprzedawca chce być miły według zasady „ja nie żałuję” (mieszkam w Hiszpanii). W dużych marketach kupuje sporadycznie, ale rzeczywiście tu już by się ta kwestia mogła skomplikować.

    • Heh, czasem też słyszę argument: „ależ pani weźmie tę reklamówkę, za darmo jest” 😉

  • Małgorzata Świech

    jakoś nie myslalam o tym wczesniej, zwykle jak kupuje to sprzedawca pakuje mi to do woreczka, a w domu juz sobie przesypuje do pudeleczek ;p

  • Sama przeważnie pakuję rzeczy do własnych toreb.Nie przypominam sobie jednak sytuacji, bym potrzebowała zapakować coś do własnego pudełka 😉

    • Wiesz, taką garmażerię, na przykład. 🙂

  • Branie na zakupy własnych pudełek na zakupy nie przyszło mi dotąd do głowy, chociaż kiedy studiowałam, często kupowałam surówkę w barze na przeciwko akademika i przeważnie przychodziłam po nią z własnym pojemnikiem. Za to staram się zawsze pamiętać, żeby zabrać na zakupy bawełnianą torbę. Kiedy kupuję pojedyncze warzywa i owoce albo na przykład kiść bananów naklejam na nie cenę bezpośrednio i nie pakuję w woreczki foliowe.

    • Ostatnio zauważyłam, że coraz więcej osób, ważąc pojedyncze produkty, nie bierze cienkiej foliówki. Nie wiem, czy to przypadek, czy rzeczywiście coś sie zmienia 🙂

      • Ula

        Ja tak robię, i np. jak ważę 4 marchewki to na jednej naklejam cenę (też śmieć swoją drogą) i wówczas pani w kasie szacuje swoim fachowym okiem czy to się zgadza, albo sobie skontroluje, i najczęściej uśmiecha się ze zrozumieniem 🙂 jeszcze nigdy nie spotkało mnie coś niemiłego. A jak wiem, że ilością rzeczy bez foliówki robię problem Pani Kasjerce to zawsze na wstępie przepraszam, że utrudniam jej pracę ale naprawdę nie chcę siatek. I to pomaga.

  • Ula

    To jeszcze jedno pytanie – czytałam kiedyś gdzieś, że to wszystko co jest wysypane luzem do nałożenia sobie tyle ile potrzeba, dajmy na to orzechy, makarony, kasze, są to siłą rzeczy produkty gorszej jakości poprzez wystawienie ich na działanie powietrza, światła i wreszcie nie zawsze czystych rąk innych klientów (bo ludzie mają różne pomysły). Mowa oczywiście o sklepach, gdzie klient sam sobie nakłada. Coś się utlenia, coś wietrzeje, coś się zwyczajnie brudzi, ale może być tam i pleśń (dotyczyło to zwłaszcza pistacji). Ja osobiście mam ogromne opory z kupowaniem ogórków czy kapusty w beczkach po tym jak kiedyś przyjrzałam się temu co w tych beczkach obok warzyw pływało, ale może akurat ja jestem nadwrażliwa na tym punkcie. W każdym razie – czy rzeczywiście jest tak, że suche produkty kupowane na wagę, nakładane sobie samemu z dużych pojemników, tracą przez sposób przechowywania na swojej wartości? Zauważyłyście różnicę?

    • Ada

      ja nie widzę absolutnie żadnej różnicy, odnoszę się do bazarku na wagę w Auchanie i do bakalii w Biedronce.

    • Ja właściwie też żadnej różnicy nie zauważyłam.

    • Konstanty Pyrez

      Są gorszej jakości, przede wszystkim przez wchłanianie wilgoci z powietrza. Odnosi się to zwłaszcza do suchych produktów, jak makarony, ale również (dla mnie różnica jest wyraźnie wyczuwalna) do orzechów. Z pewnością bakalie są bardziej narażone na pleśnienie (pleśń nie zawsze jest widoczna „gołym okiem”) poprzez narażenie na wilgoć pochodzącą z powietrza. Inną kwestią jest zagrożenie bakteriologiczne, głównie przez dostęp do produktów każdego, kto chce w nich unurzać swą rękę :-), napluć, nasmarkać itd., po prostu zrobić, co tylko wyobraźnia podpowie. Ale z tym zagrożeniem każdy prawidłowo funkcjonujący ukł. odpornościowy sobie poradzi. Gorzej z pleśnią, która jest kancerogenna, zwłaszcza przy nagminnym spożywaniu. Tajemnicą poliszynela pozostaje, czy produkty wystawione luzem na sprzedaż nie są dodatkowo zabezpieczane, np. środkami grzybobójczymi (jak bułki do wypieku w sklepie np. w Lidlu), które również są rakotwórcze. Uff, w jakim syfie żyjemy dzięki kapitalizmowi!

      • Mam wrażenie, że tak bardzo boimy się zagrożenia bakteriologicznego, że zachowujemy przesadną sterylność i przez to narażamy się na różnorakie alergie. Przecież wystarczy w domu umyć te bakalie.

        • Konstanty Pyrez

          Już od dawna wiadomo, że higiena to przeżytek. Badania transgraniczne Lapończyków udowodniły zgubny wpływ higieny, przesadnej dodajmy – czyli charakterystycznej dla świata euro-północnoamerykańskiego, dla funkcjonowania ukł. odpornościowego. Lapońskie dzieci po rosyjskiej stronie w minimalnym stopniu są alergikami, gdy po fińskiej kilkadziesiąt procent z nich cierpi z tego powodu.
          Umyć bakalie można, to nie problem, ale tym sposobem pleśni się nie pozbędziemy. Ale też jestem oczywiście za tym, aby opakowania zniwelować do minimum. Obecny sposób produkcji i dystrybucji to zupełny koszmar. Jeszcze 1, góra 2 pokolenia i to wszystko się załamie. Szkoda mi tylko moich (i nie tylko moich) dzieci, którym szykujemy straszny świat.

  • Ruda

    W tamtym roku wyprowadziłam się na wieś i każda próba kupienia czegoś do własnego pudełka na stoisku to droga przez mękę – najpierw muszę o to prosić, potem tłumaczyć, dlaczego jestem taka dziwna, a w końcu patrzeć na ręce sprzedawczyni, bo często najpierw wrzucają np. śledzie do woreczka, ważą, a potem przerzucają do mojego słoika; albo nie „tarują” mojego opakowania. Innymi słowy – gdy idę do sklepu z własnymi opakowaniami, to czuję się jak przez bitwą.

    • domi

      Mam to samo.

  • Czuję się przekonana – podejmę próbę zarówno własnych pudełek, jak i woreczków. Choć kwestia jeszcze taka, że wymaga to odwagi, odezwania się w sklepie czy zaprotestowania, kiedy sprzedawca próbuje Ci do danego pojemnika zapakować…

    • Ja się też na początku obawiałam reakcji sprzedawców i innych klientów sklepu. Ale pocieszę Cię: to mija. Potem będzie Ci już wszystko jedno, co pomyślą inni 😉

  • A kto z Was kupuje worki na śmieci?